Susza, rekordowe upały jak ten w ostatni weekend, gdzie termometry pokazały 40 stopni Celsjusza sprawiają, że mieszkańcy powiatu wołowskiego coraz częściej decydują się na budowę własnych studni. Przy prywatnych posesjach pojawiają się wiertnice, a firmy wykonujące odwierty nie narzekają na brak zleceń. Jedni chcą uniezależnić się od rosnących rachunków za wodę, inni szukają zabezpieczenia na wypadek kolejnych suchych lat. Czy studnię można wykonać bez pozwolenia? Ile kosztuje odwiert i czy wodę z własnej studni można pić bezpiecznie i w nieskończoność? Na te pytania odpowiadają Wody Polskie, Sanepid, Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji w Wołowie oraz właściciel firmy wykonującej odwierty. Ten mówi wprost - wody w ziemi jest coraz mniej.
Przy drogach coraz częściej można zauważyć reklamy firm wykonujących odwierty. Na prywatnych posesjach pojawiają się wiertnice, a temat własnej studni wraca w rozmowach mieszkańców równie często jak pogoda. Jeszcze kilka lat temu studnia głębinowa była dla wielu osób dodatkiem do domu lub ogrodu. Dziś coraz częściej staje się sposobem na zabezpieczenie dostępu do wody podczas upałów oraz podlewania ogrodów. Mieszkańcy pytają przede wszystkim o jedno: czy w przyszłości wody nie zabraknie? A służby zaczynają pilnować każdej kropli.

Temat suszy coraz częściej pojawia się w codziennych rozmowach mieszkańców. Niepokój budzą nie tylko wysokie temperatury, ale także coraz niższy poziom wód i problemy z podlewaniem ogrodów.
- Na ogródkach działkowych wodę reglamentują dwa dni w tygodniu po 45 minut. Tyle, że jak wszyscy rzucą się podlewać jednocześnie, to ciśnienia praktycznie nie ma - opowiada pan Stanisław Stygała z Brzegu Dolnego. - Zacząłem sam kopać studnię. Doszedłem do kamienia i na razie wyciągnę dwa, trzy wiaderka wody. Ale najbardziej martwi mnie nie to, że jej brakuje dziś. Martwi mnie przyszłość. Wszystko usycha. Już w tym roku będzie ciężko, a z roku na rok jest coraz gorzej.
Podobne obawy słychać w wielu miejscowościach powiatu. Mieszkańcy obserwują wyschnięte rowy, pożółkłe trawniki i coraz słabsze plony w przydomowych ogródkach.
Nieco spokojniej do sytuacji podchodzi pan Krzysztof Stec, którego działka znajduje się w sąsiedztwie stawu.
- Mam trochę łatwiej, bo działka jest obok stawu. Mogę nabrać trochę wody do podlewania. Chociaż przyznam, że niektórzy sąsiedzi patrzą na to krzywo. Każdy dziś liczy pojedynczą kroplę - mówi. Dlatego dba o staw jak o własny dom. Czyści go, pilnuje spadków, alarmuje służby, kiedy zapchane są rowy. Ale częste awarie sieci wodociągowych też jak mówi dają mu w kość. Wówczas jesteśmy odcięci od wody, a prace trwają godzinami - martwi się. I nie wie czy to ma związek z małymi opadami?

Jak przyznaje Rafał Borzyński, prezes Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Wołowie, obecnie sytuacja jest stabilna.
– Mieszkańcy nie muszą obawiać się problemów z dostępnością wody potnej. Gmina Wołów korzysta przede wszystkim z ujęć głębinowych, które są znacznie mniej podatne na krótkotrwałe okresy bezdeszczowe – mówi prezes PWK.
Jednocześnie wodociągowcy obserwują skutki coraz dłuższych okresów bez opadów.
– Mamy przypadki mieszkańców, którzy zdecydowali się na podłączenie do sieci wodociągowej właśnie z powodu wyschnięcia własnych studni – przyznaje prezes Rafał Borzyński. - Przykładem jest Lubiąż. Przez lata wykonano tam około dziesięciu odwiertów. Część z nich przestała działać z powodu niewystarczających zasobów wody. Dlatego miejscowość jest obecnie częściowo zasilana również z Wołowa.
Brak opadów coraz częściej doskwiera mieszkańcy dlatego rozpoczynają poszukiwania wody na "własną rękę" I kopią studnie.
To jedno z najczęściej zadawanych pytań przez mieszkańców. Jak wyjaśnia Kurierowi Gmin, Patryk Bałajewicz, rzecznik Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej we Wrocławiu, w wielu przypadkach wykonanie studni głębinowej nie wymaga pozwolenia wodnoprawnego. Czyli, kiedy głębokość studni nie przekracza 30 metrów, pobór wody nie przekracza średniorocznie 5 m³ na dobę,woda wykorzystywana jest wyłącznie na potrzeby własnego gospodarstwa domowego lub rolnego.
Pozwolenie wodnoprawne będzie konieczne między innymi wtedy, gdy studnia ma być głębsza niż 30 metrów, pobór wody będzie większy lub woda ma służyć działalności gospodarczej.
Jakie kary grożą za nielegalną studnię? Wody Polskie przypominają, że pobór wody bez wymaganych zgód może skutkować karami administracyjnymi. W zależności od rodzaju naruszenia mogą one wynosić od 5 tys. zł do nawet 1 mln zł. Instytucja podkreśla również, że rosnąca liczba prywatnych ujęć może lokalnie wpływać na poziom wód podziemnych.

– Największe ryzyko występuje tam, gdzie wiele studni funkcjonuje na niewielkim obszarze lub gdzie pobór przekracza naturalne możliwości odnawiania zasobów wodnych – dodaje.
Jak z kolei mówi Adam Krzyżański, właściciel firmy wykonującej odwierty, zainteresowanie wykopaniem prywatnych studni wzrosło w ostatnich latach. Z jego doświadczenia wynika, że wodę można znaleźć praktycznie na każdej działce, jednak coraz częściej trzeba szukać jej znacznie głębiej niż jeszcze kilkanaście lat temu. Dawne studnie kopane o głębokości 10–15 metrów coraz częściej wysychają.
Specjalista podkreśla, że miejsce odwiertu wyznacza się na podstawie warunków geologicznych i obowiązujących przepisów, a nie metod takich jak różdżkarstwo czy wahadełka, które nie mają naukowego potwierdzenia.
Koszt wykonania studni głębinowej w regionie to zazwyczaj około 10 tys. zł.
Jednocześnie Adam Krzyżański zwraca uwagę, że spadek poziomu wód gruntowych jest coraz bardziej widoczny w powiecie wołowskim. Coraz więcej właścicieli starych studni zgłasza się z problemem ich wysychania i pyta o możliwość pogłębienia ujęć. Jego zdaniem własne studnie będą zyskiwać na znaczeniu, jednak niezależnie od źródła wody należy korzystać z niej oszczędnie, ponieważ jej zasoby stale się zmniejszają, dlatego dziś odwierty wykonywane są nawet na głębokość 100–120 metrów.
Woda ze studni nadaje się tylko do celów gospodarczych, bo jej jakość nie jest kontrolowana przez służby sanitaryjne.
– Studnie indywidualne nie są objęte nadzorem Inspekcji Sanitarnej. Jakość tej wody powinna być kontrolowana przez użytkownika, czyli właściciela studni – mówi Krystyna Flesz-Chlebowska, dyrektor Powiatowego Inspektoratu Sanitarnego w Wołowie.
Sanepid przypomina, że na terenie powiatu wołowskiego wody podziemne często zawierają podwyższone ilości żelaza i manganu. Mogą również występować zanieczyszczenia mikrobiologiczne. Dlatego przed spożyciem wody z własnego ujęcia powinno się wykonać badania laboratoryjne.
Dyrektora Stacji Sanitarnej w Wołowie mówi, że mieszkańcy powinni bezpiecznie korzystać z wody dostarczanej przez wodociągi. Na terenie powiatu wołowskiego działa 19 stacji uzdatniania wody korzystających z 54 studni głębinowych. Woda jest regularnie kontrolowana zarówno przez przedsiębiorstwa wodociągowe, jak i służby sanitarne.
Ostatnie dni przyniosły temperatury sięgające nawet 40 stopni Celsjusza. To właśnie podczas takich fal upałów mieszkańcy najczęściej zaczynają myśleć o własnym źródle wody. Eksperci przypominają jednak, że woda nie jest zasobem nieograniczonym. Walka o każdą kroplę wody coraz częściej odbywa się z wykorzystaniem nowoczesnych technologii. PWK Wołów monitoruje przepływy i ciśnienie w sieci praktycznie przez całą dobę.
– Jesteśmy w stanie wykryć nawet pojedyncze otwarcie hydrantu – mówi prezes Rafał Borzyński.
Do lokalizowania problemów wykorzystywane są również drony. Dzięki temu wodociągi mogą szybciej reagować na awarie i przypadki nielegalnego poboru.
– Gminy regularnie wysyłają komunikaty, żeby ograniczać zużycie wody do napełniania przydomowych basenów czy podlewania ogrodów. Jeszcze kilka lat temu takich apeli praktycznie nie było, a dziś pojawiają się niemal każdego lata – zauważa pan Jan.
Mieszkańcy podkreślają, że problem przestaje być jedynie tematem rozmów o pogodzie. Coraz częściej staje się zmartwieniem związanym z codziennym funkcjonowaniem, utrzymaniem ogrodów, upraw i dostępem do wody w kolejnych latach.
Dlatego pani Ela nie planuje wiercenia studni głębinowej. – A co będzie z pobliskim stawem? Co z rybami? – pyta. Zamiast sięgać po wodę spod ziemi, od lat stawia na deszczówkę. Przy domu stoją beczki, wiadra, konewki i tysiąclitrowy zbiornik, który kupiła specjalnie do gromadzenia wody z opadów. – Na razie wystarcza. To chyba najbardziej racjonalny sposób na suszę. Najlepsza jest woda prosto z nieba, tylko niestety z roku na rok jest jej coraz mniej – mówi. W jej ogrodzie każdy sezon to niewiadoma. – Co roku to loteria. Nigdy nie wiadomo, co urośnie, a co uschnie. - Taki mamy klimat – dodaje z uśmiechem.
Marta Ringart-Orłowska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze