Reklama

Dzwonisz po karetkę, przyjeżdża wóz strażacki. Dlaczego to strażacy ratują nam życie?

13/02/2026 13:08

Mieszkańcy powiatu wołowskiego coraz częściej przecierają oczy ze zdumienia: do zasłabnięć, problemów z sercem czy wypadków domowych zamiast białego ambulansu przyjeżdża potężny czerwony wóz bojowy. Czy strażacy zmienili profesję? Nie, to efekt procedur, które mają jeden cel: wygrać walkę z czasem.

Wtorek, 10 lutego, godzina 13:19. Do służb wpływa dramatyczne zgłoszenie z Boraszyc Wielkich. Mężczyzna, który przyszedł z posiłkiem do swojego 73-letniego podopiecznego, znalazł go nieprzytomnego na podłodze. Sytuacja jest krytyczna, liczy się każda minuta. Na miejsce pędzą strażacy: JRG Wołów, OSP Krzelów i OSP Wińsko.

– Mężczyzna potrzebował pilnej pomocy medycznej. Na miejsce wezwano śmigłowiec LPR bo nie było dostępnej karetki, zabezpieczaliśmy lądowisko. Finalnie dotarła też karetka, której pomogliśmy w transporcie pacjenta. Trafił do szpitala drogą lądową – relacjonuje st. kpt. Daniel Lisiecki, Dowódca Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej w Wołowie.

Reklama

Kilka dni później podobna scena w Lubiążu. Na sygnale jadą trzy wozy: z PSP Wołów, OSP Lubiąż i OSP Krzydlina Wielka. Na miejscu okazuje się, że ratownicy medyczni już działają. Strażacy jedynie zabezpieczają teren. Skąd ten pośpiech i taka liczba jednostek?

Procedury numeru 112: Kto decyduje?

Wiele osób zastanawia się, dlaczego do "zwykłego" zasłabnięcia wysyłany jest wóz bojowy. Odpowiedź kryje się w dyspozytorniach medycznych i centrach powiadamiania ratunkowego.

Kiedy wszystkie okoliczne karetki są zajęte lub znajdują się zbyt daleko od miejsca zdarzenia, dyspozytor ma prawo wysłać do pacjenta tzw. Izolowaną Jednostkę Ratownictwa Medycznego. Strażacy, jako formacja zintegrowana z systemem ratownictwa, są naturalnym wyborem.

Reklama

– O tym, czy wyjeżdżamy, decyduje operator numeru 112. Jeśli dostajemy wezwanie, musimy wyjechać. Gdy jedziemy do zdarzenia, nie wiemy, jaka jest aktualna sytuacja Zespołów Ratownictwa Medycznego. Dopiero na miejscu weryfikujemy stan faktyczny – wyjaśnia st. kpt. Daniel Lisiecki.

Strażak, który jest medykiem

Warto obalić mit, że strażacy potrafią jedynie gasić ogień. Każdy strażak w Polsce posiada uprawnienia w zakresie Kwalifikowanej Pierwszej Pomocy (KPP), a ich sprzęt (torby medyczne R1, defibrylatory AED) jest identyczny z tym, który znajduje się w podstawowym wyposażeniu karetek.

Reklama

– Posiadamy bardzo dobrze wykwalifikowaną kadrę. Wielu z naszych strażaków to dyplomowani ratownicy medyczni, którzy w wolnym czasie sami jeżdżą w karetkach pogotowia – dodaje Dowódca JRG.

Walka o oddech

Strażacy są wzywani szczególnie tam, gdzie dochodzi do nagłego zatrzymania krążenia. Powód jest prozaiczny, ale kluczowy: siła fizyczna i liczba osób.

– Jesteśmy wysyłani do zdarzeń wymagających resuscytacji. Pomagamy wtedy ratownikom medycznym, ponieważ taka akcja może trwać bardzo długo, nawet kilka godzin. Jest wyczerpująca, potrzeba do niej ogromnej energii. Robimy to wtedy na zmianę – podkreśla kpt. Lisiecki.

Reklama

Dzięki temu ratownicy medyczni mogą skupić się na podawaniu leków i zaawansowanych czynnościach medycznych, podczas gdy strażacy dbają o mechaniczne tłoczenie krwi do mózgu pacjenta.

Systemowa "dziura"

Dlaczego strażacy są wzywani do pacjentów tak często? Odpowiedź kryje się w trudnej sytuacji ratownictwa medycznego w naszym regionie. W powiecie wołowskim na co dzień stacjonują zaledwie dwie karetki pogotowia. Jeśli oba zespoły są już przy pacjentach, dyspozytor musi szukać wsparcia w sąsiednich powiatach, co drastycznie wydłuża czas oczekiwania na ratunek.

Reklama

Dodatkowym problemem jest brak Szpitalnego Oddziału Ratunkowego (SOR) na terenie naszego powiatu. Pacjenci wymagający pilnej pomocy najczęściej transportowani są do Wrocławia. Tam jednak zaczynają się kolejne schody.

– Karetki potrafią utknąć na wrocławskich SOR-ach nawet na kilka godzin, czekając na przekazanie pacjenta. W tym czasie nasz powiat pozostaje bez zabezpieczenia medycznego – komentuje st. kpt. Daniel Lisiecki.

Właśnie w takich momentach czerwony wóz strażacki staje się jedyną szansą dla chorego. Strażacy nie zastępują lekarzy, ale wypełniają lukę w systemie, dbając o to, by pacjent przeżył do momentu przyjazdu wolnego ambulansu.

Reklama

Strażak z konieczności, medyk z wyboru

Widok strażaków prowadzących reanimację w salonie czy na ulicy przestał być rzadkością, a stał się koniecznością. Mając tylko dwie karetki w powiecie i brak własnego SOR-u, jesteśmy zakładnikami systemu, który m.in. we Wrocławiu czy w Legnicy regularnie się korkuje. Strażacy z Wołowa, Brzegu Dolnego czy okolicznych OSP wykonują tytaniczną pracę, biorąc na siebie odpowiedzialność, która teoretycznie powinna spoczywać na innych barkach. Warto o tym pamiętać, gdy następnym razem zobaczymy wóz bojowy podjeżdżający do zasłabnięcia, oni nie "zabierają pracy" ratownikom, oni kupują nam czas, którego system nie potrafi nam zagwarantować.

Dagmara Zielińska

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 13/02/2026 13:13
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kuriergmin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości