To jedna z najsłynniejszych spraw kryminalnych czasów PRL, która na dziesięciolecia wpisała Wołów w historię polskiej kryminalistyki. Napad na oddział Narodowego Banku Polskiego z 1962 roku do dziś wzbudza emocje, a teraz wraca z nową siłą — za sprawą pisarza Łukasza Orbitowskiego, który pracuje nad książką inspirowaną tamtymi wydarzeniami.
Łukasz Orbitowski podczas swojej wizyty w Wołowie zajrzał do miejsca, którego historia elektryzuje do dziś - dawnego skarbca NBP. To właśnie tędy, przez strop prowadzący z piwnicy, włamywacze dostali się do środka, rozpruli sejf i zniknęli z ogromnym łupem.
Autor nie ukrywa, że pobyt w Wołowie był dla niego poruszającym doświadczeniem: „Wykonuję najpiękniejszy zawód świata. W Wołowie spędziłem dwa dni, a od miejscowych otrzymałem tylko bezinteresowne dobro, nie dając nic w zamian. Rozmawiałem ze świadkami, rodzinami sprawców i ofiar. Pomoc okazali pracownicy domu kultury, biblioteki, urzędu miasta, kierownictwo i pracownicy zakładu karnego. Czuję się wzruszony i zobowiązany”.
Orbitowski zapowiedział, że jego nowa książka – roboczo zatytułowana „Głupcy” – będzie jedną z najważniejszych w jego dorobku.
W poniedziałkowy poranek 20 sierpnia sprzątaczka, wchodząc do budynku NBP, zauważyła, że drzwi są uchylone, a strażnika nigdzie nie ma. Po chwili znalazła go skrępowanego i zakneblowanego w piwnicy. Funkcjonariusz zeznał później, że około północy oślepiło go światło latarki, a zamaskowani napastnicy błyskawicznie go obezwładnili.
Wiadomo było jedno: sprawców musiało być kilku, a ich techniczne przygotowanie wskazywało na profesjonalistów.
Śledczy ustalili, że włamywacze dokładnie znali konstrukcję budynku. Przy użyciu hydraulicznego podnośnika przebili strop piwnicy prowadzący prosto do skarbca. Następnie:
sforsowali pancerne drzwi łomem i wiertarką,
opróżnili sejf z wszystkich worków z gotówką,
a na koniec rozlali ropę, by zmylić psy tropiące.
Ich działanie było perfekcyjnie zaplanowane — nic nie wskazywało, by śledztwo miało pójść szybko.
Z banku zniknęło 12 531 000 złotych — suma niewyobrażalna w tamtym czasie, gdy przeciętna miesięczna pensja wynosiła ok. 1700 zł. Był to najgłośniejszy napad rabunkowy PRL, porównywany niekiedy do współczesnych, filmowych skoków na bank.
4 grudnia 1962 roku przed Sądem Wojewódzkim we Wrocławiu rozpoczął się proces, który przyciągnął uwagę całego kraju. Oskarżonym groziła kara śmierci — opinia publiczna spodziewała się najwyższego wymiaru kary.
Sąd uznał jednak inaczej:
pięciu głównych sprawców skazano na dożywocie (później zamienione na 25 lat),
dwóch pomocników otrzymało po 15 lat,
a w kolejnych procesach 20 osób – członków rodzin i znajomych – skazano za paserstwo, pomocnictwo i niepowiadomienie organów ścigania.
Sprawa ta na trwałe zapisała się w historii Wołowa, Dolnego Śląska i polskiej kryminalistyki.
Wizyta Łukasza Orbitowskiego ponownie skierowała uwagę opinii publicznej na Wołów i jego bogatą, często nieoczywistą historię. Pisarz nie ukrywa, że mieszkańcy miasta odegrali ogromną rolę w jego pracy nad książką. „Postaram się, by Głupcy byli moją najlepszą książką” – zapowiada.
Dzięki literaturze jedna z najbardziej sensacyjnych historii PRL znów ujrzy światło dzienne, a Wołów ponownie stanie się miejscem, o którym będą mówić czytelnicy w całej Polsce.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze