Reklama

Akcja "My nie gryziemy"

23/02/2020 11:48
[caption id="attachment_47295" align="alignleft" width="300"] Ewa Naworol z córką Niną i owczarkiem środkowoazjatyckim Biesłaną[/caption] Fundacja Ewy Naworol łączy miłość do zwierząt z akcją edukacyjną i motoryzacyjną pasją. Od siedmiu lat prowadzi zajęcia na temat bezpieczeństwa w towarzystwie psów. Zajęcia odbywają się w wyjątkowej mobilnej sali multimedialnej, która przystosowana została do zajęć dydaktycznych oraz ćwiczeń praktycznych w zakresie pierwszej pomocy oraz wykorzystania wirtualnej rzeczywistości. [caption id="attachment_47298" align="alignright" width="300"] Zajęcia w wielkiej ciężarówce, odpowiednio przystosowanej, są wielką atrakcją dla dzieci[/caption] Większości przypadków pogryzień przez psy można było uniknąć - głosi najważniejsze hasło akcji "My nie gryziemy". Bo to człowiek ponosi odpowiedzialność. W grupie największego ryzyka pogryzień są dzieci w wieku 4-11 lat. Być może w tej grupie jest też TWOJE dziecko? Może boi się psów i na sam widok czworonoga szuka drogi ucieczki, a może tak lubi zwierzęta, że zaczepia każde, spotkane na swojej drodze? Jesteśmy przekonani, że każde dziecko, niezależnie od wieku i doświadczeń potrzebuje kompleksowej edukacji, dotyczącej zachowań psów. Przykład To była mała wieś w województwie dolnośląskim. Nieliczna grupa dzieci z klasy zerowej wybrała się z wychowawczynią na spacer, szukać oznak wiosny. Spacer skończył się tragicznie: czworo dzieci zostało pogryzionych przez psa, pani również. Przy drodze, przez ogrodzenie, w kierunku dzieci zaczął ujadać pies. Z początku nic nie wskazywało na tragiczny finał, ale widocznie gwar rozmów i sam fakt, że grupa osób porusza się za ogrodzeniem tak rozjuszyło psa, że przeskoczył przez siatkę i zaatakował. Krzyk, pisk, ucieczka... to nie pomogło, czworo dzieci nie miało szans uchronić się przed ugryzieniem. Na szczęście całe zdarzenie miało miejsce w pobliżu innych domostw, skąd szybko nadeszła pomoc. Dzieci, o których mowa, dziś są nastolatkami, ale to wydarzenie będą pamiętały do końca życia. Ile? [caption id="attachment_47297" align="alignleft" width="304"] Fundacja uczy dzieci tzw. postawy żółwia - wtedy w przypadku ataku agresywnego psa jest największa szansa na uratowanie się[/caption] Przypadków pogryzień dzieci jest w Polsce bardzo dużo i kończą się traumą na całe życie. - Od 2013 roku jeździmy z naszymi szkoleniami po całej Polsce i jako jedni z nielicznych mamy świadomość skali problemu - mówi Ewa Naworol. - Jesteśmy zdania, że każdy człowiek powinien wiedzieć, jak wychowywać i odpowiednio traktować psy, żeby nie stanowiły zagrożenia w społeczności. Każdy człowiek powinien wiedzieć, jak odczytać sygnały wysyłane przez psa i jak nie wolno się w towarzystwie psa zachowywać. Mówimy o tym na każdych zajęciach, bo naszym zdaniem redukowanie przyczyn zniweluje przykre skutki. Fundacja działa głównie na Dolnym Śląsku, ale akcja ma zasięg ogólnopolski. W ostatnich dwóch latach odwiedzili 11 województw. Cyklicznie wspierają schroniska w najbliższej naszej okolicy, biorą udział w eventach promujących adopcje i zbiórki rzeczy potrzebnych. Wspierają adopcje psów i kotów poprzez współpracę z Towarzystwem Opieki nad Zwierzętami oraz schroniskami dla zwierząt. - Każdego dnia docieramy średnio do 150 dzieci - mówi szefowa fundacji. - Zależy nam, żeby w naszych szkoleniach brały udział dzieci zarówno z wielkich miast jak i małych miejscowości, dlatego przyjedziemy w każde miejsce, które zgłosi chęć udziału w naszej akcji. Skąd potrzeba powstania "Fundacji Ewy Naworol"? [caption id="attachment_47299" align="alignleft" width="300"] Tak wygląda wnętrze mobilnej sali multimedialnej[/caption] - Przede wszystkim z moich obserwacji, dotyczących obcowania dzieci z psami. Ale był jeszcze jeden, decydujący impuls. Kilka lat temu, mieszkając jeszcze we Wrocławiu, wyszłam na spacer z naszym psem Bolkiem rasy dog de Bordeaux. To duże i silne zwierzęta, ale Bolek był bardzo spokojny, ułożony i niegroźny. Po drodze chciałam zrobić zakupy, więc weszłam do sklepu, a psa przywiązałam na zewnątrz - jak zwykle. Po wyjściu ze sklepu, gdy spojrzałam na Bolka, moje serce zamarło. Stał przed nim mały chłopiec - może czteroletni - i wymachiwał psu przed nosem parasolką. Spokojny zazwyczaj Bolek ze strachu stał się bardzo agresywny. W każdej chwili mógł się zerwać ze smyczy, a wtedy małe dziecko nie miałoby szans. To cud, że nic się wtedy nie stało. Ale pytanie "co by było gdyby", pozostało. Stąd właśnie nazwa akcji prowadzonej przez moją fundację: "My nie gryziemy". Więcej na: www.facebook.com/myniegryziemy/
Czytaj nas w Google
Dodaj do Google
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo kuriergmin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości