Abstrakcjonizm, konstruktywizm, surrealizm i dadaizm to kierunki w sztuce, które ukształtowały główny nurt malarstwa współczesnego po XX wieku. Jednak podczas czwartkowej wystawy w Wołowskim Ośrodku Kultury widać wyraźnie, że najważniejszy pozostaje człowiek i jego emocje.
Na wystawie prac Aleksandry Zając i Wojciecha Stróżyka pt. „CZAS LECI” obserwować możemy motyw czasu oraz przemijania. To nie tylko obraz współczesnego portretu przemijania, ale – jak podkreśla sama autorka – także odniesienie do czasu, jaki dzielił artystów od ich poprzedniej, wspólnej wystawy.
JAKI KIERUNEK SZTUKI WSPÓŁCZESNEJ PRZEMAWIA PRZEZ PANI PRACE NA DZISIEJSZEJ WYSTAWIE?
W moich pracach portretuję emocje, a technika jaką stosuję jest drugorzędna. Staram się uchwycić uczucie, które pojawiło się we mnie w momencie, gdy dotknęła mnie inspiracja. To, że ciągnie mnie w stronę realizmu, to dlatego, że taka forma do mnie przemawia. W moich pracach pojawia się złoto, co wzięło początek od ikon. Kilka lat temu przygotowując ikonę na zajęcia pomyślałam, że fajnie by było spróbować czegoś nowego – zrobić parę portretów ze złotym tłem. Efektem jest powstanie Złotej Kolekcji – serii portretów, których wspólnym mianownikiem jest złoto.
PANIE WOJCIECHU, A PAN JAKO WSPÓŁAUTOR WYSTAWY – SKĄD CZERPIE PAN SWOJE INSPIRACJE?
Jak wspomniałem w mowie otwierającej wystawę, jestem samoukiem, moje wykształcenie plastyczne skończyło się w szkole średniej. Od zawsze lubiłem rysować, sam się wszystkiego uczyłem, w późniejszym czasie nauczyłem się przygotowywać tradycyjne podobrazie malarskie. Dużo fotografuję, głównie przyrodę, i z tego między innymi czerpałem inspiracje do swoich pejzaży.
PANI ALEKSANDRO, KTÓRY Z OBRAZÓW NAJBARDZIEJ NAWIĄZUJE DO PRZEMIJANIA?
Jest to obraz “Rdza, czyli przemijanie” i przedstawia on kobietę dojrzałą, u szczytu swojego piękna, świadomej, że jej czas zaczyna przemijać. Wciąż urzekająca, lecz czująca, że jej najlepszy moment minął – z bliska widać w oku łzę, która błyszczy dosłownie na krawędzi. Złocenia symbolizują ją – złoto jako metal szlachetny nie koroduje, tu zaś przedstawiłam je naruszone przez rdzę. Tytuł wystawy “CZAS LECI” nasunął się sam, gdy przypomniałam sobie daty, bowiem minęło już 15 lat od czasu, kiedy z Tatą mieliśmy tutaj pierwszą wspólną wystawę w duecie.
DLACZEGO WYSTAWIA PANI SWOJE PRACE RAZEM Z PRACAMI TATY?
Dobrze jest skonfrontować różne style i pokazać, pod czyim okiem uczyłam się malować. Jako młoda osoba podglądałam, jak Tata maluje, podsuwał lektury na temat sztuki, z czasem z Tatą wspólnie uzupełnialiśmy się wiedzą. Gdy uzbieraliśmy pewien dorobek malarski, postanowiliśmy wspólnie go zaprezentować w 2011 roku. Skonfrontowanie dzieł samouka i osoby wykształconej artystycznie niczego nie determinuje w odbiorze. Ile odbiorców, tyle wrażeń. Moje malarstwo figuratywne może kogoś nudzić, zaś odejście od realizmu na rzecz ekspresjonizmu w pracach Taty może być dla wielu wartościowe. Piękne są efekty malowania bez zahamowań, gdy obrazy wypływają z serca.
JAK SIĘ PANI CZUJE W WOŁOWIE?
Czuję się w Wołowie u siebie. Mam ogromne szczęście, że pracuję tak, jak zawsze marzyłam – jestem nie tylko malarką, ale też konserwatorką dzieł sztuki, realizuję zlecenia w moim rodzinnym mieście. Dobrze wspominam czasy dorastania, w których Wołów był miastem rozwijającym się muzycznie. Chętnie uczestniczę w wydarzeniach kulturalnych, staram się być na każdym wernisażu. Wspieram lokalne akcje charytatywne, przekazując na nie swoje prace na licytacje. Zapraszam do kontaktu osoby potrzebujące takiego wsparcia.
Wystawa „CZAS LECI” to spotkanie dwóch artystycznych światów, ale też opowieść o relacji, czasie i emocjach – tych, które w sztuce pozostają najważniejsze.
Katarzyna Bobowska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze