Opłaty za śmieci znów idą w górę – i mieszkańcy powiatu wołowskiego czują to szczególnie mocno. W Brzegu Dolnym stawka wynosi już 44 zł od osoby, w Wołowie 45 zł, a w Wińsku 39 zł. To jedne z najwyższych kwot w regionie i znacznie powyżej średniej krajowej. Samorządy ostrzegają: to jeszcze nie koniec. Dlaczego płacimy tyle? Odpowiedź jest niewygodna, ale jasna – Dolny Śląsk jest jednym z ostatnich województw w Polsce, które nie ma własnej spalarni odpadów komunalnych.
Ten artykuł ukazał się w Kurierze Gmin z 25 listopada 2025 r. - POBIERZ
Opłaty za śmieci znów idą w górę, i mieszkańcy powiatu wołowskiego czują to szczególnie mocno. W Brzegu Dolnym stawka wynosi już 44 zł od osoby, w Wołowie 45 zł, a w Wińsku 39 zł. To jedne z najwyższych kwot w regionie i znacząco powyżej średniej krajowej. Samorządy ostrzegają: to jeszcze nie koniec.
Dlaczego płacimy tyle? Odpowiedź jest niewygodna, ale jasna – Dolny Śląsk jest jednym z ostatnich województw w Polsce, które nie ma własnej spalarni odpadów komunalnych.
Jeszcze 20-30 lat temu gospodarstwa domowe płaciły za śmieci symboliczne kwoty. W wielu gminach opłata była ryczałtowa od domu, nie od osoby, ale tanio było tylko dlatego, że system praktycznie nie istniał.

Do początku lat 2000 większość odpadów trafiała na składowiska, nie było segregacji, dzikie wysypiska były normą, odpady niebezpieczne wyrzucano razem z komunalnymi, a wysypiska często płonęły, uwalniając toksyczny dym. Zakopywanie śmieci kosztowało grosze. System był tani, bo był prymitywny.
Wprowadzenie obowiązku segregacji, przejęcie systemu przez gminy oraz konieczność spełnienia unijnych norm sprawiły, że pojawiły się sortownie, PSZOK-i, kompostownie, kary za niewywiązywanie się z poziomów recyklingu oraz nowe frakcje odpadów.
To, co dawniej wyrzucało się "na jedną kupę", dziś musi przejść kilka etapów przetwarzania. A to kosztuje - coraz więcej.
W latach 2019-2024 koszty zagospodarowania odpadów wzrosły w Polsce o ponad 70%. Średni Polak płaci dziś około 366 zł rocznie. Na Dolnym Śląsku - aż 494 zł, czyli najwięcej w kraju. Świętokrzyskie płaci ok. 230 zł, Lubelskie ok. 260 zł, Podkarpacie ok. 280 zł. Różnica to nawet 250 zł rocznie na osobę.
W Wołowie opłata wynosi 45 zł od osoby, w Brzegu Dolnym 44 zł, a w Wińsku 39 zł. Brak segregacji oznacza często podwojenie kwoty. Rodzina czteroosobowa może zapłacić nawet o 320 zł miesięcznie więcej.
Samorządy zapowiadają już kolejne wzrosty: w Brzegu Dolnym o około 6 zł, w Wołowie o około 5 zł.
Dolny Śląsk jest jednym z najbogatszych regionów Polski, ale w kwestii gospodarki odpadami pozostaje na końcu - nie funkcjonuje tu ani jedna spalarnia odpadów komunalnych.
W praktyce oznacza to konieczność wywozu frakcji energetycznej (RDF) setki kilometrów dalej - do cementowni lub innych województw. To generuje gigantyczne koszty transportu i przetworzenia, a ceny dyktują firmy spoza regionu.
Wojewódzki Plan Gospodarki Odpadami zakładał powstanie instalacji termicznego przekształcania odpadów w Brzegu Dolnym o mocy nawet 240 tys. ton rocznie. Projekt od początku budził emocje - i to ogromne.
Mieszkańcy dowiedzieli się o planach z opóźnieniem, samorząd gminy nie prowadził szerokiej debaty, a inwestor, powiązany z PCC Rokita, nie informował opinii publicznej o szczegółach przedsięwzięcia. Ukrywanie informacji zamiast rzetelnej rozmowy wywołało efekt odwrotny od zamierzonego - protesty, brak zaufania i blokadę inwestycji.
Na czym polega spalarnia odpadów?
Spalarnia odpadów komunalnych to nowoczesna instalacja, w której odpady nienadające się do recyklingu są przekształcane w energię i ciepło. Wbrew potocznym skojarzeniom nie jest to "wysypisko z kominem", lecz zaawansowany technologicznie zakład, który działa w systemie zamkniętym i spełnia restrykcyjne normy środowiskowe.
Odpad trafia do komory spalania, gdzie jest spalany w temperaturze 850–1100°C, co powoduje rozkład szkodliwych substancji i zmniejszenie objętości odpadów nawet o 90%. Powstająca energia służy do produkcji prądu i ciepła, które mogą zasilać miejską sieć ciepłowniczą. Spaliny przechodzą przez wieloetapowy system oczyszczania — filtry, reaktory i separatory — zanim trafią do komina. Pod względem czystości emisji spalarnia musi spełniać normy znacznie ostrzejsze niż np. elektrownie węglowe.
W efekcie zamiast wozić frakcję energetyczną RDF setki kilometrów dalej, odpady są przetwarzane lokalnie, a miasto zyskuje dodatkowe źródło energii. To dlatego tam, gdzie spalarnie działają — ceny za wywóz odpadów są stabilniejsze i niższe.
Wołów również miał swój projekt – i swoją burzę. Kilka lat temu gmina Wołów planowała budowę nowoczesnej sortowni odpadów, która miała działać w ramach gminnego systemu gospodarki odpadami i docelowo przynieść wymierne korzyści finansowe. Sortownia miała przerabiać odpady zmieszane oraz surowcowe, odzyskiwać frakcje nadające się do recyklingu i sprzedawać je na rynku. Zyski miały zasilać budżet gminy, a mieszkańcy – płacić niższe opłaty za odbiór śmieci.
Na czym miało to polegać? Sortownia to instalacja, w której odpady przechodzą przez ciąg urządzeń – przesiewaczy, separatorów, linii ręcznego i automatycznego sortowania. Z odpadów komunalnych odzyskuje się plastik, szkło, papier, metale, a pozostałość trafia do recyklerów lub jest przerabiana na paliwo alternatywne (RDF). Im więcej gmina odzyskuje, tym mniej musi oddawać do zewnętrznych zakładów, które pobierają opłatę za przyjęcie i przygotowanie odpadów do dalszego przetworzenia.
Taka instalacja mogła znacząco obniżyć koszty systemu śmieciowego w Wołowie — zwłaszcza dziś, gdy frakcje energetyczne trzeba wysyłać setki kilometrów dalej. Jednak projekt nie został zrealizowany.
Tu również zabrakło spokojnej rozmowy o faktach, a cała sprawa szybko przerodziła się w element lokalnej walki politycznej. Radni opozycji wzięli temat na sztandary przed wyborami burmistrza, przedstawiając sortownię jako inwestycję "niebezpieczną", "niechcianą", "uciążliwą", choć ta miała w pełni spełniać normy środowiskowe. Zamiast debaty merytorycznej - była kampania wyborcza.
Dziś mieszkańcy Wołowa płacą za to realną cenę: każda tona odpadów, która mogłaby być przerabiana lokalnie, musi być wywożona do instalacji w innych powiatach, za znacznie wyższą stawkę.
Mieszkańcy, postawieni przed faktem dokonanym, reagują sprzeciwem. Brak konsultacji, brak komunikacji i brak dialogu prowadzą do utraty społecznej akceptacji, niezależnie od tego, czy projekt jest korzystny, czy nie. Tak było w Brzegu Dolnym – i tak kończy się każda inwestycja, którą prowadzi się za plecami mieszkańców.
Dziś Dolny Śląsk nie ma spalarni, choć potrzebuje co najmniej dwóch, a region płaci za to najwyższą cenę w Polsce.
W Krakowie, Warszawie, Poznaniu, Szczecinie, Rzeszowie, Białymstoku, Koninie, Bydgoszczy, Gdańsku i Olsztynie. Tam spalarnie produkują ciepło i energię, a miasta nie muszą wozić odpadów setki kilometrów dalej. Dzięki temu ceny utrzymują stabilność na lata.
Najwięcej - cementownie, które przyjmują RDF i spalają go zamiast węgla. To one dyktują ceny. Sortownie i zakłady przetwarzania również zarabiają, chociaż recykling plastików staje się coraz mniej opłacalny. Firmy odbierające odpady borykają się natomiast z rosnącymi kosztami paliwa, logistyki i płac.
Gminy nie mogą mieć zysku – system ma się bilansować. Jeśli koszty rosną, opłaty idą w górę. Jeśli brakuje pieniędzy, dopłacają z budżetu, czyli z podatków mieszkańców.
To nie zła segregacja jest problemem, ale brak regionalnej instalacji do spalania odpadów. Jeśli województwo nie zdecyduje się na budowę własnej spalarni, podwyżki będą nieuniknione.
10 najważniejszych faktów o śmieciach
1. Kiedyś było taniej, bo 90% odpadów zakopywano.
2. Segregacja zaczęła się dopiero po 2013 roku.
3. Dolny Śląsk ma najwyższy koszt systemu w Polsce.
4. Powiat wołowski – jedne z najwyższych stawek w regionie.
5. Brak spalarni podbija ceny o kilkanaście–kilkadziesiąt procent.
6. Cementownie zarabiają na RDF najwięcej.
7. Sortownie mają coraz niższe dochody – surowce są warte mniej.
8. Recykling jest kosztowny, a kary za jego brak – wysokie.
9. Gmina nie zarabia ani złotówki – system jest "na zero".
10. Bez spalarni opłaty będą rosły szybciej niż inne podatki lokalne.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze