W Brzegu Dolnym mieszka dziś jedna z ostatnich osób pamiętających tragedię Huty Pieniackiej — Pani Emilia Bernacka, mieszkanka byłej polskiej wsi wymordowanej 28 lutego 1944 roku. Gdy Wojciech Orłowski z Towarzystwa Miłośników Kultury Kresowej chciał podczas wczorajszej sesji Rady Miejskiej przypomnieć radnym o historii Kresów, mieszkańcach, rocznicy i zaprosić na obchody upamiętniające ofiary, usłyszał w odpowiedzi mailowej od przewodniczącej Rady Miejskiej Anny Michalskiej, że są inne sprawy na tej sesji. I nie będzie czasu. Został zaproszony na dyżur radnej.
A jednak dla wielu mieszkańców miasta, potomków kresowych rodzin, pamięć o zamordowanych nie jest sprawą drugorzędną. Tym bardziej że świadkowie historii odchodzą, a wraz z nimi żywe świadectwo wydarzeń, które na zawsze naznaczyły losy całych pokoleń.
W Brzegu Dolnym wciąż żyje pani Emilia Bernacka, jedna z ostatnich osób związanych z tragedią Huty Pieniackiej. Jej obecność przypomina, że historia nie jest odległą opowieścią z podręczników, lecz częścią lokalnej pamięci i tożsamości.
Tragiczna historia polskiej wsi
Huta Pieniacka była przed II wojną światową dużą, w większości polską wsią położoną na terenie dzisiejszej zachodniej Ukrainy, w dawnym województwie tarnopolskim II Rzeczypospolitej. Liczyła kilkuset mieszkańców i stanowiła ważny ośrodek lokalnej społeczności kresowej, z własną szkołą, kościołem i rozwiniętym życiem społecznym.
28 lutego 1944 roku wieś została otoczona i spacyfikowana przez oddziały 14. Dywizji Grenadierów SS „Galizien” („Halyczyna”), działające przy udziale ukraińskich formacji nacjonalistycznych oraz lokalnych kolaborantów. Mieszkańców spędzano do domów i zabudowań gospodarczych, które następnie podpalano. Ginęły całe rodziny, kobiety, dzieci i osoby starsze. Według ustaleń historyków zamordowano od kilkuset do ponad tysiąca osób.
Po masakrze wieś została całkowicie zniszczona i już nigdy nie odbudowała się w swoim przedwojennym kształcie. Nieliczni ocaleni przeżyli dzięki ucieczce lub przypadkowi. Po zakończeniu wojny wielu z nich trafiło na Dolny Śląsk, w tym do Brzegu Dolnego i okolic, gdzie rozpoczęli nowe życie, przywożąc ze sobą pamięć o utraconej ojczyźnie.
Pomnik pamięci
Po latach milczenia w miejscu dawnej wsi powstał pomnik upamiętniający ofiary zbrodni. Monument odsłonięto w 2009 roku z inicjatywy środowisk kresowych oraz przy udziale przedstawicieli władz Polski i Ukrainy. Stanął tam, gdzie niegdyś tętniło życie polskiej społeczności.
Każdego roku odbywają się tam uroczystości rocznicowe z udziałem rodzin ofiar, organizacji kresowych, duchowieństwa oraz delegacji państwowych. Odczytywane są nazwiska zamordowanych mieszkańców, a miejsce to stało się symbolicznym cmentarzem całej społeczności, która przestała istnieć jednego dnia.
Dziś pamięć o Hucie Pieniackiej trwa przede wszystkim dzięki świadkom historii i ich potomkom. W Brzegu Dolnym jest ona nadal żywa, nie tylko w rodzinnych wspomnieniach, ale także w potrzebie publicznego upamiętnienia wydarzeń, które dla wielu mieszkańców pozostają częścią własnej historii.
Bo wraz z odejściem ostatnich świadków kończy się epoka żywej pamięci. A pytanie o to, czy znajdujemy dla niej miejsce w przestrzeni publicznej, pozostaje aktualne również dziś.
Szkoda, że radni nie znaleźli czasu aby poznać tę historię, my ją publikujemy ku pamięci umarłych i żyjącej Pani Emilii. My - pamiętamy.
Historia Emilii Bernackiej – ocalałej z Huty Pieniackiej
Emilia Bernacka, pochodząca z Naborowa w gminie Brzeg Dolny (powiat wołowski), miała zaledwie dziesięć lat, gdy stała się świadkiem jednej z najtragiczniejszych zbrodni dokonanych na polskiej ludności cywilnej podczas II wojny światowej — pacyfikacji Huty Pieniackiej w lutym 1944 roku. Jej rodzina Fedyczkowskich mieszkała przy kościele w Hucie Pieniackiej, w powiecie brodzkim, na terenie ówczesnego województwa tarnopolskiego. 28 lutego 1944 roku do wsi wkroczyły oddziały SS-Galizien oraz UPA.
Jeszcze przed wejściem żołnierzy miejscowość została ostrzelana, a domy zaczęły płonąć. Mieszkańcy próbowali ratować się ukrywając w piwnicach. Rodzina Emilii schroniła się pod własnym domem. W budynku mieścił się sklep jej stryja, a także mieszkanie nauczyciela miejscowej szkoły. Wkrótce jednak dom został ostrzelany pociskami zapalającymi. Ukrywających się zdradziło otwarte okienko, przez które próbowali zaczerpnąć powietrza.
Żołnierze niemieccy i ukraińscy wyprowadzili ich z płonącego domu i zaprowadzili do kościoła — miejsca, gdzie gromadzono zatrzymanych Polaków. Po drodze bili ludzi, poganiając ich kolbami karabinów. Kościół stał się punktem koncentracji mieszkańców przeznaczonych na śmierć. Zebranym kazano później przejść do stodoły, gdzie — jak wspominała Emilia — mieli zostać spaleni żywcem.
W ostatniej chwili część ludzi podjęła próbę ucieczki. Wśród nich była dziewczynka o imieniu Marysia, która wskazała nową kryjówkę. Uciekający schronili się w piwnicy niedokończonego domu. Z ukrycia słyszeli krzyki mordowanych ludzi, strzały oraz wycie przerażonych zwierząt. Wieś zamieniła się w jedno wielkie pogorzelisko. Emilia zapamiętała także kobietę, która udusiła się dymem w piwnicy oraz rannych uciekających do lasu, do których napastnicy nadal strzelali.
Jej ojciec Antoni został trzykrotnie ranny podczas ucieczki. Brat ocalał, udając martwego wśród zabitych. Wielu mieszkańców nie miało tyle szczęścia — ludzi torturowano i rozstrzeliwano, a ciała często wrzucano do ognia, by zatrzeć ślady zbrodni. Po ucieczce Emilia wraz z matką dotarła do pobliskich miejscowości, a później do polskiej wsi Huta Werchobuska. Tam była świadkiem przesłuchań prowadzonych przez Niemców, którzy twierdzili, że pacyfikacja była odwetem za rzekome wspieranie partyzantów.
Przez lata ocalałym kazano milczeć o tragedii. Emilia wspominała, że świadkowie bali się mówić prawdę, choć wiedzieli, iż mord nie był przypadkowy ani spontaniczny. Po wielu latach wróciła w rodzinne strony. Zastała jedynie puste pole — nie potrafiła odnaleźć miejsca, w którym stał jej dom. Po dawnej wsi nie pozostały niemal żadne ślady.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze