Reklama

"Nie ratuję wielorybów.... ale zrobiłam bąbelkową rewolucję w domu"

16/09/2023 14:03

- Co roku wynosiłam z domu około 1200 plastikowych butelek po wypitej gazowanej wodzie. Powiedziałam stop. Nie mogłam patrzeć już na ten plastik. I.... zrobiłam bąbelkową rewolucję - mówi Małgorzata Śliwińska, właścicielka szkółki roślin. Ona wie, jak ważna jest Matka - Ziemia, dzięki której ma pracę, zdrowie i jak mówi szczęśliwą rodzinę, która lubi pić dużo gazowanej wody.

Małgorzata Śliwińska z Radecza, wsi położonej w powiecie wołowskim, na co dzień zajmuje się ogrodnictwem. Razem z mężem prowadzą szkółkę roślin. Wie jak ważna jest Matka - Ziemia, klimat, owady, zwierzęta.... - Bez nich nie byłoby życia. A, aby to życie było, trzeba dbać o planetę - mówi, kiedy spotkaliśmy się, by porozmawiać o jej "bąbelkowej rewolucji", którą zrobiła w domu i zaraża innych swoim przykładem.

- Nie ratuję wielorybów - śmieje się Małgorzata. - Dbam o to, aby w naszym domu było zdrowo i ekologicznie.

Reklama

Takim pozytywnym działaniem, które przekłada się na liczby jest wyeliminowanie przez nią z domowego gospodarstwa plastikowych butelek.

-Lubię to swoje ekożycie - mówi Pani Małgorzata.

-  Dużo pijemy wody gazowanej. Sporo jej kupowałam i nosiłam te plastikowe butelki. Po wypiciu zaczynał się problem, co zrobić z tą górą plastiku, która nie mieściła się w przydomowym koszu. Trzeba było odpad składować w komórce, podobnie jak te napełnione butelki. Brakowało miejsca i  jeszcze ten wyrzut sumienia, kiedy patrzyłam ile zużywamy tego plastiku rocznie. Szukałam rozwiązania i... dowiedziałam się, że można kupić urządzenie do gazowania wody.

Reklama

Kranówka i swoje bąbelki - to jak odkrycie Ameryki

-  Kiedy policzyłam, okazało się, że rocznie kupowaliśmy 1200 plastikowych butelek z gazowaną wodą. Przez 3 lata nazbierało się aż 3600. Urządzenie okazało się strzałem w dziesiątkę. Od kiedy je kupiłam, w domu zero plastikowych butelek. Nalewamy wodę z kranu, do butelki wielokrotnego użytku, która nie zawiera szkodliwego związku chemicznego.  Uzupełniamy wodę gazem z urządzenia. Okazało się, że zwykła kranówka, nasycona dwutlenkiem węgla, smakuje lepiej niż ta ze sklepu. Redukcję odpadów odczuła nie tylko planeta, ale i nasz portfel i zdrowie - noszenie zgrzewek butelek, to nie lada wyczyn - wylicza korzyści pani Małgorzata. 

Reklama

Dzieci były zachwycone, bo okazało się, że można jeszcze dokupić i włożyć podczas gazowania do urządzenia syropy bez cukru np. o smaku coli czy sprita. Zrobiło się ekologicznie i zdrowiej - podsumowuje mama dwóch córek, które razem z nią dbają, aby w domu kwitło naturalne  życie.

- Byłam tak zadowolona z zakupu "bąbelkowego urządzenia", że namówiłam znajomego, aby też je sobie go kupił. Koszt, to około 300 zł, ale szybko zwraca się, można też poszukać w promocjach. 

W ogrodowej fontannie czeka na owady i ptaki woda z deszczówki. Ułożone w niej kamienie mają ułatwić im dostęp do wodopoju.

Reklama

Pani Małgorzata nie tylko zrobiła "bąbelkową rewolucję". Zaczęła zwracać uwagę na tzw. reklamówki jednorazowego użytku. - Plastik i folia zaczęły mnie, jakby uwierać - mówi. - Dostaję gęsiej skórki, jak pani w sklepie proponuje mi tzw. zrywkę. Uszyłam na zakupy torbę wielorazowego użytku. Taką małą, że mieści się w torebce. Gdybym tak biegała z tą folią po domu, to córka, która też zwraca uwagę na ekologię, zapłakałby się - dodaje pokazując jak całą rodziną myślą o klimacie. 

"Mam też swoje zapylacze"

Reklama

Kiedy siedzimy i rozmawiamy o gazowanej wodzie własnej produkcji, oko ucieka do przepięknego ogrodu Pani Małgorzaty. Oprócz zielonych nasadzeń, krzewów, drzew, kwiatów, widać umieszczone pojemniki z wodą dla pszczół, motyli, ptaków. Stoi też specjalna fontanna z deszczówką przystosowana do pojenia owadów. - Obserwuję jak przylatują, piją wodę, a później lecą zapylić kwiaty - zdradza tajemnice ze swojego ogrodu gospodyni. - Bez nich mój ogród umarłby.  Dbam o nie bardzo, bo dzięki nim mam życie. Jeżeli konieczny jest oprysk w ogrodzie, robimy to wczesnym rankiem lub późnym wieczorem, aby nie zaszkodzić owadom, czyli zapylaczom. Nowoczesne środki ochrony roślin są coraz bardziej przyjazne przyrodzie.

Owady, ptaki mają u nas bardzo dobrze, więc wracają. Długo nie widziałam wróbli, gdy ponownie wróciły, to moja radość była wielka. Dzięki temu, że gniazdują w naszych krzakach zmniejszają ilość niepożądanych szkodników, w tym komarów.  Cały świat roślinny, zwierzęcy jest ze sobą połączony. Co roku kupujemy spore ilości nasion słonecznika, aby ściągać do naszego ogrodu ptaki, które mają specjalne drzewo z setkami gniazd. Wczesną wiosną słychać jak śpiewają, hałasują, latają, a my nie mamy w domu ani much, ani komarów. Jak będziemy dobrze traktować przyrodę, to ona nam odda to co najlepsze.

Reklama

Pszczoły murarki wylecą na wiosnę i będą pylić w ogrodzie kwiaty i warzywa.

- Nie pryskam swoich posadzonych w ogrodzie warzyw, robię sama też nawozy - dodaje pani Małgorzata.- Mogę jeden polecić do samodzielnego zrobienia: skrzyp z  pokrzywą zalewa się wodą. Mieszanka buzuje robiąc naturalny nawóz. Dzięki niemu mam wielkie, zdrowe i soczyste pomidory, a ziemia nie wchłania toksyn ze sztucznych nawozów. Dbam nie tylko o rodzinę i jej zdrowie, ale i o zdrową ziemię i zapylacze, między innymi osy. Jak ich nie będzie, to nic nam nie urośnie naturalnie, na słońcu.

Reklama

Stąd kolejnym, nowym nabytkiem w ogrodzie państwa Śliwińskich są pszczoły murarki. - Na razie jestem na etapie testowania - śmieje się Pani Małgorzata. Zapisałam się do grupy facebookowej i uczę się ich hodowli. To takie małe, dzikie pszczoły. Kupiłam dwie budki, które zamontowałam na domu, specjalnie przy różach, aby chciały u mnie zamieszkać, czując zapach kwiatów. W budkach są już młode larwy, które zamurowała pszczoła, a dorosły osobnik wykluje się na wiosnę. Czekam z niecierpliwością. Będę miała swoje zapylacze!

Reklama

Przy domu suszą się zioła i trawy. Z jednych powstanie naturalny nawóz dla ziemi, a z drugich zdrowe napary na zimowe wieczory.

" Lubię swoje ekożycie"

Deszczówka w fontannie, w ogrodzie fotowoltaika, woda do picia z kranu, na drzewach budki dla ptaków i małe ule na domu, a w torebce -  torba wielokrotnego użytku. - Tak żyję i lubię swoje życie - podsumowuje pani Małgorzata. - Uczę się, czytam, rozmawiam z innymi co można jeszcze wprowadzić ekologicznego do gospodarstwa. Jak słyszę, od kogoś, że zapomniał zabrać torby i bierze ze sklepu reklamówki, to od razu mam w głowie: A nie zapomniałeś portfela? Nie musimy od razu jechać w świat i ratować wieloryby. Wystarczy, że zaczniemy ratować Ziemię na skrawku swojego podwórka. W brudnej  glebie nic nam zdrowego nie wyrośnie. A bez owadów, które nas tak często denerwują, bo gryzą, nie zjedlibyśmy przykładowego pomidora. Czasami warto zatrzymać się, zastanowić co robimy dla siebie i swojej rodziny. Tyle i aż tyle.   

Reklama

Małgorzata Śliwińska swoją "bąbelkową rewolucją" zaraża innych.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kuriergmin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości