Mężczyzna ciężko poparzony podczas sobotniego wybuchu gazu w Głębowicach zmarł w szpitalu — ustaliło Radio Wrocław. Eksplozja wyrwała ścianę między mieszkaniami, wybiła okna i rozrzuciła odłamki wiele metrów od budynku. Ewakuowano 22 osoby. Pięć mieszkań zostało wyłączonych z użytkowania.
O śmierci poszkodowanego Radio Wrocław poinformowało, powołując się na Jakuba Dłubacza, rzecznika Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu. Mężczyzna zmarł w szpitalu w Poznaniu. Jego ciało ma zostać skierowane na sekcję zwłok. Przyczyny i okoliczności eksplozji wyjaśnia Prokuratura Rejonowa w Wołowie.
Była siódma rano. Wielu mieszkańców jeszcze spało
Do wybuchu doszło w sobotę, 26 września. Zgłoszenie wpłynęło do straży pożarnej o godz. 7.01. Kilka godzin później byliśmy na miejscu i rozmawialiśmy z mieszkańcami.
Przed blokiem stali ludzie spoglądający w stronę swoich mieszkań. Część z nich nie mogła wrócić do środka. Między garażami, na dachach i wiele metrów od budynku leżały kawałki szyb oraz elementy stolarki.
— To wszystko, co tutaj leży, było tam. Od garażu się odbijało. Szyby są między garażami, na dachach, wszędzie — opowiadał jeden z naszych rozmówców.
Mężczyzna mieszkający piętro niżej wskazywał na swoje okno.
— Ja śpię pod samym oknem. U mnie nie tak mocno tąpnęło, wszystko dookoła popękało. Dopiero będziemy wiedzieć, czy konstrukcja jest bezpieczna.
Największe zniszczenia było widać w bezpośrednim sąsiedztwie mieszkania, w którym nastąpiła eksplozja.
— Tam były dwa mieszkania: kawalerka i dwupokojowe. Ścianę między nimi wywaliło. Z dwóch pokoi zrobił się jeden duży salon — mówił jeden z mieszkańców.
Inny dodawał:
— Dobrze, że oni spali w drugim pokoju. Gdyby byli przy tej ścianie, nie wiadomo, jak by się to skończyło.
Według informacji straży pożarnej w sąsiednim mieszkaniu przebywały trzy osoby. Żadna z nich nie została ranna.
Gaz ulatniał się z nieszczelnej butli
Bezpośrednio po zdarzeniu mieszkańcy nie wiedzieli jeszcze, co dokładnie doprowadziło do wybuchu. W rozmowach wskazywali na piecyk gazowy i znajdujące się w mieszkaniu butle. O przebieg akcji i ustalenia zapytaliśmy strażaków.
— 26 września o godz. 7.01 otrzymaliśmy zgłoszenie o wybuchu butli z gazem w budynku wielorodzinnym w Głębowicach. Po przyjeździe na miejsce zastaliśmy uszkodzoną elewację budynku, wybite szyby i wyrwaną ścianę na trzecim piętrze. Część mieszkań znajdowała się już przed budynkiem — relacjonował mł. kpt. Jakub Jarmuszczak, dowódca JRG Wołów.
Jak wyjaśniał, sama butla nie została rozerwana.
— Doszło do wybuchu gazu, który ulatniał się z nieszczelnej, 11-kilogramowej butli. Gaz nagromadził się w mieszkaniu i w efekcie doszło do eksplozji. Żadna z butli nie została rozerwana — podkreślał dowódca JRG Wołów.
Strażacy wyważyli drzwi i ewakuowali rannego
W mieszkaniu, w którym nastąpiła eksplozja, znajdował się jego właściciel. Strażacy musieli wyważyć drzwi, aby dostać się do środka i go ewakuować. Poszkodowanego przekazali zespołowi ratownictwa medycznego. Na miejsce wezwano również Lotnicze Pogotowie Ratunkowe.
Według informacji przekazanych wówczas przez straż pożarną mężczyzna doznał poparzeń obejmujących około 35 procent powierzchni ciała. Śmigłowiec LPR przetransportował go do szpitala. Jego życia nie udało się uratować.
Jeden ze świadków wspominał, że tuż po eksplozji z mieszkania wydobywał się dym.
— W kuchni coś się kopciło. Myślałem najpierw, że może garnek. Potem zobaczyłem, że kopcą się jakieś rzeczy, szmaty — opowiadał.
Straż pożarna podkreślała jednak, że w budynku nie było oznak pożaru.
Z bloku ewakuowano 22 osoby
W klatce schodowej, w której nastąpił wybuch, mieszkało 14 osób. W sąsiedniej przebywało kolejnych osiem. Łącznie ewakuowano 22 mieszkańców.
Strażacy odłączyli prąd i wodę, wynieśli z mieszkania butle gazowe, zabezpieczyli stropy oraz przeszukali gruzowisko i wszystkie pomieszczenia. Sprawdzili również, czy w budynku nie występują niebezpieczne stężenia gazów i czy nie ma ukrytych zarzewi ognia.
Na miejsce przyjechał inspektor nadzoru budowlanego. Po oględzinach zdecydował o wyłączeniu z użytkowania klatki, w której doszło do eksplozji, do czasu wykonania niezbędnych ekspertyz.
Strażacy usunęli także niebezpieczne, zwisające elementy elewacji. Otwór powstały po wybuchu zabezpieczyli plandeką, a uszkodzone okno po drugiej stronie budynku — płytą OSB.
W akcji uczestniczyły zastępy JRG Wołów oraz OSP Warzęgowo, Pełczyn i Wińsko, zespoły ratownictwa medycznego, Lotnicze Pogotowie Ratunkowe i policja. Na miejscu obecni byli również komendant PSP, wójt gminy Wińsko oraz inspektor nadzoru budowlanego.
„Każdy jedzie do rodziny, gdzie ma możliwość”
Po wybuchu mieszkańcy zaczęli organizować sobie noclegi. Część znalazła schronienie u bliskich.
— Ja pojadę do wnuka. Każdy jedzie do rodziny, gdzie ma możliwość — usłyszeliśmy przed blokiem.
Pomoc zaoferował również Dom Rekolekcyjny Garnierówka. Mieszkańcy mogli skorzystać z pokoi przy kościele.
— Ksiądz zaprosił wszystkich. Są tam pokoje, można zostać — mówili nam mieszkańcy.
Według informacji, które otrzymaliśmy na miejscu w dniu zdarzenia, z pomieszczeń udostępnionych przez parafię miało skorzystać około 14 osób. Pozostali znaleźli schronienie u rodzin i bliskich. W organizację tymczasowego lokum zaangażowała się również wójt gminy Wińsko Jolanta Krysowata-Zielnica.
Dwa mieszkania zniszczone, pięć wyłączonych z użytkowania
Pięć lokali wyłączono z użytkowania. Dwa są całkowicie zniszczone, a w mieszkaniach na niższych piętrach stwierdzono pęknięcia ścian. Dach i instalacje wodno-kanalizacyjne nie ucierpiały.
Cała klatka pozostaje niedostępna do czasu kontroli instalacji elektrycznych i gazowych. Powrót lokatorów zależy od zabezpieczenia budynku i napraw. Według deklaracji zarządcy przytoczonej przez rozgłośnię prace mają potrwać najwyżej dwa miesiące. Dwie rodziny skorzystają z lokali zastępczych gminy Wińsko, pozostali mają zamieszkać u bliskich.
„Blok był zrobiony, wyremontowany”
Kiedy kilka godzin po eksplozji obchodziliśmy budynek, skalę zniszczeń pokazywała odległość, na jaką poleciały jego fragmenty. Uszkodzone zostały elementy nad oknami i ściany, szyby oraz stolarka wypadły z ram. Odłamki znajdowaliśmy w rejonie garaży.
— Jak człowiek patrzy, dokąd to wszystko doleciało, dopiero wtedy dociera do niego, jaka była siła tego wybuchu — mówił mieszkaniec.
Inna osoba spoglądała na budynek i dodawała:
— Blok był zrobiony, wyremontowany. Teraz człowiek patrzy i nie może uwierzyć.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze