Z nadejściem cieplejszych dni na osiedlach naszego powiatu rozgorzał na dobre zielony spór. Dźwięk kosiarek jednych cieszy, jako znak dbałości o porządek, u innych wywołuje sprzeciw. Coraz głośniej mówi się bowiem o tym, że trawniki powinny zamieniać się w naturalne łąki. Kto ma rację w tym sporze i dlaczego gmina Wołów musi tłumaczyć się z zarośniętych poboczy głównych ulic
Przez lata standard był jeden: trawa w przestrzeni publicznej miała być krótka, równa i bezkompromisowo przystrzyżona. Od dłuższego czasu w polskich miastach widać jednak wyraźną zmianę myślenia. Ekolodzy i przyrodnicy apelują: "Zostawmy przestrzeń dla natury".
Argumenty zwolenników rzadszego koszenia są poparte twardymi danymi klimatycznymi. Po pierwsze: ochrona owadów. Wysoka trawa, w której kwitną mniszki, koniczyna czy stokrotki, to naturalna stołówka i schronienie dla pszczół i trzmieli.
Po drugie: walka z suszą. Krótko ścięty trawnik błyskawicznie wysycha, zamieniając się w żółte, mało estetyczne klepisko, które nie zatrzymuje wody podczas ulewnych deszczy. Wyższa trawa działa jak gąbka – zatrzymuje wilgoć w glebie, obniża temperaturę otoczenia w trakcie upałów i produkuje znacznie więcej tlenu.
Przeciwnicy "dzikich trawników" również mają swoje racje. Wielu mieszkańców uważa, że nieskoszone place w centrach miast wyglądają po prostu niechlujnie i zaniedbanie. Pojawiają się także argumenty dotyczące kleszczy czy uciążliwych pyłków.
Istnieją jednak miejsca, gdzie dyskusja o ekologii musi zejść na dalszy plan, a kluczowe staje się ludzkie bezpieczeństwo. Mowa o poboczach, skrzyżowaniach czy przejściach dla pieszych. Wysoka roślinność w takich punktach drastycznie ogranicza widoczność kierowcom, rowerzystom i pieszym, o czym doskonale wiedzą nasi czytelnicy.
Temat zarośniętych poboczy wywołał tak lawinową liczbę pytań i skarg do wołowskiego ratusza, że urzędnicy postanowili oficjalnie zabrać głos. I tu dochodzimy do sedna problemu.
Ratusz przypomniał, że nie prowadzi już utrzymania dróg wojewódzkich w obrębie Wołowa. Przejęła to Dolnośląska Służba Dróg i Kolei we Wrocławiu (DSDiK). To oznacza, że za zielone pułapki ograniczające widoczność na kluczowych ulicach odpowiadają urzędnicy z województwa.
Sprawa dotyczy aż trzech tras przelotowych przez Wołów:
Drogi nr 338 (ulice: Wiejska, Ludowa, Piłsudskiego, Chopina, Wojska Polskiego, Leśna, Kościuszki),
Drogi nr 339 (ulica Rawicka),
Drogi nr 340 (ulice: Ścinawska, Piłsudskiego, Zwycięstwa, Korzeniowskiego, Jana Pawła II, Trzebnicka, Żeromskiego).
Wołowski urząd przekazał jednak, że po interwencjach otrzymał zapewnienie z Wrocławia, że lada moment ekipy koszące mają wreszcie ruszyć w teren i zrobić porządek na wspomnianych ulicach.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ale jak obwodnice otwierali to cała świta z urzędu wojewódzkiego była a jak coś zrobić to już ciężko się doprosić... no cóż jacy włodarze taki syf na mieście... Takiego zarośniętego miasta jak żyje to nie pamiętam... ale co tam ważne, że dni Wołowa będą... w tym mieście nigdy nic normalnie nie będzie dopóki Ci sami ludzie będą przechodzili ze stołka na stołek...
Ale jak obwodnice otwierali to cała świta z urzędu wojewódzkiego była a jak coś zrobić to już ciężko się doprosić... no cóż jacy włodarze taki syf na mieście... Takiego zarośniętego miasta jak żyje to nie pamiętam... ale co tam ważne, że dni Wołowa będą... w tym mieście nigdy nic normalnie nie będzie dopóki Ci sami ludzie będą przechodzili ze stołka na stołek...