Reklama

Nowa książka o tajemnicach Lubiąża i jego związku z obozem Gross-Rosen. Zapraszamy na spotkanie autorskie

20/05/2023 08:47

W książce „Komando śmierci. Ostatnia tajemnica KL Gross- -Rosen i  Kloster Leubus” Tomasz Bonek po raz pierwszy publikuje nieznane wojenne zdjęcia z  wnętrz lubiąskiego opactwa. Widzimy na nich naukowców pracujących m.in. w  sali książęcej oraz w  laboratoriach zorganizowanych w  pałacu opatów. Dowiadujemy się też, kim był mityczny doktor Fürstenau, kogo oprócz Luksemburczyków więziono w  opactwie i  jak niemiecki szpieg, który trafił do obozu Gross-Rosen wpłynął na wojenne losy klasztoru. To pasjonujący reportaż, który czyta się jak sensacyjną powieść historyczną. Kurier Gmin rozmawia z autorem.

 -Nie będziemy zdradzać wszystkich tajemnic, które rozwiązał Pan w książce, ale opowiedzmy chociaż o tytułowym komandzie śmierci. Dlaczego ci więźniowie mieli zginąć?

-Wszystko wskazuje na to, że członkowie komanda „Wetterstelle” z obozu koncentracyjnego Gross-Rosen mieli zostać zlikwidowani, żeby nie mogli przekazać informacji o swoich badaniach wrogom Rzeszy. Jakimś cudem ich jednak nie wymordowano. W 1945 roku byli przenoszeni z obozu do obozu, w głąb Rzeszy – ewakuowano ich, gdy zbliżał się front. Żaden decydent nie podjął decyzji, żeby ich zabić – myślę, że mogłoby to być uznane za dywersję lub defetyzm – Hitler niemal do swoich ostatnich chwil powtarzał, że zwycięży. Kto w to nie wierzył, był wrogiem i musiał zginąć.

Reklama

- Czy oni mieli pomóc Hitlerowi wygrać wojnę? Co z nich zostało po 1945 roku?

- Zarówno w samym obozie Gross-Rosen, jak i w klasztorze w Lubiążu prowadzono badania nad prądami wysokich częstotliwości, które miały pomóc niemieckich lotnikom i marynarzom w nawigacji, zrewolucjonizowały natomiast powojenną, światową elektronikę. Na ich podstawie równolegle w Stanach i w Niemczech powstawały prototypy tranzystorów, dzięki którym mamy przecież komputery, telefony komórkowe itp.

- I korzystają z tych badań nadal niemieckie firmy?

Reklama

- Trzeba pamiętać, że z pracy niewolników z obozów koncentracyjnych korzystały nie tylko niemieckie przedsiębiorstwa, ale m.in. także szwajcarskie. Nadal natomiast działa mnóstwo znanych, wielkich koncernów czy marek, które czerpały korzyści z tego, co działo się podczas II wojny światowej, np.: Siemens, Bosch, Blaupunkt, Nestle, Krupp, Deutsche Bank i wiele, wiele innych.

- To już Pana trzecia książka, która dotyczy m.in. obozu Gross-Rosen. W„Chemii śmierci” opisał Pan to, co działo się w jego filii w Brzegu Dolnym. W „Demonach śmierci” zajmuje się Pan obozowymi zbrodniarzami. Co jest specyficznego w tym kacecie, że tak bardzo Pana zainteresował?

Reklama

- Przede wszystkim zbrodnia z KL Gross-Rosen nie została nigdy należycie upamiętniona. Większość zbrodniarzy nie stanęła nigdy przed sądem. A my, mieszkańcy tzw. Ziem Odzyskanych, Polacy, zapomnieliśmy o tym, co się tam wydarzyło. A był to obóz, w którym zabijała mordercza praca, w obozie głównym w kamieniołomach, a w jego filiach w przeróżnych zakładach przemysłowych. Tych podobozów było około 120, porozrzucanych przede wszystkim po Dolnym Śląsku i w niektórych regionach dzisiejszych Czech. Więźniami funkcyjnymi, kapo, blokowymi, zostawali w nich specjalnie do tego celu wybierani i specjalnie do nich przenoszeni Niemcy – więźniowie, recydywiści: gwałciciele, mordercy, złodzieje. To oni wraz ze strażnikami z SS zgotowali więźniom prawdziwe piekło. Podczas przeglądania protokołów z przesłuchań tych, którym udało się przeżyć znalazłem wypowiedź, która mnie zaszokowała. Jeden z byłych więźniów powiedział: W Auschwitz, w porównaniu z tym, co działo się w Gross-Rosen było jak w sanatorium.

 - Jak wiele korzyści czerpali Niemcy z pracy więźniów obozów koncentracyjnych?

Reklama

- Mimo ogromnej tragedii, milionów żyć ludzkich, ludobójstwa w niemieckich obozach koncentracyjnych naukowcy zajmujący się nazistowską gospodarką dowodzą, że praca więźniów kacetów III Rzeszy nie miała większego znaczenia dla ekonomii państwa Hitlera. To nadaje dodatkowego, strasznego wymiaru drugowojennej historii. Oczywiście więźniowie budowali niemieckie ulice i przeróżne budynki, pracowali w fabrykach wielu koncernów przemysłowych, wytwarzali uzbrojenie i benzynę, wydobywali surowce w kopalniach i kamieniołomach, ale ich praca nie przeważyła i raczej nie mogła przeważyć o przechyleniu się szali zwycięstwa. Byli najczęściej niewykwalifikowani, zmaltretowani, wygłodzeni, chorzy – nie pracowali więc dobrze. Ale mimo to reżim korzystał z tego morderczego procederu, a zarabiała na tym m.in. SS, której konta założone w Dresdner i Deutsche Banku puchły od pieniędzy przelewanych przez firmy, które zatrudniały niewolników.

- Kiedy to się zaczęło? I kto w III Rzeszy za to odpowiadał?

Reklama

- Już 30 marca 1933 roku Heinrich Himmler, członek okultystycznego i rasistowskiego Towarzystwa Thule oraz Reichsführer- -SS, zorganizował w Dachau pierwszy obóz koncentracyjny. Wkrótce powstały kolejne - m.in. w Oranienburgu, Berlinie, Sachsenhausen. W 1934 roku wszystkie podporządkowano SS – Schutzstaffel. Do wybuchu wojny umieszczono w nich około 170 tys. osób. Kiedy Niemcy zaczęli podbijać Europę, zmieniła się też rola tworzonych przez SS kacetów. Teraz miały służyć już nie tylko internowaniu niewygodnych dla Hitlera Niemców, ale także eliminacji inteligencji, kleru a także członków ruchu oporu z państw okupowanych oraz dostarczać darmowej siły roboczej na budowy „Tysiącletniej Rzeszy”. Następnie stały się także ośrodkami tak zwanego „ostatecznego rozwiązania” - zagłady Żydów. Z roku na roku powstawały więc kolejne. I te samodzielne, i te im podległe jako filie. Do końca wojny powstało ich 1,6 tysiąca. Kiedy wojna wisiała w powietrzu obozy koncentracyjne miały stanowić rezerwuar bezpłatnej siły roboczej i budować potęgę hitlerowskich Niemiec. Aby usankcjonować ten proceder, Himler utworzył w 1938 r. zarządzane przez SS przedsiębiorstwa Deutsche Erd- und Steinwerke, a następnie Deutsche Ausrüstungwerke i jednocześnie zadbał o to, by wprowadzić nakaz pracy dla wszystkich osadzonych w więzieniach. Tak zaczęło się piekło robotników przymusowych III Rzeszy. Przy Himmlerze rozwijały się też kariery. Najwierniejszym z wiernych był syn kowala, Oswald Pohl. Ten „księgowy” SS dbał jak tylko mógł o finanse Himmlera i kierowanych przez niego organizacji. Miał przy tym wyjątkową żyłkę do interesów i zmysł organizacyjny. Szybko więc awansował i stanął na czele wszystkich kacetów. To on też wpadł na pomysł, że spośród najzdolniejszych urzędników administracji państwowej trzeba zrekrutować najlepszych i przydzielić ich do pracy w kancelariach obozów koncentracyjnych. Od lat dostrzegał bowiem wielki potencjał ekonomiczny pracy przymusowej. I był za to doceniany. Kontrola ekonomistów miała pomóc w sprawnym zarządzaniu tym biznesem. 19 stycznia 1942 r., Himmler połączył wszystkie urzędy, za które odpowiadał Pohl i stworzył Główny Urząd Ekonomiczno- -Administracyjny SS (Wirtschafts- und Verwaltungshauptamt - WVHA). Tuż za Heinrichem Himmlerem i Reinhardem Heydrichem Pohl stał się więc trzecią najpotężniejszą postacią w SS. Był odpowiedzialny za całą administrację i zaopatrzenie Waffen-SS; kontrolował 20 obozów koncentracyjnych i 165 obozów pracy, kierował wszystkimi projektami budowlanymi SS i policji, a także wszystkimi przedsiębiorstwami gospodarczymi SS.

 - I wtedy zaczęto przeliczać życie ludzkie na pieniądze...

Reklama

- Zbierając materiały do książki „Chemia śmierci”, która opowiada o najtajniejszym obozie III Rzeszy, jaki Niemcy zorganizowali na Dolnym Śląsku wBrzegu Dolnym, by tam produkować śmiercionośne gazy bojowe trafiłem na dokument, w którym określono również „wydajność przymusowych robotników żydowskich i robotników z obozów koncentracyjnych” w stosunku do „wydajności niemieckiego pracownika cywilnego”. W przypadku robotników wykwalifikowanych – elektryków, ślusarzy, malarzy, operatorów maszyn – określono ją na 82 procent. W przypadku murarzy, cieśli budowlanych, betoniarzy, stolarzy dla Żydów wskaźnik ten wyliczono na 60 procent, a dla więźniów obozów koncentracyjnych na 70 procent. Najniżej wydajność wyliczona została dla pracowników podziemnych – żydowski robotnik szacowany był jedynie na połowę efektywności pracy niemieckiego cywila. A stawki... W tym samym dokumencie napisano tak: „Koszty zatrudniania należy płacić terminowo specjalnemu pełnomocnikowi. Za robotników niewykwalifikowanych ryczałt wynosi 4,50 RM za osobę. Za robotników wykwalifikowanych ryczałt określa się na 6,50 RM na osobę za dzień.” To jedna trzecia, jedna czwarta tego, co zarabiał Niemiec.

Zapraszamy na spotkanie autorskie z Tomaszem Bonkiem, które odbędzie się w Lubiążu Niedziela, 21 maja 2023 r., Godz. 12:00, Klasztor Lubiąż – Jadalnia Opatów. Wstęp wolny W tym dniu zorganizowane zostanie także poszerzone zwiedzanie opactwa – od piwnic aż po strych

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kuriergmin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości