Mieszkańcy domów sąsiadujących ze stawem w Radeczu wreszcie mogą spać spokojnie. Przez długi czas całonocne libacje, wulgaryzmy, gryzący dym z ognisk i groźby ze strony niektórych osób łowiących ryby były dla nich prawdziwą udręką. Dzięki błyskawicznej interwencji sołtysa Igora Gajdy udało się ukrócić tę samowolę. Garstka osób niepotrafiących uszanować podstawowych norm społecznych póki co przestała zakłócać nocny odpoczynek.
Dla wielu mieszkańców Radecza weekendowe noce stały się synonimem stresu i bezsenności. Grupa osób, pod pretekstem wędkowania, urządzała nad lokalnym stawikiem głośne, całonocne spotkania. Okolica tonęła w wulgaryzmach, a do domów wdzierał się duszący dym z ognisk.
Próby polubownego załatwienia sprawy kończyły się fiaskiem. Osoby te nic nie robiły sobie z próśb osób mieszkających nabliżej. Zamiast refleksji, pojawiały się wyzwiska, wyśmiewanie, a wobec jednego z interweniujących sąsiadów padły nawet bezpośrednie groźby. Sytuacja stała się na tyle napięta, że część osób po prostu bała się zwracać im uwagę, znosząc w milczeniu ten nocny terror.
Wiele wskazuje na to, że nocni bywalcy mieli z prawdziwym wędkarstwem niewiele wspólnego. Z relacji mieszkańców wynika, że wątpliwe jest, aby osoby te posiadały w ogóle wymagane karty wędkarskie. Co więcej, wyłowione ze stawu ryby miały być przez nich sprzedawane.
Po każdej takiej całonocnej "zabawie" wokół stawku pozostawał nieporządek. Miejsce, które ma służyć rekreacji wszystkich mieszkańców Radecza, było zaśmiecane pustymi butelkami po alkoholu. Sprawcy czuli się na tyle bezkarnie, że odgrażali się nawet demontażem pobliskiego pomostu.
Sprawa w końcu otarła się o sołtysa wsi, Igora Gajdę oraz o naszą gazetę. Gospodarz sołectwa zachował się w tej sytuacji bardzo odpowiedzialnie i zareagował błyskawicznie. Aby przywrócić porządek, sołtys wywiesił przy stawie dwie oficjalne kartki z jasnym komunikatem: łowienie ryb może odbywać się wyłącznie do godziny 21:00.
Ta szybka i stanowcza reakcja przyniosła natychmiastowy efekt. Osoby mieszkające w pobliżu odczuwają dziś ogromną zmianę i ulgę, odzyskując prawo do nocnego odpoczynku. Niestety, nie wszystkim zasady współżycia społecznego przypadły do gustu. Jak relacjonuje kilku świadków, jedna z kartek informacyjnych została zuchwale zerwana przez sąsiadującego ze stawem mężczyznę.
Staw w Radeczu to przestrzeń wspólna. Nie może być tak, że garstka osób, która nie potrafi dostosować się do ogólnie przyjętych norm, zakłóca ciszę nocną i dewastuje otoczenie. Postawa sołtysa Igora Gajdy zasługuje na najwyższe uznanie – to świetny przykład na to, jak lokalny lider powinien stawać w obronie spokoju i bezpieczeństwa swoich mieszkańców.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze