Już 22 sierpnia Jan Żak zaprosi mieszkańców i turystów na spacer po Wołowie, podczas którego będzie opowiadał o miejscach, obok których wielu z nas przechodzi codziennie, nie zdając sobie sprawy, ile historii kryją. Dziś uchyla rąbka tajemnicy i zabiera nas na ulicę Piastów Śląskich. To dopiero początek — resztę opowieści będzie można usłyszeć podczas wspólnego zwiedzania. A już teraz warto przeczytać, co mogą zdradzić stare kamienice, trzy okna, XVIII-wieczne futryny i charakterystyczne dachy.
Ulica Piastów Śląskich w Wołowie kryje znacznie więcej historii, niż można dostrzec podczas zwykłego spaceru. Dawniej nosiła nazwę Lange Strasse, czyli Długa, a wielu mieszkańców do dziś pamięta ją jeszcze jako ulicę Hanki Sawickiej.
– To jedna z najciekawszych ulic Wołowa. Pierwotnie Lange Strasse, ulica Długa, później Hanki Sawickiej. Większość ludzi chyba pamięta ją właśnie z tej nazwy. Obecnie to ulica Piastów Śląskich – mówi Jan Żak.
Jak podkreśla przewodnik, znajdujące się przy niej kamienice w stosunkowo niewielkim stopniu ucierpiały podczas II wojny światowej. Dzięki temu do dziś można oglądać wiele elementów charakterystycznych dla zabudowy z czasów pruskich.
Trzy okna i obowiązkowa kwatera dla żołnierza
Po pierwszej wojnie śląskiej i przejęciu większości Śląska przez Prusy w 1741 roku Wołów znalazł się pod panowaniem Fryderyka II. – Fryderyk II Pruski, zwany przez Niemców Wielkim, kazał w taki sposób budować domy. Nie było tutaj jeszcze koszar, natomiast był duży garnizon wojskowy – opowiada Jan Żak.
Jednym z charakterystycznych elementów kamienic miały być trzy okna widoczne na wyższych kondygnacjach. – Dwa okna należały do właściciela kamienicy, jedno okno to była tak zwana izba husarska. Każdy właściciel domu miał obowiązek zakwaterować przynajmniej jednego żołnierza – wyjaśnia przewodnik. Wołów był wówczas silnie związany z wojskiem. Jak zaznacza Jan Żak, w mieście stacjonowali nie tylko husarze, lecz także piechurzy czy fizylierzy. Dokładna liczba żołnierzy wymagałaby sięgnięcia do źródeł, ale według przewodnika mogło ich być nawet kilka tysięcy.
Fryderyk II zmienił także dachy
Ślady pruskiej przebudowy miasta można odnaleźć również, patrząc na dachy starych kamienic. Wcześniej budynki miały dachy ustawione szczytowo do ulicy. W przypadku pożaru utrudniało to prowadzenie akcji gaśniczej pomiędzy ciasno stojącymi budynkami.
– Pomysłem Fryderyka było budowanie dachów kalenicowych, ze spadkiem w stronę ulicy. W przypadku pożaru można było postawić od strony ulicy drabinę i próbować go ugasić – tłumaczy Jan Żak. Taki układ w wielu miejscach zachował się do dziś.
XVIII-wieczne futryny wciąż są w Wołowie
Jeszcze bardziej niezwykłe jest to, że w części kamienic przetrwały oryginalne elementy stolarki. – Przynajmniej połowa futryn drzwiowych zachowała się w bardzo dobrym stanie. One pochodzą z połowy XVIII wieku – mówi przewodnik.
Za jeden z najciekawszych przykładów uważa wejście do jednego ze sklepów piekarniczych. – Jest tam przepiękna futryna. Można powiedzieć, że z epoki – wskazuje. To materialne ślady ponad dwóch stuleci historii miasta pod panowaniem pruskim, a później niemieckim – od połowy XVIII wieku do 1945 roku.
Wołów był miastem żołnierzy
Z czasem sytuacja zaczęła się zmieniać. Powstawały koszary i wojsko przestawało być kwaterowane bezpośrednio w prywatnych domach. Jan Żak przypomina m.in. teren dawnego klasztoru karmelitów przy kościele św. Karola Boromeusza, który był później wykorzystywany do celów wojskowych.
Kiedy w XIX wieku część żołnierzy opuściła dotychczasowe kwatery, miało to być odczuwalne również dla mieszkańców. – Podobno mieszkańcy płakali, bo właściciele domów tracili zarobek. Żołnierze za wszystko płacili. Na pewno płakały też żony i córki właścicieli, że żołnierzy zabrakło – opowiada z uśmiechem Jan Żak, zaznaczając, że ta ostatnia część jest już raczej lokalną anegdotą.
Historia jest wciąż widoczna na ulicach
W Wołowie pozostało więcej miejsc związanych z wojskową przeszłością miasta. Przewodnik wymienia m.in. miejsca związane ze szkołą żandarmerii czy dawną szkołą wojsk łączności. Ale jego zdaniem historia Wołowa nie zaczyna się oczywiście od czasów pruskich. – Warto wspominać czasy polskie, ale również wcześniejsze, piastowskie. Niemcy byli tutaj około 200 lat, a nasi Piastowie – znacznie dłużej – podkreśla Jan Żak.
To dopiero jedna z historii, które będzie można usłyszeć podczas spaceru 22 sierpnia. Jan Żak zapowiada kolejne miejsca i kolejne opowieści. Bo w Wołowie czasem wystarczy spojrzeć na trzecie okno, starą futrynę albo kształt dachu, żeby odkryć historię sprzed ponad 250 lat.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze