Minione kilkadziesiąt godzin przyniosło jedne z najtrudniejszych warunków drogowych tej zimy. Marznące opady deszczu sprawiły, że drogi i chodniki w powiecie wołowskim – podobnie jak w całym regionie – zamieniły się w niebezpieczne lodowiska. Skutki były natychmiastowe: kolizje, auta w rowach, zablokowane trasy, ogromne opóźnienia w ruchu i paraliż komunikacyjny.
Już w środę, 4 lutego, Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej wydał ostrzeżenie drugiego stopnia przed marznącym deszczem i gołoledzią. Zjawisko prognozowano od godz. 22:00 do czwartku do południa, z prawdopodobieństwem aż 80 procent. Służby apelowały o ostrożność, ograniczenie podróży oraz dostosowanie prędkości do warunków.
Prognozy niestety sprawdziły się w najgorszym możliwym wariancie.
Od wczesnych godzin nocnych i porannych do redakcji zaczęły spływać dziesiątki relacji mieszkańców, opisujących dramatyczną sytuację na drogach:
– Rano w Radeczu ciężarówka zsunęła się bokiem i wepchnęła osobówkę do rowu – relacjonuje Stanisław Gidel.
– Alerty były, a drogi nietknięte. Ludzie przewracają się na chodnikach, auta w rowach. Po co te apele? – pyta Sylwia Sztymer.
– Od północy na drogach Wołów–Brzeg Dolny praktycznie nie ma jazdy – dodaje Piotr Szczypel.
– Chodniki to kosmos, przejścia śliskie jak tafla lodu – pisze Ela Kuśmierczyk.
– Trasa Wołów–Brzeg Dolny–Oborniki Śląskie zablokowana, tiry stoją, auta w rowach – informuje Madzia Magdalena.
Jedna z czytelniczek opisuje, że piesza droga do pracy, która normalnie zajmuje 20 minut, trwała dziś ponad półtorej godziny, a na trasie nie widziała żadnej piaskarki.
Problemy nie ominęły również kolei. Oblodzona sieć trakcyjna doprowadziła do wstrzymania ruchu pociągów. Odwołane kursy, wielogodzinne opóźnienia i brak komunikacji zastępczej sprawiły, że dla wielu pasażerów poranny dojazd do pracy czy szkoły był po prostu niemożliwy. Pociągi w większości ruszyły już na trasy, ale opóźnienia są znaczne.
Policja odnotowała około 40 zdarzeń drogowych w krótkim czasie. Funkcjonariusze apelowali o:
ograniczenie podróży,
zachowanie dużych odstępów,
szczególną ostrożność na przejściach dla pieszych i mostach.
Zarządcy dróg potwierdzają, że sprzęt był w terenie. Zarząd Dróg Powiatowych rozpoczął działania już około godz. 2:00 w nocy, współpracując z gminami. Jednak jak tłumaczą służby przy marznącym deszczu efekty posypywania są bardzo krótkotrwałe, bo sól i piasek są szybko zmywane, a lód tworzy się niemal natychmiast.
Gołoledź powstaje, gdy deszcz spada na wychłodzoną nawierzchnię o temperaturze poniżej zera. Woda zamarza natychmiast, tworząc cienką, niemal niewidoczną warstwę lodu. To właśnie dlatego:
droga wygląda jak mokra, ale jest śliska jak szkło,
nawet niska prędkość nie gwarantuje przyczepności,
hamowanie i skręcanie często są nieskuteczne.
To jeden z najtrudniejszych scenariuszy zimowych, znacznie groźniejszy niż sam śnieg czy mróz.
W czwartek w wołowskim starostwie odbyło się posiedzenie sztabu kryzysowego, podczas którego zaplanowano działania na najbliższe dni. Komunikat urzędu nie przynosi jednak konkretnych odpowiedzi na uwagi mieszkańców: - Na podstawie ostatnich raportów i pogłębionej analizy sytuacji zaplanowano kolejne działania na najbliższe dni, oparte na ścisłej współpracy wszystkich służb. - Priorytetem pozostaje szybka reakcja, poprawa przejezdności dróg i maksymalne bezpieczeństwo mieszkańców - czytamy zapewnienia ze sztabu.
Zgodnie z prognozami trudne warunki mogą utrzymywać się nawet do 8 lutego. Służby apelują o rozwagę, ograniczenie podróży do niezbędnych oraz dostosowanie prędkości do warunków.
W obecnej sytuacji najlepszą decyzją, zarówno dla kierowców, jak i pieszych, jest ostrożność, cierpliwość i, jeśli to możliwe, pozostanie w domu.
Katarzyna Kijakowska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze