Reklama

Arboryści przyjechali do Wołowa: "Albo drzewo, albo sąd!"

09/03/2023 11:18

Ma najprawdopodobniej ponad 200 lat i miał być wycięty. Ale dzięki czujności ekologów, urzędnicy się zlitowali. Mowa o kasztanowcu, za którym murem stanęli mieszkańcy. W sobotę do Wołowa zjechali arboryści. Co zrobią dalej?

W minionym tygodniu w internecie zahuczało. Mieszkańcy Wołowa i ekolodzy pisali o planie wycięcia starego, zabytkowego kasztanowca przy ul. Piłsudskiego, który ma zostać usunięty w ramach przebudowy drogi wojewódzkiej nr 338. To będzie największa inwestycja w historii gminy Wołów. Ponad 45 milionów złotych, blisko 5 kilometrów długości, nowe drogi, chodniki i ścieżki rowerowe – tak w skrócie można opisać najważniejszą inwestycję drogową - podaje internetowy portal gminy Wołów. Na wieść o tak dużej inwestycji i o planowych renowacjach wielu z nas odetchnęło z ulgą. Jak można się domyśleć, po ogłoszeniu planowanych inwestycji duża część mieszkańców komentowała, że te miejsca już dawno powinny być objęte kompleksową przebudową.

"Wyjazd z ulicy Wojska Polskiego w godzinach szczytu o horror" albo "Cała Kościuszki już dawno prosiła się o remont; koleiny zrobione przez tiry, gdzie po deszczu zbiera się woda, to dramat" - pisali na Facebooku mieszkańcy Wołowa. Wydawać się mogło, że gehenna osób poruszających się w godzinach szczytu tymi ulicami ulegnie diametralnej zmianie i miasto zyska wiele cennych renowacji. Optymizm został szybko ugaszony za sprawą celnej uwagi Federacji Arborystów Polskich oraz mieszkańca Wołowa, Damiana Gacka, który zauważył, ile drzew zostanie usuniętych przy okazji realizowania planu przebudowy drogi wojewódzkiej numer 338. Największe emocje rozgrzał stary kasztanowiec. 

Reklama

Czy pójdą do sądu?

O kulisach pierwszych interwencji informowaliśmy w poprzednim wydaniu Kuriera Gmin. Od tamtej pory sprawę zaczęły śledzić różne organizacje zrzeszające arborystów, aktywiści ekologiczni czy nawet twarze znane wcześniej tylko z lokalnej polityki.

Do Wołowa w biegłą sobotę przyjechali arboryści, którzy wspinali się na koronę drzewa, mierzyli średnicę, badano zasięg korzeni a także wykonano wiele pomiarów i ekspertyz, które mają pomóc w pracach nad zachowaniem drzewa. - Jesteśmy niemal pewni, że drzewo zostanie z nami, ale poczekajmy na oficjalny werdykt i na finalne decyzje - powiedział Kurierowi Damian Gacek.

Reklama

Obrońcy drzewa mówią, że rozpatrują dwa scenariusze: "Albo burmistrz Dariusz Chmura zaprosi specjalistów i wspólnie zastanowimy się nad rozwiązaniem sprawy, albo Federacja Arborystów Polskich jest w stanie złożyć wniosek do sądu w celu sprawdzenia legalności decyzji podjętych w sprawie wycięcia tego drzewa".

Federacja Arborystów Polskich jest jedną z trzech największych tego typu organizacji w Polsce. - Wycięcie drzew, to pójście na łatwiznę - najszybciej i najprościej jest wyciąć wszystko, co nie pasuje - dodaje Damian Gacek. Sprawa wzbudziła zainteresowanie mieszkańców do tego stopnia, że interweniował burmistrz Chmura. Jak czytamy w internetowym wpisie zamieszczonym 10 czerwca, zamierza on podjąć działania, które zaskutkują zachowaniem drzewa.

Reklama

Spór wokół kasztanowca oraz debata jaką prowadzą przeciwnicy i zwolennicy pozostawienia kasztanowca to walka Dawida z Goliatem i każda z grup ma przekonanie o swojej nieomylności. Póki co wszystko wskazuje na to, że kasztanowiec zostanie na swoim miejscu, jednak arboryści z Federacji Arborystów Polskich radzą poczekać do ostatniego gwizdka i nie ogłaszać przedwczesnego zwycięstwa. "Ten kasztanowiec to drzewo, przed którym trzeba czapki zdejmować" - dodają obrońcy drzewa. Wskazują też na pomnikowe i zabytkowe walory rośliny.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kuriergmin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości