Franciszek Jaguś ma zaledwie dwa latka, mieszka w Wołowie i każdego dnia toczy cichą walkę o swoją przyszłość. Choć na pierwszy rzut oka tego nie widać, chłopiec zmaga się z autyzmem dziecięcym. Aby mógł nadgonić rówieśników i w przyszłości być samodzielnym, potrzebuje kosztownego, regularnego leczenia oraz wielospecjalistycznej rehabilitacji. W internecie trwa zbiórka funduszy na ten cel.
Diagnoza spadła na rodziców Frania jak grom z jasnego nieba, gdy chłopiec nie miał jeszcze nawet dwóch lat. Wcześniej rodzina intuicyjnie wyczuwała, że rozwój malucha przebiega nieco inaczej. Niepokoił brak reakcji na własne imię, utrudniony kontakt wzrokowy oraz obniżone napięcie mięśniowe. Oficjalne orzeczenie lekarzy dało jasną odpowiedź, z jakim przeciwnikiem przyjdzie im się mierzyć.
Dziś dwulatek z Wołowa jest pod stałą opieką sztabu specjalistów. Każdy jego tydzień wypełniony jest po brzegi: od terapii integracji sensorycznej (SI) i masaży, przez rehabilitację ruchową, aż po intensywne zajęcia z logopedą. Choć Franio robi postępy, to brak mowy i komunikowanie się głównie prostymi, często przekręcanymi gestami wciąż stanowią ogromną barierę.
Najtrudniejsze dla rodziny są jednak momenty, w których chłopca zalewają skrajne emocje. Przez ogromną nadwrażliwość na dotyk i dźwięki, maluch nie radzi sobie z nadmiarem bodźców.
- Pojawiają się zachowania autoagresywne, szczególnie uderzanie głową o podłogę. Zdarza się, że podczas silnego płaczu syn wpada w stany duszności i sinieje – przyznają poruszeni rodzice Frania.
Z tego powodu konieczne jest wykonanie specjalistycznych badań, w tym m.in. EEG mózgu. Niestety, każda próba ich przeprowadzenia w standardowych warunkach na ten moment kończy się niepowodzeniem przez lęki i ból, jakich doświadcza chłopiec.
Aby zapewnić synowi całodobową opiekę, mama Frania musiała całkowicie zrezygnować z pracy zawodowej. Z kolei tata, który wcześniej pracował za granicą, by utrzymać dom, musiał wrócić do Polski – jego fizyczna obecność i pomoc przy dwójce małych dzieci (Franek ma jeszcze o rok starszą siostrzyczkę) stały się po prostu niezbędne.
Rodzina daje z siebie wszystko, jednak koszty prywatnych terapii, dojazdów i niezbędnych badań diagnostycznych zaczęły drastycznie przekraczać ich domowy budżet. Warunkiem tego, by Franio robił postępy, jest absolutna regularność zajęć. Każda przerwa to krok w tył.
Zbiórka na platformie Siepomaga wystartowała 5 czerwca i potrwa do 5 września 2026 roku. Cel jest jeden: zapewnienie chłopcu ciągłości leczenia, które da mu szansę na normalne pójście do przedszkola z nauczycielem wspomagającym, a w przyszłości – na szczęśliwe dzieciństwo i równe szanse w szkole.
- Najbardziej boimy się o przyszłość naszego synka. Martwimy się, czy będzie miał przyjaciół, czy odnajdzie się w szkole, czy będzie szczęśliwy... Widzimy w nim ogromny potencjał, chęć nauki i rozwoju. Walczymy o to, by mógł być jak najbardziej samodzielny, ale koszty zaczęły nas przekraczać. Dlatego z całego serca prosimy o pomoc. Każda złotówka ma dla nas ogromne znaczenie! – apelują rodzice dwulatka.
Mieszkańcy Wołowa i okolic już niejednokrotnie udowadniali, że potrafią otworzyć serca w chwilach, gdy ktoś z sąsiadów potrzebuje ratunku. Nie zostawiajmy Frania i jego bliskich samych w tej walce.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze