Na wczorajszej sesji w Brzegu Dolnym pojawili się przedstawiciele PCM Wołów: prezes Bartosz Granat, dyrektor finansowy Kamil Jezyna oraz dyrektor medyczny Jakub Dynia. Radna Maria Wabińska przygotowała aż 35 pytań – czasem szczegółowych, a czasem tak zaskakujących, że momentami zaczynało już brakować powagi.
Wabińska dopytywała m.in. o zatrudnienia w PCM, w tym o to, po co prezes zatrudnia kamerzystę. Pytała też, na jakiej podstawie mógł podpisać umowę z ALAB-em. — Na podstawie Kodeksu spółek handlowych — odpowiadał prezes Granat, podkreślając, że mieści się to w jego kompetencjach zarządczych.
Najważniejsza informacja była jasna: 6 listopada podpisano umowę z ALAB-em, który przejął obsługę laboratorium. Prezes przedstawił wstępne plany remontowe, a dyrektor finansowy podkreślał, że spółka nie zadłuża się, a jedynie spłaca stare długi.
Prezes wyjaśnił, że spółka nie mogła aplikować o środki unijne, ponieważ wciąż posiada zaległości wobec ZUS i dopiero niedawno wyszła z restrukturyzacji.
Dyrektor finansowy doprecyzował, prosząc radną, aby nie myliła zobowiązań z długami i nie przeinaczała kwot pomocy przekazywanej przez gminy. Dodał, że największy zysk spółki wypracowują pracownicy – i to im należy się podziękowanie.
Na pytania o plan rozwoju spółki prezes Granat odpowiedział, że sytuacja w ochronie zdrowia jest zmienna i „nie można przywiązywać się do jednego planu, bo dużo zależy od NFZ”.
Sesja wróciła do kluczowego pytania: czy burmistrz Ireneusz Fura wiedział o planach prezesa dotyczących przeniesienia przychodni na ul. 1 Maja?
Radna Martyna Owczarz odczytała fragment protokołu z posiedzenia wspólników, z którego jasno wynikało, że prezes poinformował o swoich planach. Tymczasem burmistrz wielokrotnie wcześniej podkreślał, że nic o tym nie wiedział.
Po odczytaniu dokumentu na sali zapadła cisza. Nie było dalszych pytań, komentarzy ani prób wyjaśniania. Protokół mówił sam za siebie.
W czerwcu nasza redakcja pytała burmistrza o tę sprawę, ponieważ prezes Granat publicznie mówił, że przekazał wspólnikom informację o nowej lokalizacji. Wtedy burmistrz powiedział nam:
„Nie mam żadnych dokumentów w tej sprawie. O zamiarze przeniesienia przychodni nie mówimy, dopóki nie ma formalnych podstaw. Dlatego nic mi na ten temat nie wiadomo. Jak mogę mówić o czymś, czego nie mam na biurku?”
Kiedy radni zauważyli w zakładce „przetargi”, że prezes zlecił przygotowanie koncepcji nowej przychodni, emocje i presja z ich strony zaczęły narastać. W efekcie dokumenty – zamiast trafić najpierw „na biurko” burmistrza – pojawiły się na Facebooku PCM.
Prezes Granat, atakowany przez radnych, nie rozumiał, dlaczego burmistrz wycofał się, zamiast bronić tej koncepcji. Burmistrz z kolei tłumaczył, że czekał na dokumenty, aby najpierw poznać argumenty.
Po odczytaniu protokołu pytanie pojawiło się samo. Ale odpowiedź – patrząc na fakty – nie jest zero-jedynkowa.
Wszystko wskazuje na to, że obie strony operowały inną definicją informacji:
• burmistrz – formalną, pisaną, potwierdzoną dokumentami,
• prezes – operacyjną, zadaniową, opartą na ustnych informacjach, które zostały później zapisane w protokole.
Do burmistrza dotarło, że to, co dla niego było luźną informacją, w spółce zaczęło się szybko przekształcać w realne działania. Kiedy on czekał na dokumenty, prezes już wykonywał zadanie — zlecając koncepcję remontu przychodni przy ul. 1 Maja za ok. 8 tys. zł.
Naszym zdaniem każdy mówił prawdę, ale każdy tę prawdę rozumiał i przedstawiał inaczej. Prezes był przekonany, że burmistrz wycofał się pod presją radnych. Burmistrz – że dopóki „nie ma dokumentów na stole”, nie ma też tematu. Prezes działał, burmistrz czekał, a radni podnieśli larum.
Bartosz Granat poinformował na sesji, że wycofał się z pomysłu przenosin po rozmowach z pracownikami, mieszkańcami, radnymi oraz po sprzeciwie burmistrza.
Burmistrz, który jeszcze niedawno stał z radnymi ramię w ramię, broniąc pozostawienia przychodni w dotychczasowej lokalizacji, tym razem zamiast podziękowań dostał od nich… protokół.
Dokument, który nie tylko zakończył dyskusję, ale też pokazał, że przez wiele miesięcy obie strony mówiły o tej samej sprawie zupełnie innymi językami.
Symbolicznie podsumowała to przewodnicząca Rady Miejskiej Anna Michalska, mówiąc podczas wielogodzinnej debaty: — Panowie, wy po prostu nie rozmawiacie ze sobą.
Zdanie, które chyba najlepiej opisuje cały przebieg tej sesji a przysłowie stare jak świat pokazało po raz kolejny prawdę: „Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta”.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze