Reklama

8 lat na szczycie i zmiana kursu. Łukasz Ciołek buduje własną markę turystyczną

03/04/2026 12:10

Przez ponad 20 lat był związany z branżą hotelarską i turystyczną, zarządzał Interferiami, wykładał na WSB, a dziś rozwija własną działalność pod marką Dobry Kierunek. W rozmowie z "Kurierem Gmin" Łukasz Ciołek opowiada o kulisach zawodowej zmiany, autorskiej wizji organizowania wyjazdów dla seniorów, szkół i grup zorganizowanych, a także o tym, dlaczego w turystyce coraz mniej liczą się gotowe schematy, a coraz bardziej lokalność, jakość i prawdziwe doświadczenie.

Kurier Gmin rozmawia z Łukaszem Ciołkiem z Biura Turystycznego Dobry Kierunek w Wołowie

 

 

Kurier Gmin: Skąd taka transformacja? Po latach pracy poza powiatem, nagle pojawił się pan tutaj z własną firmą?

 

 

- Łukasz Ciołek: Branża turystyczna i hotelarska to nie jest branża dla mnie nowa. Funkcjonowałem w niej przeszło 20 lat. Z jednej strony jako hotelarz, a z drugiej jako osoba, która współtworzyła rynek turystyczny w oparciu o biuro turystyczne, hotele w górach i nad morzem i sanatorium w Dąbkach, które prowadziliśmy w poprzedniej firmie, gdzie pracowałem przez przeszło 8 lat. Stąd tego mojego doświadczenia związanego z branżą nazbierało się, jak mówię, przeszło 20 lat. Nie tylko od strony hotelu, ale również od strony organizacji turystyki.

Reklama

 

 

Przez blisko 5 lat byłem również wykładowcą na WSB, prowadząc przedmioty związane z zarządzaniem finansami w hotelarstwie i zarządzaniem operacyjnym w hotelarstwie. W momencie, kiedy pojawił się taki element jak zakaz konkurencji, po zakończeniu pracy w spółce Interferie, pojawiła się też chęć, żeby spróbować czegoś własnego.

 

 

 

 

Kurier Gmin: A co się stało, że zakończył pan współpracę w Interferiach, spółce skarbu państwa i pojawił się pomysł na własne funkcjonowanie?

 

 

Łukasz Ciołek: Moment, kiedy kończy się taki długi czas pracy w jednym miejscu, to zawsze moment, w którym pojawiają się znaki zapytania: co dalej?

Reklama

 

 

Kurier Gmin: Ale skończyło się, bo...? Po ośmiu latach?

 

 

Łukasz Ciołek: Skończyło się, bo zmieniła się władza, opcja polityczna i w naturalny sposób przychodzą ci, którzy chcą realizować swoją wizję.

 

 

Kurier Gmin: Interferie należą do sieci hoteli w Polsce, to spółka państwowa.

 

 

Łukasz Ciołek: Spółka państwowa, ale oparta bardzo mocno o rynek. Funkcjonowaliśmy przez ostatnie lata na giełdzie jako spółka publiczna i realizowaliśmy szereg działań informacyjnych z tym związanych. Jako prezes zarządzałem dwiema spółkami z blisko 400 pracownikami. Przez dłuższy czas byłem sam w zarządzie w tak dużej organizacji.

Reklama

 

 

Kurier Gmin: Czyli zmieniła się polityka, bo frakcja polityczna się zmieniła i zmienił się prezes...

 

 

Łukasz Ciołek: Zmieniła się wizja. Przez osiem lat prowadząc określone działania doprowadziłem Interferie do takiego momentu, że mogłem przygotować plan pod kolejne inwestycje i zabezpieczyłem całe finansowanie. Realizowałem działania inwestycyjne na przeszło 300 mln zł. Dziś, przyglądając się temu, widzę, że część rzeczy jest kontynuowana. Część rzeczy się zmieniła, bo zmieniła się wizja prowadzenia.

Reklama

 

 

Przyglądam się nie tylko samym Interferiom, ale temu, w jaki sposób funkcjonuje Polski Holding Hotelowy, bo to też jest podmiot, który był budowany przez Mariana Cristescu w oparciu o jego wizję. Dostrzegaliśmy ogromny potencjał w majątku hotelarskim Skarbu Państwa, rozsianym po różnych spółkach. Najczęściej taki majątek, tak jak Interferie funkcjonujące w ramach KGHM, przez to, że nie jest core`owym biznesem, jest traktowany trochę po macoszemu.

 

 

Scalenie tego majątku pod jedną silną marką hotelową, opartą nie tylko o hotele wypoczynkowe nad morzem i w górach, ale również o mocną nogę biznesową, na przykład hoteli przylotniskowych, sprawia, że będąc w grupie, byliśmy w stanie dużo lepiej wykorzystywać ten majątek, sterować procesami zakupowymi i trafniej podejmować decyzje o tym, co się dzieje i gdzie potrzebny jest większy nacisk na sprzedaż.

Reklama

 

 

Kurier Gmin: Ale to, co pan powiedział, że zmieniła się opcja polityczna i zmienił się prezes, potwierdza tezę, że spółki Skarbu Państwa są upolitycznione.

 

 

Łukasz Ciołek: Na pewno stanowiska w zarządach są bardzo mocno związane z określoną wizją. Ciężko powiedzieć, że to jest wyłącznie polityka. Teraz na czele holdingu stoi pan Rafał Kincer, który też wywodzi się ze środowiska hotelarskiego, podobnie jak poprzedni prezes Marian Cristescu, który przygotował i uruchomił największy w tej branży projekt inwestycyjny. Przez kilkanaście lat udało się uratować sporo z majątku hotelowego będącego w spółkach skarbu państwa. Przeprowadzone remonty i inwestycje przyniosły określony efekt.

Reklama

 

 

 

 

Kurier Gmin: Ale ja pytam też o to, czy w turystyce i hotelarstwie jest polityka?

 

 

Łukasz Ciołek: Nie, to nie jest polityka. To jest rodzaj wizji. Ktoś, kto ma określone poglądy polityczne, powinien je zostawiać za drzwiami, jeżeli chce pracować z ludźmi, zapraszać do siebie gości i świadczyć serwis na odpowiednim poziomie. Nasi klienci nie mają prawa poczuć, że cokolwiek zmienia się na szczeblu zarządów.

 

 

Kurier Gmin: Czyli polityczna jest ta wizja? A nie to, że ktoś należy do PiS czy PO czy innej frakcji?

Reklama

 

 

Łukasz Ciołek: Nie do końca ta wizja jest polityczna. Każda opcja ma po prostu swoją wizję rozwoju danej branży. Inaczej rozkłada akcenty. W oparciu o inne spojrzenie i inne analizy. Czy bardziej chce budować część związaną z dużym biznesem, na przykład w Warszawie, Katowicach czy Krakowie, czy bardziej chce rozłożyć to na lokalne rynki związane z wypoczynkiem w Sudetach czy nad polskim morzem. Zmianę tej wizji dobrze widać również w podejściu do lecznictwa uzdrowiskowego.

 

 

Lecznictwo uzdrowiskowe to taka gałąź turystyki, która jest bardzo wrażliwa na jakość i na sposób zaopiekowania się gościem, który przyjeżdża po zdrowie. Z drugiej strony są realia ekonomiczne, które sprawiają, że większość polskich uzdrowisk przez wiele lat albo nie inwestowała, albo środki, które dostawała z Narodowego Funduszu Zdrowia w ramach realizacji kontraktu, były niewystarczające do utrzymania pewnego standardu.

Reklama

 

 

Dlatego ja, pracując w spółce Interferie, bardzo mocno postawiłem na tę część związaną ze zdrowiem. Stąd uzdrowisko w Dąbkach to nie tylko kontrakt z NFZ, ale również klienci indywidualni, całkowicie komercyjni, którzy przyjeżdżali nie ze skierowania z NFZ, tylko dlatego, że rozpoznawali określoną jakość świadczonych usług. To inwestycja w Dąbkach była moim największym projektem, który prowadziłem od początku do końca. Całkowicie zmodernizowany obiekt sanatoryjny z nową bazą zabiegową.

 

 

Kurier Gmin: Ale osoby wskazywane są jednak przez polityków, którzy zasiadają na wysokich stanowiskach. Czy pan składał CV, czy został pan wskazany przez partię?

Reklama

 

 

Łukasz Ciołek: Ja startowałem w konkursach. Były postępowania prowadzone na określone stanowiska, podobnie jak były postępowania na dyrektorów. Przez to, że funkcjonowałem 8 lat, byłem rozliczany nie z moich poglądów, tylko z konkretnych efektów. Efekt miał być albo w inwestycji, albo w wynikach. Jeżeli nie byłoby ani tego, ani tego, to nie wytrzymałbym 8 lat na tym stanowisku, bo ta karuzela kręciła się co pół roku.

 

 

Kurier Gmin: To było widać, po tym jak koledzy, którzy poszli z panem...wypadli z tej karuzeli.

Reklama

 

 

 

Łukasz Ciołek: Tak było.

 

 

Kurier Gmin: I właściwie po roku, może po pół roku, niecałej przerwy, odpoczynku od wielkiej korporacji i wielkich firm, powrót tutaj, na lokalny rynek, i własna działalność, własna firma...

 

 

Łukasz Ciołek: Własna działalność i próba zbudowania takiej małej firmy opartej o moją wizję. Znowu autorską, bardzo mocno autorską wizję związaną z tym, w jaki sposób organizować wypoczynek, w jaki sposób organizować wycieczki, w jaki sposób podchodzić do turystyki, nie takiej z katalogów, które trochę się przykurzyły i nie były aktualizowane przez kilka lat, tylko jak do działalności, w której ciągle pojawiają się nowe oferty, nowe usługi, nowe produkty na lokalnym rynku.

 

 

Tak jak nieraz piszę w moich materiałach, czasem warto zejść ze szlaku, żeby odkryć zupełnie nowe miejsca. Bo jeżeli przyzwyczaimy się, że wycieczka szkolna to zawsze utarta formuła: Szklarska Poręba albo Karpacz, do tego jedna czy dwie atrakcje w postaci tego albo tamtego wodospadu, to ja raczej jestem zainteresowany tym, żeby może nie dojechać do samego Karpacza, ale do jego okolic. Może zobaczyć lokalnego twórcę, lokalnego rzemieślnika, a najlepiej z lokalnym przewodnikiem pójść szlakiem, którym on chodzi od dziecka. To może być dodatkową atrakcją dla grupy, która przyjeżdża i chce zobaczyć coś innego.

 

 

Kurier Gmin: Jeździ pan z każdą grupą? Tak naprawdę organizuje pan  wyjazd od początku do końca?

 

 

Łukasz Ciołek: Jeśli chodzi o organizację, to jestem zaangażowany we wszystkie działania. Jeśli chodzi o to, czy mogę sobie pozwolić, żeby pojechać z każdą grupą, na tym etapie jeszcze tak, ale mam już osoby, które będą mnie zastępowały tam, gdzie nie będę mógł pojechać.

 

 

Kurier Gmin: Czyli biznes się rozwija?

 

 

Łukasz Ciołek: Tak, bo terminy zaczynają się nakładać. To, co mnie cieszy, to fakt, że pierwsze założenie dotyczące organizacji wypoczynku na przykład dla seniorów, w określonej formule i standardzie, po prostu się sprawdza. Bardzo mocno zależy mi na tym, żeby moi goście pojechali i mogli spokojnie wypoczywać. Nie chcę, żeby pojechali ze mną pierwszy i ostatni raz. Chcę zbudować relację, która będzie trwała co najmniej kilka lat.

 

 

Cieszę się, że pierwsi klienci, którzy ze mną pojechali, wrócili i szukają kolejnej oferty. Pojawiają się nowe zapytania również spoza powiatu. Tę ofertę stricte szkolną też chcę budować w oparciu o zaufanie i unikatowe pomysły dotyczące spędzania czasu.

 

 

Kurier Gmin: Czyli ma pan ofertę dla seniorów, dla szkół, dla rodzin?

 

 

Łukasz Ciołek: Tak. Czy grupą docelową jest senior, szkoła czy grupa z zakładu pracy, która potrzebuje gdzieś pojechać i złapać dystans, to dla mnie jest wtórne. Organizacja turystyki to szukanie. Ale też odpowiedzialność. Ustawa o organizacji turystyki mówi, kim jest organizator turystyki. To ktoś, kto łączy usługi: z jednej strony hotelowe, z drugiej związane z transportem, przewodnikiem i różnego rodzaju atrakcjami. Ale również to podmiot, który jest wpisany do rejestru Marszałka i ma polisę ubezpieczeniową.

 

 

Turystyka bardzo się zmienia. Jest dziś na rynku modne pojęcie, że turystyka szuka doświadczeń. Nie chodzi już tylko o to, żeby pojechać w miejsce rozreklamowane w katalogu. Jedzie się tam po to, żeby doświadczyć miejsca. Spotkać się z lokalną kuchnią, spróbować lokalnego wina, pójść szlakiem, który nie jest całkowicie komercyjny. A takie rzeczy podpowiada albo dobre biuro turystyczne, albo osoba zaangażowana w pracę hotelu.

 

 

Mam dużo sentymentu i wrażliwości do ludzi, którzy świadczą usługi właśnie w hotelach, na przykład recepcjonistów. Zaangażowany, dobry recepcjonista potrafi nawiązać więź z osobą, która wypoczywa w hotelu. Nie chodzi o skracanie dystansu, tylko o to, żeby czasem podpowiedzieć: nie musi pan kupować tej wycieczki, może pan podjechać albo podejść tu i tu, a tam np. lokalnym autobusem. To wiedzą tylko ludzie lokalni. A jeżeli mamy w hotelach ludzi zakorzenionych w lokalności, to oni też są rewelacyjnymi przewodnikami.

 

 

Kurier Gmin: Czyli te wszystkie doświadczenia, które pan zbierał przez tyle lat w tej branży, może pan dziś sprzedać swoim klientom? Takie smaczki, że to nie jest standardowa usługa: proszę bardzo, jedzie pan do Wrocławia i chodzi pan po rynku.

 

 

Łukasz Ciołek: Jeśli jest potrzeba zorganizowania wycieczki i ktoś mówi: potrzebujemy taki, taki i taki punkt, nie ma sprawy, jestem w stanie to zorganizować. Taki ma być plan. Ale jeżeli na przykład organizuję wycieczkę szkolną, to albo znajdę jakąś agroturystykę, albo pałac, albo zamek lub hotel obok szlaku. Może pójdziemy w nieoczywiste miejsce. Może porównując jedną jaskinię z drugą, wybiorę tę mniej uczęszczaną, ale taką, przy której pracuje geolog i opowiada historie, w które czasem aż trudno uwierzyć.

 

 

Kurier Gmin: A jak wygląda nasz lokalny rynek lokalny? Czy jest zainteresowanie takimi autorskimi ofertami?

 

 

Łukasz Ciołek: Polacy lubią podróżować. Obserwując rynek i wykorzystując swoje doświadczenie, widzę, że seniorzy mają potrzebę podróżować na pobyty nie tylko dłuższe, ale również te jednodniowe. Mają już zdefiniowaną potrzebę, żeby co najmniej raz w roku gdzieś pojechać.

 

 

Bardzo często zdarzają się również tacy, którzy znają realia rynku turystycznego i wiedzą, że poza sezonem można złapać bardzo fajną ofertę. Zajmuję się również taką działalnością, że skupiam się na rynku poza sezonem i staram się wynajdywać wszystkie ciekawostki związane albo z turystyką zdrowotną, albo z wypoczynkiem, albo ze zwiedzaniem. Trochę nieoczywiste, może trochę w innym terminie, tak żeby wszystkie strony były usatysfakcjonowane również pod względem ceny. Stąd mam podpisane umowy o współpracy z kilkoma polskimi uzdrowiskami.

 

 

Faktem jest, że jest coraz większe zapotrzebowanie na turystykę. To, co chodzi mi po głowie to wycieczki jednodniowe, takie całkowicie otwarte. Jak ktoś nie ma pomysłu na sobotę, to może wypad do Pragi, może Poznań lub okolice Zielonej Góry, spływ pontonowy, a może do Berlina lub Drezna. Do odkrycia całkiem blisko Nas jest województwo lubuskie, które też ma wiele do zaoferowania. Bardzo ciekawe jest odkrywanie Dolnego Śląska czy Lubuskiego przez próbowanie lokalnych potraw i wina. To część turystyki, która nadal przez wielu nie została odkryta, a daje bardzo dużo frajdy. Tu ciekawostka dotycząca leżącej blisko naszego powiatu Winnicy Łemkowskiej. Gościnni właściciele chętnie dzielą się wiedzą i przygotowują pyszne gruzińskie jedzenie.

 

 

Kurier Gmin: Czyli teraz ma pan w ofercie wycieczki kilkudniowe?

 

 

Łukasz Ciołek: To, na czym najmocniej się dziś skupiam, to grupy zorganizowane, dla których chcę znaleźć ofertę łączącą transport, zakwaterowanie i wszelkiego rodzaju serwis na miejscu. To mnie interesuje najbardziej. Stąd przygotowane są również wyjazdy nad polskie morze.

 

 

Kurier Gmin: Przed nami sezon letni. Duże jest zainteresowanie wyjazdami?

 

 

Łukasz Ciołek: Tak. Czerwcowe wyjazdy, które mam w ofercie już częściowo są sprzedane. Ale są jeszcze wolne miejsca.

 

 

Są goście, którzy mają ochotę pojechać nad polskie morze, ale chcą, żeby hotel był stosunkowo niedaleko morza, z czterema posiłkami. A są tacy, którzy mówią: może być trochę dalej, byle było cicho, i chcą dwa posiłki, bo rano zjedzą śniadanie, potem biorą parasol czy ręcznik, idą nad morze, wracają po południu i nie chcą ganiać od posiłku do posiłku.

 

 

Jest też całkiem liczna grupa, która szuka ofert bardziej ekonomicznych, czyli pensjonatów czy mniejszych domów turystycznych.

 

 

Kurier Gmin: Czyli agroturystyka też wchodzi?

 

 

Łukasz Ciołek: Oczywiście. W przypadku morza to też jest grupa nakierowana na taki produkt ekonomiczny, nie lubię tego słowa, ale tak to nazwijmy, żeby zmieścić się w określonym budżecie, bez wyżywienia, ale w określonym standardzie. Owszem, łazienka musi być w każdym pokoju, ale otwarta kuchnia znajduje jest na półpiętrze i można sobie samemu przygotować posiłki. Są goście, którzy lubią tak wypoczywać.

 

 

Ja akurat jestem zdania, że czasem warto dopłacić 200-300 zł i znaleźć się w zupełnie innym standardzie. Zjeść śniadanie na miejscu i nie martwić się o to, czy trzeba szybko iść zrobić zakupy.

 

 

Kurier Gmin: A w jakim budżecie senior może się dziś zmieścić, żeby pojechać z Pana biurem?

 

 

Łukasz Ciołek: Jeśli chodzi o ofertę, która już jest na rynku, to w czerwcu na 10 dni można pojechać już w cenie 2350 zł z transportem z Wołowa. Poszedłem trochę szerzej i organizuję ten transport na linii Miękinia, Brzeg Dolny, Wołów, Ścinawa, Lubin, żeby na tych rynkach szukać klientów.

 

 

Jeżeli chodzi o wyjazdy jednodniowe, takie, żeby coś zobaczyć i zwiedzić, to koszt 170–200 zł od osoby, w zależności od kierunku i od tego, czy wszystkie bilety chcemy mieć wliczone, czy ktoś chce sobie kupić coś samodzielnie.

 

 

Kurier Gmin: A szkoły, uczniowie? Też jest taka oferta.

 

 

Łukasz Ciołek: Jest oferta dla szkół. Zawsze, jeżeli chodzi o wycieczki szkolne, wychodzę z założenia, że najpierw trzeba poznać grupę. Trzeba zobaczyć, czy bardziej chcą chodzić po górach, uczestniczyć w warsztatach, czy może wolą zobaczyć coś w muzeum. Nie wszyscy lubią muzea i nie wszyscy lubią góry. Najgorzej, jak źle dobierze się rodzaj wycieczki do określonej grupy, bo wtedy to jest męczarnia zarówno dla organizatora, jak i dla tych, którzy mają to przeżyć na miejscu.

 

 

Dlatego pierwsze, co robię, to rozmawiam z wychowawcą albo nauczycielem, który organizuje wyjazd, żeby podpytać, w którą stronę idziemy. I wtedy dobieram odpowiedni repertuar.

 

 

Kurier Gmin: A patrząc na nasz powiat,  gdzie jest więcej osób, które chcą uprawiać turystykę, wyjeżdżać: Wołów, Brzeg Dolny, Wińsko? Czy to raczej zróżnicowane?

 

 

Łukasz Ciołek: Jeszcze nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Organizowałem wyjazdy dla mieszkańców z trzech naszych gmin i ciężko mi wskazać, która grupa jest bardziej zorganizowana. Na pewno mieszkańcy Brzegu Dolnego mają już taką ofertę na miejscu, bo funkcjonuje tam PTTK, które organizuje wyjazdy jednodniowe. Na pewno seniorzy, którzy dotychczas organizowali wyjazdy w Wołowie, Brzegu Dolnym czy Lubiążu, skoncentrowali się na określonym standardzie. Dopasowali go sobie przez lata i gdzieś uśrednili.

 

 

Ja ten standard chcę trochę podnieść. Dlatego grupa z Wołowa w tym roku jedzie ze mną na jeden turnus, ale pozostałe wyjazdy są całkowicie otwarte. Każdy, kto ma ochotę ze mną pojechać, może to zrobić.

 

 

 

 

 

 

 

 

Kurier Gmin: Jest pan bardzo aktywny w social mediach. To forma promocji? Czy raczej chce pan przekazać ciekawostki?

 

 

Łukasz Ciołek: To jest forma komunikacji. To jest też forma opowiadania o tym wszystkim, co nas otacza, nie tylko tu, w powiecie, ale również na Dolnym Śląsku i nawet poza nim. Opowiadam też o swoich podróżach, jak ostatnio, gdy byłem we Francji. To był spontaniczny wyjazd za zupełnie niewielkie pieniądze i postanowiłem ludziom o tym opowiedzieć.

 

 

Turystyka się zmienia i tylko osoba, która jest blisko tych wszystkich zmian, wsłuchuje się w lokalnych producentów, patrzy na to, kto i jaką atrakcję lokalnie wytworzył, jest w stanie poskładać z tych puzzli produkt czy usługę, która będzie atrakcyjna rynkowo.

 

 

Zacząłem też funkcjonować w Krainie Łęgów Odrzańskich i jestem zainteresowany tym, żeby grupy spoza naszego powiatu zaprosić tutaj, do nas, żeby zobaczyły nasze atrakcje. To też jest temat do rozmowy z samorządami: czy samorządy są zainteresowane tym, żeby położyć nacisk na turystykę, nie tylko związaną z przybyciem na 2–3 godziny, ale z tym, żeby ktoś przyjechał, zwiedziła nasz powiat, zanocował, kupił lokalną pamiątkę, lokalny miód, zapoznał się z lokalną historią. To jest jeszcze lekcja do odrobienia.

 

 

Kurier Gmin: Został, zwiedził, miał nocleg i dobra lokalną kuchnię, bo często słyszę, że ludzie chcą do nas przyjechać, ale mówią: u was nie ma hotelu, nie ma gdzie się przespać.

 

 

Łukasz Ciołek: Dokładnie. To wszystko jest trochę rozsypane. Połączenie tego w całość, że tu możesz zanocować, tu wypożyczysz rowery a tu są kupisz bilety do zwiedzania i będzie na Ciebie czekał przewodnik, to jest właśnie produkt turystyczny.

 

 

Szerokim tematem jest Odra i jej turystyczne wykorzystanie. Możliwości mamy ogromne, nie tylko w naszym powiecie, ale też w otoczeniu, choćby patrząc w stronę Ścinawy.

 

 

Kurier Gmin: Jest takie przekonanie, że jak ktoś podróżuje, to znaczy, że ma dużo pieniędzy.

 

 

Łukasz Ciołek: Niekoniecznie. Są miejsca, do których można dotrzeć pociągiem. Wołów jest rewelacyjnie skomunikowany, jeśli chodzi o połączenia na przykład do Katowic i do Krakowa. Katowice to kopalnia atrakcji, jeśli chodzi o muzea, zwiedzanie i historię. A to tylko trzy godziny drogi.

 

 

W drugą stronę mamy chociażby temat zwiedzania Głogowa. Nawiązałem kontakty z lokalnymi przewodnikami po Głogowie, z lokalną organizacją turystyczną, dostałem od nich materiały. Podobnie Nowa Sól, podobnie Zielona Góra. Odkrywanie tych miejsc niekoniecznie musi się odbywać na wyjeździe zorganizowanym z autobusem i przewodnikiem. To wszystko można odkryć, po prostu ruszając się z domu.

 

 

 

Kurier Gmin: A nasz Lubiąż i klasztor. Współpracuje Pan z Fundacją?

 

 

Łukasz Ciołek: Klasztor to jest perełka. To jest miejsce do wykorzystania.

 

 

Kurier Gmin: Ale czy współpracujecie?

 

 

Łukasz Ciołek: Jak jeszcze możemy nawiązać do początku naszej rozmowy, w kontekście Interferii... ja przestałem lubić słowo "potencjał". Jeżeli chodzi o majątek, który zastałem na początku pracy w Interferiach, spotykałem się z ludźmi, którzy podejmowali decyzje ze strony właścicieli i wszyscy mówili: potencjał, potencjał, potencjał. Tylko ja pytałem: co za tym idzie? Czy dostanę jakiś konkret? Nie, jak chcesz, to znajdź sobie ten potencjał, przygotuj projekt, znajdź na to finansowanie, a my to ewentualnie ocenimy.

 

 

I z takim "potencjałem" mam do czynienia w Lubiążu. Wszyscy mówią: potencjał, potencjał, potencjał. A najsmutniejszą rzeczą w Lubiążu jest ta pojedyncza świecąca lampa, która oświetla fasadę. Największą fasadę. Jedna lampka, która oświetla cały ten "potencjał".

 

 

Trudno tu uciec od polityki, bo cały czas kręcą się tam politycy, za którymi powinny iść pieniądze. Ja powiem więcej: przywoziłem też tam polityków, żeby zainteresować ich tym miejscem. Dla mnie przykładem tego, jak może funkcjonować takie miejsce, jest klasztor na pograniczu polsko-niemieckim, Klasztor St. Marienthal

 

 

Tam klasztor, gdzie nadal są zakonnice, zbudował obok funkcję turystyczną w postaci sal konferencyjnych, hotelu, browaru. I to działa. Polecam.

 

 

Jeżeli chodzi o Lubiąż, jestem zdania, że małymi krokami trzeba budować w tym miejscu możliwość organizowania turystyki. Fasada i największe sale to początek drogi. Trudnej drogi do zagospodarowania tego miejsca. Czekając na wielkie pieniądze możemy się nie doczekać. Małymi krokami, ale z określonym planem działania. Jedna sala, dwie, później przestrzeń pod wystawy. I tak dalej i tak dalej.

 

 

Ja mocno wierzę w produkty lokalne, w produkty, które są tutaj wytwarzane, i bardzo mocno wierzę w Lubiąż, że kiedyś stanie się atrakcją porównywalną choćby z Książem, bo on na to zasługuje.

 

Kurier Gmin: A wróci pan do lokalnej polityki? Temat chyba trochę przestygł, emocji też już mniej.

 

 

Łukasz Ciołek: (Uśmiech). Coraz mniej śledzę to wszystko, co się dzieje. Nie czuję potrzeby angażowania się tak intensywnie w życie samorządowe. Z samorządem chcę rozmawiać o turystyce. Jeżeli gdzieś będzie przestrzeń, żeby się spotkać i porozmawiać, to bardzo chętnie.

 

 

Kusi mnie zorganizowanie konferencji związanej właśnie z wypoczynkiem seniorów, z wycieczkami szkolnymi, ale również z definiowaniem produktów turystycznych, właśnie po to, żeby z jednej strony szukać szans a z drugiej pokazywać jak podróżować bezpiecznie. To musi się opierać o pewne zasady związane z organizacją tego procesu. To nie może być improwizowane.

 

 

Mam już pomysł na zorganizowanie takiej konferencji właśnie w oparciu o środowisko związane z WSB, żeby zaprosić przedstawicieli, którzy od strony teoretycznej i praktycznej mogliby o tym wszystkim opowiedzieć.

 

 

I tego Panu  życzę i dziękuję bardzo za rozmowę.

 

 Marta Ringart-Orłowska

* Rozmowa ukazała się w papierowym wydaniu Kuriera Gmin 31.03.2026r.

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 03/04/2026 13:53
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kuriergmin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości