Brzeg Dolny to dziś spokojne miasto. Ale pod jego powierzchnią wciąż obecna jest pamięć o miejscu, gdzie produkowana była śmierć, a potem – przez długie lata – panowała cisza.
Brzeg Dolny przez lata żył obok historii, o której mówiło się półgłosem. W lesie, między dzisiejszymi osiedlami, stały baraki. W mieście funkcjonowała fabryka, do której nie wolno było się zbliżać. A zimą 1945 roku z Dyhernfurth – bo tak wówczas nazywał się Brzeg Dolny – wyruszył marsz śmierci, jeden z wielu, które zapisały się czarną kartą w historii Dolnego Śląska.
Zakłady chemiczne Anorgana były jednym z najbardziej tajnych przedsięwzięć III Rzeszy. Produkowano tu bojowe środki trujące, w tym tabun. Do pracy wykorzystywano więźniów dwóch podobozów obozu koncentracyjnego Gross-Rosen – Dyhernfurth I, działającego bezpośrednio na terenie fabryki, oraz Dyhernfurth II, położonego w lesie, w rejonie dzisiejszego Osiedla Leśnego. Tysiące ludzi pracowało ponad siły, w toksycznych warunkach, pod stałym nadzorem SS.
24 stycznia 1945 roku, wraz ze zbliżaniem się Armii Czerwonej, zapadła decyzja o ewakuacji obozów. Więźniów pognano pieszo w kierunku obozu macierzystego w Rogoźnicy. Był mróz, śnieg, skrajne wyczerpanie. Wielu nie przeżyło drogi. Tych, którzy nie byli w stanie iść dalej, rozstrzeliwano. Marsz śmierci z Dyhernfurth stał się jednym z najbardziej tragicznych epizodów w historii miasta.
Ale historia nie skończyła się w styczniu 1945 roku.
„Szubienica jeszcze stała"
Po wojnie Brzeg Dolny zasiedlili nowi mieszkańcy. Przyjeżdżali z Kresów, z centralnej Polski, często po traumatycznych doświadczeniach własnej wojny. Trafiali do miasta, które było gotową infrastrukturą po zbrodni.
„Kiedy jako dziecko z rodziną przeprowadziliśmy się na Osiedle Leśne, pamiętam, że szubienica jeszcze stała. Nikt jej od razu nie rozebrał. Dla dziecka to był strach, którego nie da się zapomnieć" – wspomina jedna z mieszkanek Brzegu Dolnego.
Rodzina świadka akurat miała to szczęście i zamieszkała w budynkach, które wcześniej zajmowali strażnicy SS pilnujący podobozów.
„My mieszkaliśmy w domach, w których przebywali strażnicy SS. Te budynki były bardzo dobrze wyposażone jak na tamte czasy – była woda w kranie, łazienki, normalne instalacje. Dla ludzi, którzy przyszli tu po wojnie, to był luksus. Ale nikt nie miał wątpliwości, kto tu wcześniej mieszkał."
Codzienność splatała się z lękiem i niedopowiedzianą przeszłością.
„Baliśmy się schodzić do piwnicy. Starsi mówili, że na ścianach jest krew. Że tu bili ludzi, że tu ich przetrzymywano. Nie wiem, ile w tym było prawdy, a ile strachu, ale jako dzieci czuliśmy, że to nie jest zwykłe miejsce."
Tak wyglądała powojenna rzeczywistość Brzegu Dolnego – osiedla Leśnego zbudowanego na infrastrukturze obozowej i zapleczu SS, bez pomników, bez tablic, bez oficjalnej narracji. Historia funkcjonowała w opowieściach sąsiadów, w ostrzeżeniach rodziców, w zakazach zabawy w lesie.
Baraki znikały stopniowo. Szubienica w końcu została rozebrana. Fabryka zmieniała właścicieli i nazwę. Ale pamięć ta nieudokumentowana, ludzka pozostała.
Dla wielu mieszkańców Brzegu Dolnego obóz nie był lekcją historii, lecz sąsiedztwem: piwnicą, do której się nie schodziło, lasem, w którym „coś było", budynkiem, o którym mówiono szeptem.
Dlaczego to wciąż ważne
Dziś, gdy coraz częściej mówi się o lokalnej historii i potrzebie jej upamiętnienia, Brzeg Dolny wraca do trudnych pytań. Jak opowiadać o Anorganie? Jak mówić o marszu śmierci, skoro przez lata nie było o nim oficjalnej rozmowy? I jak oddzielić fakty historyczne od traumatycznych wspomnień świadków – nie odbierając im znaczenia?
Bo to właśnie te wspomnienia pokazują, że obóz nie skończył się wraz z wojną. Trwał jeszcze długo w krajobrazie, w domach, w pamięci dzieci, które dorastały w cieniu historii, której nikt im nie tłumaczył.
Brzeg Dolny to dziś spokojne miasto. Ale pod jego powierzchnią wciąż obecna jest pamięć o miejscu, gdzie produkowana była śmierć, a potem przez długie lata panowała cisza.
Dziś, 21 stycznia, w Brzegu Dolnym odbędą się uroczystości upamiętniające 81. rocznicę marszu śmierci więźniów podobozów Dyhernfurth, wyprowadzonych zimą 1945 roku do obozu koncentracyjnego Gross-Rosen.
Obchody rozpoczną się o godz. 16.00 mszą świętą w kościele pw. Matki Boskiej Królowej Polski, po której uczestnicy złożą kwiaty pod Pietą. Następnie zaplanowano marsz pod obelisk przy zakładach PCC Rokita, gdzie złożone zostaną wieńce, a także przejście pod tablicę informacyjną w miejscu dawnego obozu Dyhernfurth II.
Dzisiejsze uroczystości są nie tylko formą pamięci o ofiarach marszu śmierci, ale także symbolicznym przywracaniem historii, która przez dziesięciolecia funkcjonowała w Brzegu Dolnym głównie w relacjach świadków i wspomnieniach mieszkańców. To moment ciszy, refleksji i wspólnego zatrzymania się nad tragiczną przeszłością miejsca, w którym dziś toczy się codzienne życie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze