Reklama

Nie wolno było mówić głośno”. Świadectwo Emilii Biernackiej z Huty Pieniackiej w „Wołowskich historiach kresowych”

15/12/2025 16:44

Cisza była formą przetrwania. Przez lata po wojnie o Hucie Pieniackiej mówiło się półgłosem albo wcale. W najnowszym materiale z cyklu „Wołowskie historie kresowe”, opowiadanym i dokumentowanym przez Wojciecha Orłowskiego, wybrzmiewa poruszające świadectwo Emilii Biernackiej, pochodzącej z Huty Pieniackiej. To opowieść o strachu, pamięci i traumie, która została z ludźmi na całe życie.

 

„Nie wolno było głośno mówić”

 

W relacji Emilii Biernackiej powraca motyw milczenia. Po wojnie – jak wspomina – dorośli mówili niewiele, urywkami. „Za komuny nie wolno było głośno mówić” – podkreśla. Strach nie zniknął wraz z końcem wojny. Rodziny, które ocalały, wiedziały zbyt dużo: kto zabijał, jak zabijał i dlaczego. Wiedziały też, że za słowa można zapłacić kolejną cenę.

 

Ci, którzy w czasie zbrodni mieli po kilkanaście czy dwadzieścia lat, byli naocznymi świadkami. Widzieli rzeczy, których – jak mówi rozmówczyni – „nie da się opowiedzieć ani od początku, ani do końca”.

Reklama

 

Huta Pieniacka – zbrodnia, o której długo milczano

 

W opowieści pojawia się ważne doprecyzowanie: Huta Pieniacka została wymordowana wcześniej, zanim doszło do zbrodni w pobliskich Pieniakach, które były siedzibą parafii. Ta kolejność wydarzeń zapisała się w pamięci mieszkańców i ocalałych.

 

28 lutego 1944 roku Huta Pieniacka została całkowicie zniszczona, a jej mieszkańcy zamordowani. Według ustaleń historyków wieś została spacyfikowana przez oddziały złożone z formacji SS wspieranych przez ukraińskie oddziały pomocnicze. Ofiarami byli głównie cywile – kobiety, dzieci i osoby starsze. Wieś spalono, a tych, którzy próbowali uciekać, zabijano.

Reklama

 

„Mama była nabita na palu”

 

Najbardziej wstrząsające fragmenty relacji dotyczą konkretnych obrazów, które pozostały w pamięci świadków. Emilia Biernacka przywołuje historię kobiety o nazwisku Spiniak, która po masakrze zobaczyła swoją matkę nabitą na pal – zwykły drewniany pal gospodarczy, używany wcześniej w obejściu. – Palili żywcem, zabijali dzieci – mówi. – Nie można było być na drodze. Musieli się sprzątnąć, żeby wszystko się spaliło, żeby nie było śladów. 

To zdania, które nie wymagają komentarza. One same niosą ciężar historii.

Reklama

 

Pamięć, która wróciła z Kresów do Wołowa

 

Część ocalałych z Huty Pieniackiej po wojnie trafiła na Dolny Śląsk, także do Wołowa. Wspomnienia, nazwiska, rodzinne powiązania – wszystko to funkcjonowało w lokalnej pamięci, często bez zapisu, bez oficjalnej narracji.

 

Cykl „Wołowskie historie kresowe” Wojciecha Orłowskiego przywraca te opowieści przestrzeni publicznej – z szacunkiem, bez uproszczeń i bez sensacji. To nie tylko historia jednej wsi, ale historia ludzi, którzy przez dekady nie mogli mówić.

Reklama

 

Dlaczego te świadectwa są dziś tak ważne

 

Relacja Emilii Biernackiej nie jest rekonstrukcją z archiwum. To żywa pamięć, przekazywana z drżeniem głosu, z pauzami, z niedopowiedzeniami. Tak właśnie wygląda trauma, która przetrwała w rodzinach kresowych.

Dziś, gdy od tamtych wydarzeń mija ponad 80 lat, te opowieści są ostatnią szansą, by zapisać je w pełnym brzmieniu – zanim odejdą ostatni świadkowie.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kuriergmin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości