Reklama

Nasza kobieta na krańcu świata - Martyna Górecka [ZDJĘCIA]

17/07/2022 12:19

Ajurweda, zdrowy tryb życia, otwartość i w końcu wyprawa do Peru. O tym wszystkim opowie nam Martyna, niezwykła dolnobrzeżanka.

- Odważna, poszukująca, optymistyczna, pokorna, kochająca siebie i świat- tak widzę ciebie. Co byś dodała?

- Dziękuję bardzo za piękny opis mojej osoby. Ja bym dodała wyciszona, słysząca swój wewnętrzny głos, rozmawiająca ze sobą. Jeśli potrafisz być sama ze sobą, akceptujesz i kochasz siebie to świat wokół ciebie będzie twoim odbiciem lustrzanym.

- W ubiegłym roku rozmawiałyśmy o ajurwedzie, masażach, uzdrawianiu. Dziś poruszymy temat podróży, tej w głąb siebie oraz tej fizycznej. Dlaczego właśnie Peru?

Reklama

- Masaże, które wykonuję na co dzień w MandaLove Spa, czyli zabiegi ajurwedyjskie czy refleksologiczne to dzielenie się moją pracą energetyczną, z szacunkiem i miłością do każdej osoby, która mi zaufała. Ta energetyka przenika głęboko do mięśni, kości o narządów wewnętrznych i powoduje, że wszelkie napięcia odpuszczają. Nawet przy masażu twarzy nazywanym "kobido" wykonujemy bardzo potrzebną pracę energetyczną. Aktywujemy gruczoł grasicę odpowiedzialny za naszą witalność i aktywujemy geny młodości. Dlaczego Peru? Peru jest dla mnie szczególnym miejscem, gdzie przyjeżdżają ludzie z całego świata chcący poczuć energię, chcący nauczyć się pracy energetycznej od rdzennych szamanów. Każdy, kto pracuje z ludźmi powinien właśnie tak poznać koncepcję pracy z energią.

- Duchowość według ciebie jest bardzo ważna. Jak ją znaleźć? Czym jest?

Reklama

- Duchowość to zdolność do przeżywania wysokich wibracji w swoim wnętrzu. To zdolność do ukochania siebie, do wdzięczności za to co się nam przytrafia, do patrzenia na tu i teraz z wyższej, innej perspektywy. Nie ma jednej złotej recepty na odnalezienie duchowości dla każdego. Jest to proces indywidualny. Każdy musi sobie odpowiedzieć na pytanie: czego szuka? Może szukanie odbywa się nie w tym miejscu, w którym jest odpowiedź? Dobrze jest zatrzymać się na moment, zobaczyć jak wspieramy swój organizm, zadbać o jelita, które naukowcy nazywają drugim mózgiem. Dlatego właśnie będąc w Peru, pracując z szamanem stosujemy dietę, bez soli, cukru. Jemy tylko gotowane warzywa, ryż, gotowane banany. Na co dzień należy spojrzeć na swoje nawyki, często marnej jakości, które nas rozsynchronizują emocjonalnie. Dodajmy do tego szybkie tempo życia, przemysł, technologię- to wszystko ma wpływ na nasze życie. Spożywamy pokarmy, powodujące odkładanie się toksyn w organizmie, uzależniamy się od alkoholu i choćby od cukru czy od kawy. Kawa podnosi poziom kortyzolu czyli hormonu stresu. Pijąc ją nastawiamy organizm na walkę bądź ucieczkę. Bardzo ważny w procesie uzdrawiania jest sen. Będąc w Peru żyłam w harmonii ze słońcem. Mój zegar wewnętrzny był związany z promieniami słońca. W społeczeństwie, w którym żyłam w Peru wiadomym było, iż wstaje się o świcie, pracuje w ciągu dnia a kolację się je najpóźniej o zmroku, a zasypia się o zachodzie słońca. Nie ma innego sposobu na organizację dnia, elektryczność jest ograniczona, dzieci nie maja zegarków, nie mówiąc o smartfonach i laptopach emitujących światło niebieskie. O tym wszystkim mówi właśnie chińska medycyna- ajurweda. 

- Jakie plemię poznałaś w Peru? W jakich wioskach żyłaś?

Reklama

- Przez około dwa tygodnie poznawałam życie w plemieniu Shipibo w wiosce Pahoyan w Ameryce Południowej. Pahoyan to wioska w amazońskiej dżungli, do której płynęliśmy łódką po rzece Ucayali. Życie w wiosce jest trudne, ograniczona elektryczność, bardzo mało czystej wody, prawie brak służby zdrowia, jest wielki problem ze szkolnictwem- ludzie nie mają pieniędzy aby edukować swoje dzieci. Panuje też bezrobocie. Z drugiej strony lasy Amazonii to 20% produkcji tlenu dla całej kuli ziemskiej. Mężczyźni łowią ryby, kobiety karczują dżunglę.  A ludzie z całego świata przyjeżdżają właśnie tam aby  poznać tajniki  energetycznej pracy z roślinami

- O co dokładnie chodzi w "dietowaniu"? Kim jest twój mistrza Papa Gilberto i czego cię nauczył?

Reklama

- Papa Gilberto Mahua to doświadczony szaman prowadzący ceremonie. Pod jego okiem spożywaliśmy medycynę z dżungli a on pilnował naszej energetyki. Papa Gilberto otrzymał swój pierwszy kubek medycyny w wieku 5 lat i ukończył swoja pierwszą dietę w wieku 11 lat. Będąc izolowanym przez 1,5 roku widział tylko swojego ojca, wuja i dwóch braci, którzy dietowali razem z nim. Praktykował w twardej tradycji Shipibo powstrzymując się również od kontaktów seksualnych dopóki nie ukończył 25 lat. Papa Gilberto pracuje z medycyną od 60 lat. Ważne jest aby mieć pełne zaufanie do swojego mistrza. Dziś wokół mamy za dużo marketingu wokół medycyny roślin a za mało głębokiej pracy jednostki. Dietowanie jest to praca z Ayahuaską czyli wywarem z pędów rośliny z dżungli. Wywar przygotowuje szaman. Piliśmy go co drugo dzień diety w formie ceremonii, w zupełnej ciemności, a w wolne dni od ceremonii otrzymywaliśmy rośliny wspomagające, tzw. teacher planty, dobierane przez szamana do naszych intencji. Przyjmowanie Ayahuaski to jak wypijanie kubka z głęboką świadomością, bez miejsca na fałsz, obłudę, wypieranie. Spotykasz się z lękami, uczuciami, błędnymi przekonaniami, traumami, chorobami natury fizycznej i psychicznej. W asyście szamana, przy jego pieśniach zwanych Ikarosami, praca z roślinami w dżungli jest procesem uzdrawiania.

- Czy dzieliłaś to doświadczenie z kimś bliskim, czy byłaś tam sama?

Reklama

- Wyjazd do Peru nie był organizowany przez biuro turystyczne lub jakąś organizację. Był jeden przewodnik opiekujący się nami od momentu wejścia na łódkę, towarzyszył nam też podczas ceremonii. Do Peru wyleciałam z dwoma znanymi mi osobami, które miały już doświadczenie w takiej pracy. Z pozostałą częścią grupy poznawaliśmy się sukcesywnie w czasie trwania diety. Po diecie zostałam jeszcze tydzień w Pucallpie zupełnie sama. Był to czas na regenerację organizmu po wyczerpującym procesie fizycznym.

- Co było najtrudniejsze w tej wyprawie?

Reklama

- Nie jest trudem życie w dżungli, spanie na zapadającym się materacu i czucie każdej deski pod plecami. Nie odczuwałam lęków, gdy w miejscu prysznica wędrowały tarantule. Nie odczuwałam dyskomfortu gdy była tylko zimna woda. Najtrudniejsze w diecie było wyczerpanie fizyczne, gdy kręciło mi się w głowie, gdy nie miałam siły by wstać z łóżka, gdy czułam, że moje ciało wyrzuca wszystkie toksyny w procesie oczyszczania. Obecnie planowana jest kolejna wyprawa do Peru jesienią, jeśli zbierze się grupa chętnych osób, które są zainteresowane pracą z medycyną z dżungli. Tutaj chciałabym podziękować z całego serca mojemu partnerowi, który wspiera mnie we wszystkim co robię, akceptuje mój rozwój. Dziękuję też mu za opiekę nad naszymi dziećmi podczas mojej nieobecności. Wielka wdzięczność także dla moich rodziców- w ich otwartym domu wszystkie wnuki mają miejsce dla siebie.

- Jaka Martyna wyjechała do Peru, a jaka wróciła?

Reklama

To chyba najtrudniejsze pytanie, ale najbardziej cenne dla mnie. Jestem bardziej świadoma siebie, tego, co chcę w życiu osiągnąć, jak chcę żyć na co dzień. Jestem kreatorem swoje życia, biorę za nie pełna odpowiedzialność. Mam misję, aby dzielić się duchowością z innymi. Wspierać, prowadzić i czekać na tych, którzy się jeszcze wahają.

Nowa Martyna to nowe projekty. To warsztaty w Mandalovym Spa z ajurwedy, refleksologii, duchowości i praktyki w Peru. Będziemy się spotykać aby poznawać inne kultury czy religie, bo Bóg jest zbyt wielki aby ograniczać go do jednej religii. Przed nami zdrowe  gotowanie z gościem specjalnym, który przekaże nam tajniki kuchni indyjskiej. Wszystkich zapraszam do kontaktu przez Facebooka. Tam są też dostępne szczegóły dotyczące mojej wyprawy, oraz na stronę www.mandalovespa.pl.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kuriergmin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości