W Łososiowicach historia nie leży w archiwum. Tutaj się ją odtwarza, piecze, szyje i przekazuje dalej. Mieszkańcy własnymi rękami ratują zabytkowy kościół, od dziesięciu lat przyjmują pielgrzymów z Brzegu Dolnego, szyją stroje z epoki, wypiekają piernikowe „stópki" św. Jadwigi i szukają kolejnych śladów przeszłości swojej wsi. Przed nimi wielkie święto, jubileuszowa, dziesiąta pielgrzymka i festyn parafialny już 3 października.
Do Łososiowic w gminie Wołów zaprasza nas sołtys Bożena Głowacka. Zależało jej, żeby przed jubileuszem pokazać nie tylko samą pielgrzymkę, ale przede wszystkim ludzi, którzy od lat ją tworzą. Bo tutaj nic nie robi się samo. Za każdym namiotem, ciastem, strojem, odnowionym oknem kościoła czy zdobytymi pieniędzmi stoją konkretni mieszkańcy.
- Chcę, żeby po tych dziesięciu latach wybrzmiało, ile pracy ludzie w to wszystko włożyli – mówi sołtys Bożena Głowacka.
Siadamy przy stole z przedstawicielkami Stowarzyszenia „Łośki". Miało być przede wszystkim o zbliżającej się pielgrzymce. Szybko okazuje się jednak, że bez opowieści o św. Jadwidze, cystersach, starym kościele i mieszkańcach nie da się jej zrozumieć.
Stowarzyszenie powstało przede wszystkim po to, by ratować miejscową świątynię. Kościół w Łososiowicach ma historię sięgającą średniowiecza. Pierwsza znana wzmianka o nim pochodzi z 1376 roku. W XVII wieku, prawdopodobnie w następstwie wojny trzydziestoletniej, znajdował się już w bardzo złym stanie. Zawaliła się jego kamienna wieża, a odbudową świątyni na przełomie XVII i XVIII wieku zajął się Ludwig Bauch, opat cysterskiego klasztoru w Lubiążu.
Dziś znów świątynia potrzebuje ogromnych pieniędzy. - Nie wystarczy powiedzieć, że jesteśmy małą wsią i nie mamy pieniędzy. Żeby dostać środki, trzeba mieć projekt, pomysł i wkład własny mówi Maria Wojtuściszyn ze Stowarzyszenia „Łośki".
Mieszkańcy sami się składają, przygotowują wydarzenia, piszą projekty i szukają dotacji. Kościół ma 28 okien. Jak opowiadają, 27 zostało już odrestaurowanych. Do zrobienia pozostało jedno.
To jednak nie koniec. Według kosztorysów, którymi dysponuje stowarzyszenie, sama elewacja południowa może kosztować około 200 tys. zł, wschodnia – ponad 100 tys. zł.
– Żeby zrobić wszystko, potrzebowalibyśmy jeszcze mniej więcej miliona złotych – słyszymy.
Na remont działa specjalne subkonto parafialne. Dochód z organizowanych wydarzeń również pomaga przy kolejnych pracach.
Historia Stowarzyszenia „Łośki" pokazuje, że mieszkańcy nie ograniczyli się do pisania podań o remont. Zaczęli szukać takich projektów, które jednocześnie pozwolą pokazać wieś, jej zabytki i historię. Tak narodził się m.in. pomysł szlaku rowerowego związanego z rzeźbiarzem Matthäusem Knotem, którego dzieła znajdują się w łososiowickim kościele. Trasa prowadzi od świątyni przez dukty leśne i łączy się z istniejącą siecią dróg rowerowych w kierunku Mojęcic i Lubiąża.
Znakiem szlaku stał się niebieski aniołek. – Ktoś nam go czasami zamaluje, więc jedziemy i malujemy znowu. Kupiliśmy farbę, mamy szablon i poprawiamy – opowiadają.
Za jednym projektem przyszedł następny. Były środki na prace przy kościele, renowację bocznego ołtarza, wystawę poświęconą św. Jadwidze czy materiały opowiadające o miejscowości.
W Łososiowicach niemal każda opowieść po chwili wraca do św. Jadwigi Śląskiej. To patronka kościoła i postać, wokół której mieszkańcy zbudowali dziś swoją lokalną tradycję. Jednym z jej symboli jest stopa. Według legend związanych ze świętą Jadwiga często chodziła boso. W Łososiowicach zachowała się miejscowa opowieść, według której miała przechodzić przez te okolice. Czy rzeczywiście tu była? Tego dokumenty nie potwierdzają. Ale związek tej części Dolnego Śląska ze św. Jadwigą nie jest przypadkowy. Księżna była silnie związana z cystersami i Lubiążem, a Łososiowice należały do obszaru oddziaływania lubiąskiego opactwa. Sam miejscowy kościół już w XVII-wiecznych dokumentach występował pod wezwaniem św. Jadwigi Śląskiej i św. Michała Archanioła. Mieszkańcy postanowili tę historię ożywić.
Przynosi nam ją sołtyska, pani Bożena. Trzyma w ręku piernik. W kształcie ludzkiej stopy. To „stópka św. Jadwigi" - znak rozpoznawczy stowarzyszenia i Łososiowic. Pierniczki piecze jedna z mieszkanek. Podczas pielgrzymki dostają je pielgrzymi i goście. Stópka pojawia się również przy innych wydarzeniach organizowanych we wsi.

- To już jest nasz symbol - tłumaczą gospodynie.
I rzeczywiście: jest tu coś, co trudno wymyślić przy biurku w ramach kampanii promocyjnej. Symbol wyrósł z miejscowej legendy i został przejęty przez mieszkańców tak naturalnie, że dziś właściwie nie sposób oddzielić go od Łososiowic.
Jeszcze bardziej niezwykła jest historia stroju św. Jadwigi. Danuta Wiatrowska wspomina, że podczas pierwszych wydarzeń pojawiła się młodzież przebrana za dwórki. I wtedy pomyślała: - Skoro są dwórki, to gdzie jest księżna? Postanowiła więc księżną stworzyć. Sama. Przez ponad miesiąc przygotowywała strój św. Jadwigi. Niektórych materiałów nie dało się wygodnie zszyć maszyną, więc wiele elementów powstawało ręcznie. Były przymiarki, poprawki i konsultacje. W końcu Danuta Wiatrowska pojawiła się przed kościołem jako św. Jadwiga. Od tego czasu jest jedną z najbardziej charakterystycznych postaci pielgrzymki.
Z czasem doszły również kolejne atrybuty. Mąż jednej z mieszkanek wykonał drewniany kościółek, który stał się jednocześnie skarbonką na remont świątyni.
– Chodziło o to, żeby ktoś, kto tu przyjedzie, zapamiętał Łososiowice – mówi pani Danuta. Zapamiętuje.

Mieszkańcy nie ograniczają się jednak do legend. Szukają również dokumentów. W tej historii pojawia się Niemiec, mąż jednej z kobiet pochodzących z Łososiowic. Z zawodu policjant, z zamiłowania pasjonat historii. Przeszukuje niemieckie archiwa, państwowe i kościelne i pomaga mieszkańcom odkrywać kolejne elementy przeszłości wsi.
– Mówimy, że prowadzi nam historyczne śledztwo, śmieją się kobiety.
Jednym z jego niezwykłych znalezisk ma być przedwojenna pieczęć lakowa związana z Łososiowicami, kupiona na aukcji w Niemczech. Tak historia, która kiedyś rozproszyła się między Polską i Niemcami, kawałek po kawałku wraca do wsi.
Jest jeszcze kamień. Według miejscowej tradycji stał się on symbolem odpoczynku i wędrówki św. Jadwiga. Dziś głaz znajduje się w specjalnie zagospodarowanym miejscu. Jest dojście, zieleń, "stópka" i informacja o związanej z nim opowieści.
– Sam kamień po prostu tu był. Teraz ludzie się zatrzymują, wysiadają z samochodów, chcą zobaczyć, co to jest – mówi sołtys. I znowu legenda zaczyna pracować dla współczesnej wsi.
Nie jako historyczny dowód, ale jako opowieść o miejscu, która pozwala mieszkańcom połączyć średniowiecze ze współczesnością.
Inicjatorem pielgrzymki był przed dziesięcioma laty wikariusz ks. Tomasz Latawiec. Pielgrzymi wyruszają z kościoła NMP Królowej Polski w Brzegu Dolnym i idą w kierunku Łososiowic. Tutaj czekają mieszkańcy. Msza święta, poczęstunek, grill, ciasta, piernikowe stópki, rozmowy i wspólna zabawa. Ale za jednym dniem świętowania stoją tygodnie przygotowań.
– Samych ciast bywa około trzydziestu. Do tego namioty, jedzenie, stoły, przygotowanie terenu, później sprzątanie. Przez dziesięć lat robią to mieszkańcy – podkreśla Maria Wojtuściszyn. Dochód ze sprzedaży podczas pikniku pomaga w ratowaniu kościoła. Tylko że pieniądze nie są jedynym sensem tego wydarzenia.
Łososiowice administracyjnie należą do gminy Wołów, ale kościelnie związane są z parafią w Brzegu Dolnym.
I właśnie dlatego jubileusz ma jeszcze jeden wymiar. Bożena Głowacka chce, żeby na pielgrzymkę przychodzili nie tylko mieszkańcy Brzegu Dolnego. – Dlaczego nie mieliby przyjść ludzie z naszych miejscowości? Chcemy, żeby to połączyło mieszkańców. Żeby przyszli z różnych wsi i spotkali się tutaj – mówi. W tym roku zaproszenia mają trafić do kolejnych okolicznych miejscowości. Będzie też zespół, muzyka i miejsce do tańczenia. I oczywiście św. Jadwiga.
Jubileuszowa, dziesiąta pielgrzymka odbędzie się 3 października 2026 roku. O godz. 9.00 zaplanowano zbiórkę przy kościele NMP Królowej Polski w Brzegu Dolnym, a o 9.30 wyjście na trasę. O godz. 12.30 w Łososiowicach rozpocznie się msza święta. Później będzie festyn parafialny, gorące i zimne napoje, grill, domowe ciasta i tradycyjny pieczony udziec. Ale być może najciekawsze będzie to, czego nie da się wpisać do programu. Ludzie.
Bo w Łososiowicach ktoś piecze pierniki, ktoś odtwarza dokumenty, ktoś szyje suknię, ktoś szuka śladów w niemieckich archiwach, ktoś maluje niebieskiego aniołka na trasie, ktoś piecze ciasto, ktoś daje 20 zł na remont. I z takich drobiazgów przez dziesięć lat powstało coś znacznie większego.
Wieś stworzyła własną opowieść wokół miejsca, ludzi i św. Jadwigi, a przy okazji krok po kroku ratuje kościół, który stoi tu od stuleci.
Pierwsza znana wzmianka o kościele w Łososiowicach pochodzi z 1376 roku. W XVII wieku świątynia występowała pod wezwaniem św. Jadwigi Śląskiej i św. Michała Archanioła. Po wojnie trzydziestoletniej znajdowała się w bardzo złym stanie, a jej kamienna wieża była całkowicie zawalona.
Odbudowę przeprowadzono w latach 1700–1701 z inicjatywy Ludwiga Baucha, opata cysterskiego klasztoru w Lubiążu. Związek Łososiowic z Lubiążem jest ważny także dla miejscowego kultu św. Jadwigi. W kościele zachowały się ślady cysterskiej fundacji, m.in. monogram opata na chrzcielnicy i jego kartusz herbowy w prezbiterium.
Obecny kościół ma charakter barokowy i figuruje w rejestrze zabytków. Narodowy Instytut Dziedzictwa określa go jako świątynię z początku XVIII wieku.
Do 1945 roku Łososiowice były siedzibą samodzielnej parafii, do której należał również kościół w Jodłowicach. Ostatnim niemieckim proboszczem był ks. Alois Pohl, który pracował tu od 1907 roku do początku 1945 roku. Zginął pod koniec wojny, a jego grób znajduje się przy kościele.
Z Łososiowicami związana jest również lokalna tradycja o św. Jadwidze Śląskiej. Księżna, żona Henryka Brodatego, była jedną z najważniejszych postaci średniowiecznego Śląska, związanych zarówno z Trzebnicą, jak i z cysterskim Lubiążem.
Marta Ringart-Orłowska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze