Reklama

Wyjątkowy album Grzegorza Bobrowicza. Powstawał 10 lat

16/10/2022 09:23

W WOK-u miała miejsce wystawa Grzegorza Bobrowicza, z okazji wydania jego nowego albumu. Rozpoczęła się prezentacją kilku wybranych prac, z komentarzem ze strony samego autora, któremu następnie została wręczona nagroda. Zdjęcia można było oglądać na ścianach sali i holu.

 

Jakub Zawadzki: Z jakich powodów ten album jest dla Pana wyjątkowy?

Grzegorz Bobrowicz: Nad tym albumem pracowałem 10 lat, i jest to w całości moje autorskie dzieło, w przeciwieństwie do poprzednich albumów z innych okresów, robionych na zlecenie. Najważniejszy dla mnie jest fakt, że miałem duży wpływ na kształt tego albumu, i znalazły się w nim moje najlepsze zdjęcia, i udało mi się w nim zrealizować moją filozofię fotografowania dzikiej przyrody.

J.Z: A na czym ta filozofia polega?

G.B: Amerykański pisarz Henry Thoreau wypowiedział kiedyś takie zdanie: "Jeśli usiądziesz w lesie i będziesz czekać, coś się wydarzy.". I właśnie tą filozofią się kierowałem, nie pogonią za konkretnymi stanami przyrody czy gatunkami, tylko kiedy czułem, że w danym miejscu może się coś ciekawego wydarzyć, to tam siadałem, i czekałem. Wymaga to znacznie więcej czasu i cierpliwości, ale jestem zadowolony z efektu.

Reklama

J.Z: A może powie Pan w jaki sposób praca nad tego typu albumem, różni się od takiej bardziej "niedzielnej" fotografii. Czy podąża Pan za jakimś konkretnym motywem przewodnim, aby stworzyć spójny album?

G.B: Tak, to jest taka jakby rzeka, która się rozlewa na wiosnę, a potem wraca do swojego łożyska, to znaczy, że przez pierwsze 7-8 lat fotografowałem to, co mi najbardziej odpowiadało, podążałem za moimi emocjami i zachwytami. Później, pod koniec pracy nad albumem, próbowałem to ubrać w konkretny kształt, podzielić album na rozdziały, i wtedy starałem się uzupełnić rozdziały w ten sposób, żeby całość była spójna.

Reklama

J.Z: Czy musiał Pan odrzucić część zdjęć z ostatecznej wersji albumu, żeby lepiej wykorzystać miejsce, i czy dużo bólu to sprawiło?

G.B: W tym albumie chodziło o to, żeby zachować pewne proporcje i myśl przewodnią, i było to trudne, ale myślę, że większość zdjęć, które najbardziej chciałem w tym albumie, udało mi się tam zmieścić. Aczkolwiek, jest to prawda, że nie były to wszystkie zdjęcia, i odrzucanie niektórych jest trudne. Na szczęście bardzo dobrze współpracowało mi się z Radosławem Jungiem, grafikiem z Wrocławia, i on potrafił mi pomóc przelać moje myśli na graficzną formę, dzięki czemu łatwiej było mi zrezygnować z danego zdjęcia, na rzecz ładniejszej prezentacji albumu.

Reklama

J.Z: To może odchodząc od samego albumu, co Pana zdaniem odróżnia taki wydany fizycznie album, który zajął ogrom czasu i pracy, od setek tysięcy zdjęć trafiających codziennie do Internetu?

G.B: Rewolucja cyfrowa w fotografii, która pozwoliła na robienie zdjęć w naprawdę dobrej jakości, sprzętem za rozsądną cenę, w tym niektórymi smartfonami, faktycznie wywołała zalew zdjęć. Jednak dużo z tych zdjęć jest zdjęciami przypadkowymi, czy tzw. "zdjęć dla sowy", na których można zobaczyć np. ptaka i rozpoznać jego gatunek, ale na tym się kończy, nie ma tam żadnej opowieści. Ja bardzo cenię sobie zdjęcia, w których zawarta jest jakaś opowieść, np. jakaś interakcja między gatunkami, i można się przy nim dłużej zatrzymać, powędrować razem z nim. Dla mnie więc ta rewolucja z jednej strony sprawiła, że rynek fotograficzny zrobił się trudniejszy, i trudniej jest sprzedać zdjęcie, ale z drugiej strony już nie muszę robić tzw. atlasowych zdjęć gatunków, bo teraz nikt już ich nie szuka. Natomiast stworzenie spójnej całości, to już jest sztuka, która wymaga bardzo dużo czasu, przemyślenia i ukierunkowanych działań.

Reklama

J.Z: Tworzy Pan także filmy dokumentalne, jak różni się praca nad takim albumem od pracy nad filmem?

G.B: Zdjęcie jest takim zamrożeniem chwili, historii, można nad nim kontemplować. Natomiast film sam w sobie już musi jakąś historię opowiadać. Dla mnie fotografowanie jest bardziej satysfakcjonujące, mogę podążać za moimi zachwytami, a w filmie musi być jakiś temat zadany, i robi się spis scen, które chce się umieścić w filmie. Jeśli pracuje na przykład nad kalendarzem fotograficznym, to nie mogę sobie pozwolić nawet na tydzień urlopu, bo kolejne gatunki roślin zakwitają, zwierzęta zaczynają albo lęgi, albo toki, i taka praca wymaga bardzo dużej samodyscypliny.

Reklama

J.Z: Skąd wzięła się inspiracja na ten najnowszy album?

G.B: Dawno temu gdzieś przeczytałem o podejściu do fotografii jakiegoś Fina, który właśnie po znalezieniu jakiegoś ładnego miejsca, czekał tam czasem nawet do paru dni, żeby uchwycić jakiś ciekawy moment. To zawsze było moim marzeniem, ale niestety musiałem robić pewne projekty żeby zarabiać na życie, i nie było mnie stać na taki komfort. Ale udało mi się to rozłożyć w czasie, przez 10 lat, w międzyczasie robiąc inne projekty żeby się utrzymać, udało mi się zrealizować tę filozofię, czyli niespieszne bycie w przyrodzie, i chwytanie rzeczy, które są trudno osiągalne, kiedy się ma ograniczony czas. Mogę nazwać ten album moim opus magnum, miałem bardzo duże pole decyzyjne, i współpracowałem zarówno z wydawnictwem, jak i grafikiem, ale bardzo łatwo byliśmy w stanie dojść do consensusu w wielu sprawach, dzięki czemu praca szybko szła. I właśnie to ta nić porozumienia między mną, wydawcą i grafikiem, sprawiła, że efekt jest bardzo dobry.

Reklama

Jakub Zawadzki

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kuriergmin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości