- Mieszkańcy odsyłani są na SOR do Wrocławia czy Trzebnicy. Musimy się więc zastanowić, czy zależy nam na funkcjonowaniu oddziałów dla samego ich istnienia, czy realnej pomocy mieszkańcom naszego powiatu. W przychodniach nie ma lekarzy, ludzie tygodniami oczekują na przyjęcie nawet w przypadku przeziębienia, nie ma specjalistów. O powiatowej służbie zdrowia rozmawiamy z Janem Janasem, starostą powiatu wołowskiego.
Rozmowa ukazała się w numerze Kuriera Gmin z 25 lipca 2024 r. -> POBIERZ
- Jakie pierwsze decyzje podjął Pan jako starosta w sprawie PCM?
- Spółka znajduje się obecnie w bardzo trudnej sytuacji prawnej i finansowej z uwagi na proces restrukturyzacji. Jako starosta, reprezentujący jednego z trzech właścicieli spółki mam ograniczone możliwości bieżącego wpływu na podejmowane w spółce decyzje. W pierwszej kolejności zarząd powołał nowego członka rady nadzorczej spółki, aby uzyskać realny obraz sytuacji spółki i dostęp do dokumentów. Uprawnieniem właściciela jest również przeprowadzenie kontroli właścicielskiej i takowa ma obecnie miejsce w spółce.
- Jak wygląda sytuacja w PCM? Jakie mamy zadłużenie i co to może oznaczać dla pacjentów?
- Trzeba sobie jasno powiedzieć, że spółka jest na krawędzi. Istnieje realne zagrożenie dla jej dalszego funkcjonowania. Jedną kwestią jest prowadzona przez lata polityka wszystkich rządów, która sprowadza się do niewystarczającej wyceny świadczonych usług medycznych. To problem każdego podmiotu medycznego w kraju. Drugą kwestią jest to w jaki sposób spółka dysponowała tymi ubogimi środkami, jak tworzona była oferta medyczna i jak spółka funkcjonuje przez ostatnie lata. Prezes Piotr Burdach bez wiedzy wspólników wszedł w postępowanie restrukturyzacyjne. Pojawił się zarządca sądowy, który miał "uzdrowić" sytuację. Założeniem restrukturyzacji miała być terminowa spłata bieżących zobowiązań i podjęcie układu z wierzycielami co do spłaty zadłużenia będącego przedmiotem restrukturyzacji. Dług spółki do 31.01.2023 r. wynosił ponad 9 milionów złotych. Tymczasem w ostatnim czasie otrzymaliśmy informację, że prezes Burdach w porozumieniu z zarządcą nie płacili kolejnych zobowiązań wobec ZUS i de facto zerwali układ ratalny, przygotowany w formie, o którą sami wnioskowali. Mowa o kolejnych ponad 8 milionach złotych zobowiązań wobec ubezpieczyciela.
- Spółka nie ma pieniędzy, aby płacić ZUS?
- Sedno sprawy polega na tym, że na rachunku bankowym spółki jest ponad 7 milionów złotych, ulokowanych na rachunkach bieżących i lokatach. Prezes pytany, dlaczego nie reguluje więc chociaż części zobowiązań wobec ZUS zasłania się poleceniami zarządcy, który prowadzi politykę "twardej ręki wobec ZUS". Efekt jest taki, że ZUS zawnioskował o umorzenie postępowania sanacyjnego, co może skończyć się likwidacją. Złośliwy mógłby powiedzieć, że celem zarządcy Pana Jerzego Pałysa od początku było ogłoszenie upadłości, jednak odroczone w czasie do wyborów i dlatego kumulował środki na rachunkach, aby zabezpieczyć swoje przyszłe wynagrodzenie, niekoniecznie myśląc o dobru spółki i jej wierzycieli. Ja na dzisiaj nie jestem w stanie powiedzieć jak jest naprawdę. Jednak z dużym niepokojem śledzę jego poczynania kiedy czytam w korespondencji, że środki na koncie zabezpiecza na wypadek upadłości spółki, jednocześnie zwiększając zadłużenie.
- Kto dziś podejmuje realne decyzje w spółce?
- Na podstawie dotychczasowych obserwacji można wnioskować, że rola prezesa Piotra Burdacha została ograniczona do dobrze wynagradzanego długopisu. Zarządca Jerzy Pałys podejmuje decyzje, bez jasno ustalonego planu z właścicielami, bez zatwierdzonego planu restrukturyzacji przez sąd. W spółce funkcjonuje więc prezes, dwóch doradców prezesa, pełnomocnik prezesa, wszyscy obsługiwani są przez dwie kancelarie prawne, a ostatecznie decyzje i tak są podejmowane poza jej organami.
- Tylko, że odpowiedzialność polityczna ostatecznie spadnie na władze samorządowe. Zarządca w wypowiedziach publicznych podkreśla, że nadal nie możecie się porozumieć w sprawie przekazania środków.
- Mija się z prawdą. Wypracowaliśmy z pozostałymi wspólnikami – burmistrzami Dariuszem Chmurą i Ireneuszem Furą porozumienie w zakresie polityki zasilenia spółki pieniędzmi. Nie podlega wątpliwości, że spółka potrzebuje pieniędzy. Musimy jednak mieć pewność, że pieniądze podatników zostaną właściwie wydatkowane i rzeczywiście pozwolą na dalsze funkcjonowanie PCM. Przypomnę, że spółka nie spłaciła kredytu na rachunku obrotowym zaciągniętego w BGK, a zabezpieczonego nieruchomościami powiatu wołowskiego. Groziła nam egzekucja z nieruchomości zlokalizowanych za szpitalem w Wołowie, więc w tym roku zabezpieczyliśmy ponad 1,7 miliona złotych w celu spłaty tego zobowiązania. To pokazuje dobitnie, że jest dobra wola wspólników.
- W ubiegłym tygodniu minister zdrowia ogłosiła program dla szpitali i przychodni. Mamy szansę być jego częścią?
- Konferencja w Ministerstwie Zdrowia odbyła się w celu przedstawienia zarysu planowanych zmian. Mówi się o konsolidacji podmiotów, oddłużeniu, jednakże wciąż brak jasnej wizji funkcjonowania systemu opieki zdrowotnej. Byliśmy obecni na tej konferencji i będziemy śledzić prace legislacyjne.
- Poprzednie władze samorządowe Brzegu Dolnego i Powiatu były zachwycone działalnością prezesa Piotra Burdacha, podkreślały, że w spółce wiele się zmieniło, jest nowy sprzęt, działa oddział chirurgii. Propagandowe materiały w Panoramie Brzegu Dolnego publikowane latami nie przekonały mieszkańców, którzy krytykowali sposób funkcjonowania szpitali. Ale władza nikogo nie słuchała.
- Za świetny przykład dotychczasowego działania prezesa Piotra Burdacha może posłużyć tomograf, który stanął w budynku przychodni w Brzegu Dolnym. Przed ubiegłorocznymi wyborami parlamentarnymi ogłoszono wielki sukces, było przecięcie wstęgi i dużo zdjęć. Przez pół roku tomograf stał, bez kontraktu i personelu. Jak został już uruchomiony to okazało się, że nie będzie służył wszystkim pacjentom szpitala, ponieważ nie ma możliwości obsługi osób leżących. Nie wjedzie tam łóżko, ledwo mieści się wózek dla osoby niepełnosprawnej. Oddział chirurgii realizuje w większości planowe operacje, mieszkaniec przychodzący z "ulicy" nie znajdzie tam pomocy w pilnych sytuacjach. Mieszkańcy odsyłani są na SOR do Wrocławia czy Trzebnicy. Musimy się więc zastanowić, czy zależy nam na funkcjonowaniu oddziałów dla samego ich istnienia, czy realnej pomocy mieszkańcom naszego powiatu. W przychodniach nie ma lekarzy, ludzie tygodniami oczekują na przyjęcie nawet w przypadku przeziębienia, nie ma specjalistów. Prezes Burdach przez pięć ostatnich lat nie rozwinął spółki, nie potrafił współpracować z właścicielami, a wręcz skupiał się na generowaniu konfliktów. Uważam, że nie wykorzystał swojej szansy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze