Kiedyś, w mroku ciemni, mały chłopiec podpatrywał dziadka, który tuż po wojnie, w 1949 roku, założył w naszym mieście zakład fotograficzny. Dziś Jacek Palat, łącząc rzemieślniczą cierpliwość z nowoczesną technologią, ratuje od zapomnienia historię naszej małej ojczyzny. O renowacji starych fotografii, znikających ulicach i cyfrowej digitalizacji wspomnień rozmawiamy z lokalnym fotografem z Brzegu Dolnego.
Od wielu lat prowadzisz swoje studio, ale od niedawna zajmujesz się czymś niezwykłym – digitalizacją starych fotografii z naszego regionu. To praca przypominająca podróż w czasie. Jak wpadłeś na ten pomysł i czy pamiętasz pierwsze zdjęcie, któremu przywróciłeś blask?
Moja fascynacja fotografią zrodziła się jeszcze w dzieciństwie. Jako mały chłopak pomagałem dziadkowi, który prowadził własny zakład fotograficzny w Brzegu Dolnym już od 1949 roku. To tam po raz pierwszy zetknąłem się z magią obrazu i pracą z dawnymi kadrami. Z czasem dziecięca ciekawość przerodziła się w pasję i pracę zawodową – własną działalność prowadzę nieprzerwanie od 1999 roku.
Pomysł na digitalizację zdjęć pojawił się naturalnie. Chciałem ocalić od zapomnienia dawne fotografie naszego miasta, by mieszkańcy mogli na nowo odkrywać jego historię. Pierwsze odnowione przeze mnie zdjęcie to była fotografia rodzinna z lat 90. Wtedy robiło się to zupełnie inaczej – bez komputerów. Zdjęcia poprawiało się ręcznie, używając ołówka, farbek i tradycyjnych technik retuszu. To była doskonała szkoła cierpliwości.
Skąd czerpiesz te fotograficzne perełki i które z nich robią na tobie największe wrażenie?
Zdjęcia trafiają do mnie z bardzo różnych źródeł: od samych mieszkańców, kolekcjonerów, z rodzinnych albumów, ze starych pocztówek czy archiwów publicznych. Coraz częściej ludzie zgłaszają się do mnie z prywatnymi fotografiami, które przez dekady leżały schowane w domowych archiwach.
Największe wrażenie robią na mnie stare zdjęcia Brzegu Dolnego, na których widać miejsca już nieistniejące. Dawne budynki, znikające ulice, historyczne obiekty. Jednak równie mocno poruszają mnie fotografie pokazujące zwykłą codzienność naszych mieszkańców sprzed lat. Mają one dla mnie gigantyczną wartość historyczną i sentymentalną.
Wskrzeszanie starych kadrów to z pewnością wymagające zadanie. Co jest najtrudniejsze w renowacji fotografii i ile czasu wymaga jedno zdjęcie, by nabrało dawnych barw i ostrości?
Najtrudniejsza jest praca z fotografiami mocno zniszczonymi przez czas – popękanymi, wyblakłymi, zabrudzonymi czy wręcz z ubytkami. Wymagają one olbrzymiej precyzji. Największym wyzwaniem jest zachowanie oryginalnego, historycznego charakteru zdjęcia, a jednocześnie przywrócenie mu pełnej czytelności.
Czas odnawiania fotografii zależy od stanu materiału. Czasami wystarczy kilkanaście minut na podstawową korektę, ale te najbardziej nadszarpnięte zębem czasu potrafią pochłonąć nawet kilka godzin intensywnego retuszu. Trzeba ręcznie usunąć uszkodzenia, wyrównać kontrast, poprawić ostrość, a niekiedy odtworzyć brakujące fragmenty obrazu.
Robisz to z miłości do historii miasta, czy mieszkańcy mogą przynieść do ciebie własny, stary album rodzinny?
Nie zajmuję się tym wyłącznie hobbystycznie. Każdy może odwiedzić moje studio fotograficzne z własną pamiątką i zlecić profesjonalne odnowienie, retusz lub digitalizację. Widzę, że wiele osób chce dziś odświeżyć takie kadry, aby zachować wspomnienia w cyfrowej formie albo przenieść je na papier, foto-obraz czy personalizowany gadżet. Dzięki temu zatarte fotografie dostają drugie życie i mogą cieszyć kolejne pokolenia.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze