Reklama

Radna Uran z pozwem od PCM. Fakty czy plotki - sąd zdecyduje o treściach z internetu

28/02/2026 11:08

Podczas ostatniej sesji Rady Powiatu Wołowskiego radna Katarzyna Uran poinformowała, że otrzymała pozew cywilny złożony przez Powiatowe Centrum Medyczne (PCM). Jak przekazała radnym, dokument liczy około 50 stron i dotyczy petycji w sprawie likwidacji laboratorium. Na sesji radna nie rozwinęła dokładnie czego dotyczy pozew a dokładnie jakich słów/ zdań, które wybrzmiały przy petycji.

Bo chodzi nie o samą petycję, ale o treść która ukazała się w Internecie jako uzasadnienie. Jak można zobaczyć nadal ona widnieje na stronie internetowej, na której prowadzona była zbiórka podpisów.

Starosta: proszę mnie nie mieszać w sprawy sądowe 

W trakcie sesji radna skierowała również słowa w stronę starosty Jana Janasa, mówiąc o jego powiązaniach rodzinnych z PCM. Starosta stanowczo zaprzeczył, by miał jakikolwiek związek z pozwem.-  A rodziny proszę tu nie mieszać - skomentował. Podkreślił, że: - PCM jest spółką należącą do dwóch gmin i powiatu, prezesa wybiera rada nadzorcza, jako starosta nie jest stroną w tej sprawie.

Reklama

Łączenie jego osoby z pozwem określił jako nieuprawnione. Jednocześnie zaznaczył, że jak mówił podczas sesji, za słowa trzeba brać odpowiedzialność. Zasugerował również możliwość polubownego rozwiązania sporu, choć ostateczne rozstrzygnięcie należy do sądu.

Stanowisko PCM

 

Prezes PCM Bartosz Granat potwierdził Kurierowi Gmin złożenie pozwu, podkreślając, że sprawa dotyczy ochrony dóbr osobistych spółki.- Pozew dotyczy ochrony dóbr osobistych spółki w związku z bezprawnymi działaniami radnej na szkodę spółki- komentuje prezes PCM Bartosz Granat.Jednocześnie zaznaczył, że nie zamierza szerzej odnosić się do sprawy w mediach.- Nie chcę wdawać się w spór i komentarze, ponieważ sprawa znajduje się już na etapie procedur – dodał.

Reklama

O co konkretnie chodzi?

Z informacji redakcji wynika, że pozew dotyczy treści, która ukazała się przy petycji radnej, które zdaniem PCM naruszają dobre imię spółki, sugerując nieprawidłowości finansowe. Spółka zdecydowała się skierować sprawę na drogę sądową, bo to zagraża już nie tylko jej wizerunkowi, ale brak działań oznaczałby zgodę, że takie nieprawidłowości mogą istnieć. Stąd tak ostra reakcja zarządu spółki.

Do tematu będziemy wracać. 

Komentarz redakcyjny

To nie jest prywatny spór. To lekcja odpowiedzialności w lokalnej polityce

 

Sesje rad, transmisje online i media społecznościowe stworzyły złudzenie, że polityka lokalna działa jak facebookowa dyskusja: szybka, emocjonalna i pozbawiona odpowiedzialności. Tymczasem każde publiczne oskarżenie, każda sugestia i każde udostępnienie żyje własnym życiem i może mieć skutki prawne. Właśnie z taką sytuacją mamy dziś do czynienia.

Reklama

Najbardziej niepokojące jest jednak coś innego: milczenie osób publicznych, które widzą, czytają, nie reagują, myśląc: bo mnie sprawa nie dotyczy, nie chcę się mieszać, bo mnie agresywni radni z anonimowych kont zaczną hejtować na Facebooku. Nie ma ostracyzmu jest przyzwolenie wobec osób publicznych, którzy powielają nieprawdziwe informacje. Nikt nie mówi: "sprawdźmy to".

 

Podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej w Brzegu Dolnym radny Jan Kaczor pytał, czy radny nie ma prawa krytykować działań spółki samorządowej? Ma i nikt tego prawa nie kwestionuje. Problem pojawia się wtedy, gdy chwilę później sam powiela niesprawdzone informacje, powołując się na zasłyszane relacje o rzekomych problemach prywatnej firmy w rozliczeniach w spółce medycznej. Sala wypełniona radnymi, ani przewodnicząca rady ani nikt z radnych nie reaguje: proszę sprawdzić i wrócić z faktami. Polityczna debata przestaje wtedy być debatą, a zaczyna przypominać plotkę.

Reklama

Działania radnej Uran, w tym petycja, mogły obronić się same. Nie potrzeba wielkich słów ani mocnych oskarżeń, by przekonać mieszkańców do złożenia podpisu. Argumenty są ważne, ale tylko wtedy, gdy są prawdziwe. Jeśli były prawdziwe- obronią się w sądzie. Czego radnej życzymy.

Sam pozew nie jest niczym nadzwyczajnym ani "zamachem na wolność słowa". Jest naturalną reakcją w sporze publicznym i może stać się momentem, który przypomni radnym, że od osób pełniących funkcje publiczne wymaga się więcej niż od przeciętnego obywatela.

Reklama

Może więc dobrze, że granice wyznaczy teraz sąd. Bo demokracja nie polega na tym, kto mówi najgłośniej ani kto zbierze więcej reakcji w internecie. Polega na odpowiedzialności- szczególnie wtedy, gdy mówi się do tysięcy mieszkańców.

To nie jest lekcja dla jednej osoby. To sygnał ostrzegawczy dla całej lokalnej klasy politycznej.

W XXI wieku radny musi wiedzieć jedno: Facebook nie zwalnia z odpowiedzialności, a mandat nie chroni przed konsekwencjami słów. Lajk i udostępnienie także niosą odpowiedzialność.

Reklama

[email protected]

 

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 28/02/2026 11:30
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kuriergmin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości