Czy las bez wody może przetrwać? Czy za kilkadziesiąt lat nasze dzieci zobaczą te same mokradła, ptaki i stare drzewa, które dziś tworzą krajobraz ziemi wołowskiej? Odpowiedzi na te pytania szukają dziś nie tylko naukowcy i leśnicy, ale również mieszkańcy. Powstające lasy społeczne na Gancarzu i przy ścieżce „Łącznik” pokazują, że ludzie chcą być bliżej przyrody i mieć wpływ na sposób jej ochrony. Ale żeby lasy były zdrowe i dawały nam dużo tlenu, potrzebują, jak podkreśla Grzegorz Bobrowicz, fotograf przyrody z Wołowa, solidnych fundamentów – zdrowej gleby z rozbudowaną siecią mikoryzową, czyli siecią połączeń między korzeniami roślin z udziałem grzybów, którymi transportowane są różne substancje, w tym życiodajna woda. To właśnie od wody zależy w znacznej części życie ekosystemów, w tym naszych lasów.
Jeszcze kilka lat temu pomysł tworzenia lasów społecznych wydawał się wielu osobom odległą wizją. Dziś mieszkańcy powiatu wołowskiego mogą już zobaczyć pierwsze efekty tych zmian.
Na łamach Kuriera Gmin od początku opisywaliśmy konsultacje społeczne prowadzone przez Gminę i Nadleśnictwo Wołów oraz plany objęcia szczególną ochroną dwóch miejsc doskonale znanych mieszkańcom, lasu na Gancarzu oraz terenów wokół ścieżki „Łącznik” między Krzydliną Małą i Krzydliną Wielką.
Założenia były ambitne: ograniczenie intensywnej gospodarki leśnej, ochrona najcenniejszych fragmentów lasu, tworzenie miejsc odpoczynku i edukacji przyrodniczej oraz wspólne sadzenie drzew z udziałem mieszkańców.
Dziś wiele z tych planów staje się rzeczywistością. Spacerowicze mogą odpocząć na niezwykłych drewnianych ławkach wyrzeźbionych przez Olenę Kovpak. Każda z 16 ławek jest inna i opowiada historię miejsca, w którym została ustawiona. W drewnie można odnaleźć sowy, żaby, żółwie, karpie, motyle, storczyki, książki czy motywy lokalnej architektury, symbole przyrody i dziedzictwa Krzydlin oraz całej Krainy Łęgów Odrzańskich.
Podobnych inicjatyw jest dziś w Polsce coraz więcej. Coraz częściej mówi się o lasach nie tylko jako o miejscu pozyskiwania drewna, ale również jako o przestrzeni służącej mieszkańcom, ochronie przyrody i zatrzymywaniu wody. Państwo zapowiada ochronę kolejnych cennych kompleksów leśnych, a dyskusja o przyszłości lasów przestała być domeną wyłącznie leśników.
Dla mieszkańców powiatu wołowskiego szczególne znaczenie mają również Łęgi Odrzańskie – jeden z najcenniejszych przyrodniczo obszarów w Polsce. To właśnie nad Odrą wciąż możemy podziwiać bogactwo fauny i flory lasów łęgowych, starorzeczy, mokradeł. Nasze lasy zaliczono do najcenniejszych ekosystemów leśnych w kraju, czego wyrazem jest nadanie naszemu nadleśnictwu statusu Nadleśnictwa Puszczańskiego jako: Nadleśnictwo Wołów – „Łęgi Odrzańskie”. Taką rangę otrzymało jedynie siedem nadleśnictw w kraju.
Jednak specjaliści coraz częściej podkreślają, że przyszłość tych terenów zależy przede wszystkim od wody. To ona decyduje o przetrwaniu mokradeł, torfowisk, płazów, ptaków i całych leśnych ekosystemów.
Czy zmiany klimatyczne są już widoczne również na ziemi wołowskiej? Czy nasze lasy wyglądają dziś inaczej niż trzydzieści lub czterdzieści lat temu? O odpowiedź poprosiliśmy człowieka, który od blisko czterech dekad obserwuje przyrodę z aparatem fotograficznym w ręku. Grzegorz Bobrowicz z Wołowa – fotograf przyrody i autor 19 książek – od lat dokumentuje piękno Łęgów Odrzańskich i okolicznych lasów. W rozmowie z Kurierem Gmin opowiada o zanikających mokradłach, gatunkach pojawiających się wraz z ociepleniem klimatu oraz o tym, dlaczego pozostawienie bobrowych tam czy ochrona podmokłych terenów nie jest kaprysem ekologów, lecz inwestycją w przyszłość. Jak sam podkreśla: – Tam, gdzie jest woda, tam jest życie.
Ziemia wołowska woła o wodę. Fotograf Grzegorz Bobrowicz o zmianach, które widzi od 40 lat
Z Grzegorzem Bobrowiczem – fotografem przyrody, autorem 19 albumów i książek o polskiej przyrodzie, rozmawia Marta Ringart -Orłowska.
– Fotografuje Pan przyrodę od wielu lat.
– Fotografuję już prawie cztery dekady, od czasów liceum. W tym czasie wydałem kilkanaście albumów i książek o przyrodzie Polski i tyleż filmów przyrodniczych. Jestem współautorem wielu dokumentacji przyrodniczych dotyczących naszego regionu, m.in. rezerwatu przyrody Uroczysko Wrzosy, Parku Krajobrazowego Doliny Jezierzycy czy użytku ekologicznego „Dolina Juszki”. Zajmowałem się głównie fauną, zwłaszcza ptakami. Patrzę na przyrodę zarówno z perspektywy naukowej, jak i od strony piękna. Co ważne, pamiętam, jak wyglądała kilkadziesiąt lat temu i mogę porównać ją z tym, co obserwujemy dziś.
- I co przyroda okazała się bardzo dynamiczna? Co najbardziej zmieniło się przez te wszystkie lata?
– Kiedy zaczynałem, wydawało mi się, że przyroda jest czymś stałym. Myślałem, że poznaję kolejne fragmenty ziemi wołowskiej niczym elementy układanki. Tymczasem po kilkunastu latach okazało się, że ta układanka cały czas się zmienia. Jedne gatunki znikają, inne pojawiają się po raz pierwszy, jeszcze inne gwałtownie zwiększają swoją liczebność. Szczególnie w ostatnich dwóch dekadach te zmiany bardzo przyspieszyły.
- Mówi się, że modliszka i żołna są symbolem zmian klimatu. Zapytam wprost, jakie gatunki pojawiły się u nas przez ociepleniu klimatu?
– Tak, bardzo charakterystycznym przykładem jest modliszka. Jeszcze kilkanaście lat temu była gatunkiem z Polskiej Czerwonej Księgi Zwierząt, występowała praktycznie tylko na południowym wschodzie kraju. Dziś można ją spotkać niemal wszędzie.
Podobnie jest z żołną, jednym z najpiękniejszych ptaków Europy. Pamiętam, że kiedyś jeździłem specjalnie nad Bug, żeby ją fotografować. Dziś żołny gniazdują również na Dolnym Śląsku, a okolice Wołowa stały się jednym z ważniejszych miejsc ich występowania. A takie gatunki jak pająk tygrzyk paskowany czy motyl paź żeglarz stały się wręcz pospolite. Wszystkie te gatunki lubią ciepły klimat.
- Ale przez to niektóre gatunki po prostu znikają... A czego jest dziś mniej?
– Niestety ubywa gatunków związanych z chłodniejszym klimatem. Zniknęły cietrzewie, praktycznie nie ma już widłaków, które pamiętam z młodości. Wycofują się świerki (ziemia wołowska leży na granicy ich naturalnego zasięgu). Ciekawym przykładem są dwa najmniejsze ptaki Europy, mysikrólik i zniczek. Kiedyś mysikrólik był bardzo pospolity, a zniczek należał do rzadkości. Dziś sytuacja się odwróciła. Zniczka można usłyszeć nawet w parkach miejskich, natomiast mysikrólika spotyka się coraz rzadziej.
- A bocian biały ponoć przegrywa z żurawiem. Zmiany widać również wśród najbardziej znanych ptaków?
– Bardzo wyraźnie. Czterdzieści lat temu mieliśmy kilkadziesiąt par bociana białego i zaledwie pojedyncze pary żurawi. Dzisiaj jest odwrotnie. Znacznie łatwiej jest zobaczyć u nas żurawia niż bociana białego. Ba, żurawie w coraz większej liczbie u nas zimują. Można zatem cieszyć nimi oko przez cały rok. Natomiast bocian biały znika z naszego krajobrazu. To efekt między innymi zmian w sposobie użytkowania ziemi, zniknęły wypasane łąki, które były dla bocianów idealnym miejscem żerowania.
-Tam gdzie jest woda, tam jest życie. W rozmowie wielokrotnie wraca Pan do tematu wody.
- Bo to dziś jeden z największych problemów naszej przyrody. Poziom wód gruntowych wyraźnie się obniżył. Wysychają starorzecza, mokradła i małe oczka wodne. Razem z nimi znikają płazy, ptaki i wiele innych gatunków. Dlatego ogromnie cenię działalność bobrów. One budują naturalne zbiorniki retencyjne. Dzięki nim powstają rozlewiska, które stają się schronieniem dla żurawi, bocianów czarnych, wydr, płazów i setek innych organizmów.
- Czyli apel: Nie rozbierajmy bobrowych tam, bo wiele z nich jest niszczonych.
– Tak, i to jest mój największy apel. Rozbieranie tam często oznacza zniszczenie całego małego ekosystemu. Oczywiście zdarzają się sytuacje konfliktowe, ale istnieją rozwiązania techniczne, specjalne przelewy czy rury regulujące poziom wody. Nie trzeba wszystkiego niszczyć. Bobry wykonują pracę, za którą człowiek płaci ogromne pieniądze. One zatrzymują wodę w ekosystemach całkowicie za darmo.
- Drogi również zmieniają przyrodę. Czy tylko klimat wpływa na zmiany?
– Nie. Ogromny wpływ ma także działalność człowieka. Budowa dróg szybkiego ruchu stworzyła długie, nasłonecznione skarpy, które stały się korytarzami migracyjnymi dla wielu owadów. Z kolei coraz większy ruch samochodowy powoduje fragmentację siedlisk i utrudnia życie wielu gatunkom.
- A pojawiają się także nowe gatunki? Jakich zmian możemy spodziewać się w najbliższych latach?
- Coraz więcej gatunków będzie do nas napływać. Już obserwujemy ekspansję gęsiówki egipskiej, wcześniej pojawił się dzięcioł syryjski czy sierpówka. Niektóre gatunki przychodzą naturalnie z południa Europy, inne, jak jenot czy szop pracz, uciekają z hodowli. Podobnie dzieje się z roślinami. Coraz więcej gatunków ozdobnych ucieka z ogrodów i zaczyna wypierać nasze rodzime rośliny, na przykład niecierpek himalajski czy kolczurka.
- Przyroda wciąż potrafi zaskakiwać, bo zmienia nam się klimat, a dbanie o wodę to już obowiązek. Pracuje Pan nad kolejną książką, w której dowiemy się czegoś o naszej ziemi wołowskiej?
– Tak, mam rozpoczętych kilka projektów. Na razie nie chcę zdradzać szczegółów, ale mam nadzieję, że w przyszłym roku uda się zaprezentować czytelnikom coś nowego.
- Życzę kolejnych publikacji i dziękuję za rozmowę.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze