W sprawie pumy, której obecność na Dolnym Śląsku miała potwierdzić fotopułapka w rejonie Zagórza Śląskiego i Michałkowej, pojawiły się nowe ustalenia. Sprawą zajęły się sztaby kryzysowe w powiatach świdnickim i wałbrzyskim. Służby sprawdzają nie tylko teren, ale również autentyczność zdjęcia. W jednym z miejsc, gdzie zgłoszono obecność dużego kota, nie znaleziono żadnych śladów.
Po publikacji zdjęcia z fotopułapki sprawa nabrała tempa. Nadleśnictwo Świdnica przekazało fotografię, na której widoczne jest zwierzę przypominające pumę. Początkowo leśnicy określali zdjęcie jako konkretny dowód obecności drapieżnika.
Teraz do sprawy podchodzą również służby i specjaliści. Podczas sztabów kryzysowych w powiatach świdnickim i wałbrzyskim ustalono, że fotografia ma zostać poddana dodatkowej weryfikacji. Świdnicka policja sprawdza jej autentyczność, a materiał mają analizować także przyrodnicy.
Powodem jest m.in. to, że w ostatnim czasie w różnych częściach Polski pojawiały się zgłoszenia dotyczące dużych kotów, które ostatecznie nie zawsze znajdowały potwierdzenie w terenie.
Jednocześnie służby nie czekają wyłącznie na wynik analizy zdjęcia.
Tereny leśne są monitorowane przez leśników. Wykorzystywany jest między innymi dron z kamerą termowizyjną. W działania zaangażowano również ratowników GOPR oraz myśliwych, którzy sprawdzają miejsca, w których potencjalnie mogło pojawić się zwierzę.
Plan jest prosty: najpierw trzeba znaleźć twarde dowody obecności drapieżnika – przede wszystkim tropy, odchody lub inne ślady jego bytowania. Dopiero wtedy mają zostać uruchomione kolejne procedury związane z bezpiecznym odłowieniem zwierzęcia.
W środę pojawiło się również zgłoszenie z wałbrzyskiej dzielnicy Podgórze. Według osoby zgłaszającej miała tam pojawić się puma.
Na miejsce pojechali funkcjonariusze Straży Miejskiej wraz z przyrodnikami. Po przeszukaniu wskazanego terenu nie znaleziono jednak śladów, które potwierdzałyby obecność pumy.
To ważne, ponieważ pokazuje, że nie każde zgłoszenie dotyczące dużego kota musi oznaczać, że rzeczywiście mamy do czynienia z tym samym zwierzęciem. Służby traktują jednak takie informacje poważnie i każdą z nich sprawdzają.
Jednym ze scenariuszy, który pojawił się wśród osób zajmujących się sprawą, jest możliwość, że zwierzę uciekło z prywatnej hodowli w Czechach i przedostało się do Polski.
Nadleśniczy Nadleśnictwa Świdnica Jerzy Zemlik zaznacza jednak, że to wyłącznie hipoteza. Na obecnym etapie nie wiadomo, skąd miałoby pochodzić zwierzę ani jak długo może przebywać na terenie Polski.
Nie wiadomo również, czy zgłoszenia z różnych miejsc dotyczą jednego osobnika.
Dla mieszkańców Wołowa, Brzegu Dolnego i okolic najważniejsze pozostaje to, że nie ma żadnego potwierdzenia obecności pumy w powiecie wołowskim.
Rejon Zagórza Śląskiego znajduje się jednak stosunkowo blisko naszego powiatu, dlatego informacja o działaniach służb może budzić zainteresowanie również u nas. Na podstawie obecnych danych nie ma jednak podstaw, aby twierdzić, że zwierzę przemieszcza się w kierunku Wołowa, Wińska czy Brzegu Dolnego.
Władze i służby apelują przede wszystkim o rozwagę podczas przebywania w lasach. Zalecane jest szczególne pilnowanie dzieci oraz trzymanie psów na smyczy. W przypadku zauważenia dużego drapieżnika nie należy się do niego zbliżać ani próbować go fotografować. Obserwację należy zgłosić służbom.
Sytuacja jest więc bardziej złożona, niż mogło wynikać z pierwszych informacji. Jest fotografia zwierzęcia przypominającego pumę, ale jej autentyczność i gatunek zwierzęcia są obecnie dodatkowo weryfikowane. Jednocześnie służby prowadzą monitoring terenu i sprawdzają kolejne zgłoszenia.
Na tym etapie nie ma potwierdzenia, że puma rzeczywiście przemieszcza się po dużym obszarze Dolnego Śląska. Nie ma również potwierdzonego kierunku jej przemieszczania się.
Jedno jest pewne: sprawa nie została zlekceważona. Sztaby kryzysowe już działają, a służby przygotowują się na scenariusz, w którym obecność drapieżnika zostanie ostatecznie potwierdzona.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze