To, że Dolny Śląsk "zasypany" jest śmieciami, nie jest żadną tajemnicą. Włodarze szukają rozwiązania w dobie rosnących cen za wywóz śmieci, ale chętnych gmin na budowę spalarni nie ma. Czy wizyta w Malmo, w Szwecji, która ma jedną z najnowocześniejszych spalarni w Europie, zachęci samorządowców do tej inwestycji u siebie?
11 przedstawicieli samorządów odwiedziło zakład Sysay w Malmo, gdzie utylizowane są odpady komunalne i niebezpieczne. Wizytę zorganizował urząd marszałkowski w ramach projektu "#Ecologic-study trails". - Projekt zakłada edukację ekologiczną. Chcemy dać szansę naszym samorządowcom, aby poznali możliwości utylizacji odpadów w różnych krajach. W sumie odwiedzą cztery zakłady - mówi Krzysztof Hodun z Wydziału Współpracy z Zagranicą Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego. Po Szwecji, będą Włochy, Niderlandy i Belgia.
Malmo przykładem dla Dolnego Śląska?
Szwedzka spalarnia, która wybudowana jest na obrzeżach miasta, graniczy z morzem. Spala 550 tys. ton odpadów rocznie. Z czego produkuje się 1.400 tys. MWh ciepła grzewczego, co daje ciepło dla około 70 tys. domostw. Dodatkowo produkowane jest z tych odpadów 250 tys. MWh energii elektrycznej. Do Malmo zjeżdżają odpady z innych krajów. Zarządzający zakładem podkreślają jak ważna jest edukacja mieszkańców, na terenach których powstają takie obiekty. - Najważniejsze jest ich bezpieczeństwo i poczucie, że nikt ich nie oszukuje - mówi Rustan Nilsson, który zajmuje się w zakładzie edukacją ekologiczną. - Codziennie do zakładu przyjeżdża około 800 ciężarówek z odpadami. Ważna jest edukacja mieszkańców, stąd do zakładu może wejść każdy. Uczniowie szkół mają tu swoje zajęcia, a studenci obowiązkowe wizyty. - Moja babcia, która ma 100 lat produkowała 30 kg odpadów, dziś przeciętny Szwed produkuje ich rocznie około 500 kg - mówi obrazowo Nillson. -Potrzebna jest świadomość tego jak żyjemy.
Podobna skala produkcji śmieci przez jednego mieszkańca jest we Wrocławiu. Stąd region ma poważny problem z utylizacją odpadów, a zgodnie z dyrektywami unijnymi, tak jak już jest w Szwecji, i nas czeka zakaz ich zakopywania.W Polsce jako przykład podawana jest pracująca spalarnia w Poznaniu i budowana w Warszawie. Dolny Śląsk też czeka taka decyzja. Niestety nie ma chętnych gmin, które zaoferowałby swój teren pod budowę. Są jednak miejsca, jak np. Brzeg Dolny, gdzie bez problemu władze przyjęły na swój teren zakład utylizujący baterie czy od lat pracujący tu zakład chemiczny ze swoją spalarnią. Mieszkańcy nigdy nie protestowali przeciwko spalaniu tu odpadów. Stąd takie miejsca w pierwszej kolejności brane są pod uwagę przy lokalizacji spalarni. Na to musi być jednak zgoda władz samorządowych, a przed wyborami samorządowymi, które nas czekają w przyszłym roku, tematu nikt się nie podejmie. Zostaje więc na razie edukacja.
Jak robią to Szwedzi?
W szwedzkiej spalarni aż 98 odpadów poddawanych jest recyklingowi i przetwarzaniu na energie. 2 proc. jest składowanych. Spalarnia utylizuje też odpady medyczne, zaliczane do niebezpiecznych. Na pytanie czy nieprzyjemny zapach, który czuć wjeżdżając do sortowni odpadów, Rustan Nilsson ze szwedzkiego zakładu utylizacji odpadów odpowiada, że nie czuć ze względu na zamontowane wyciągi, które nie wypuszczają zapachów na zewnątrz. Śmieci jest z roku na rok coraz więcej z powodu bogacenia się społeczeństwa, stąd potrzebna jest edukacja, aby minimalizować zakupy i zastanawiać się czy potrzebny jest nam kolejny nowy samochód, smarfton, który produkuje 86 kg odpadu czy nowe ubranie? W Szwecji promuje się kupowanie ubrań z tzw. drugiej ręki czy korzystania do końca ich żywotności z rzeczy, które nadają się do recyklingu, jak papier. Po 6- krotnym recyklingi jest spalany i wytwarza się z niego energia. Natomiast zakopany w ziemi wytwarza bakterie, a te gaz cieplarniany.
Ważna jest edukacja sensu segregacji odpadów. Czym lepiej posegregowane odpady, tym tańsze w odbiorze i łatwiejsze w przetwarzaniu - argumentują Szwedzi.
Obiekt Sysav, zlokalizowany na obrzeżach miasta, tuż przy morzu. Jest to spółka kapitałowa z udziałem 14 gmin zlokalizowanych na południu kraju. W Szwecji, podobnie jak w Polsce, za stałe odpady odpowiada Gmina. Szwedzi szczycą się swoim przedsięwzięciem, a także tym, że na śmieciach zarabiają ogromne pieniądze. W dobie kryzysu energetycznego mają też "swoją" energię. Przed Polską ważne decyzje, ale i mądre wybory. Na pytanie czy kupić nowe auto czy do końca jeździć starym i go remontować? Odpowiedź Nillsona była jednoznaczna - remontować do końca. Jak nowy to elektryk, a najlepiej rower.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze