- Co roku wynosiłam z domu około 1200 plastikowych butelek po wypitej gazowanej wodzie. Powiedziałam stop. Nie mogłam patrzeć już na ten plastik. I.... zrobiłam bąbelkową rewolucję - mówi Małgorzata Śliwińska, właścicielka szkółki roślin. Ona wie, jak ważna jest Matka - Ziemia, dzięki której ma pracę, zdrowie i jak mówi szczęśliwą rodzinę, która lubi pić dużo gazowanej wody.
Małgorzata Śliwińska z Radecza, wsi położonej w powiecie wołowskim, na co dzień zajmuje się ogrodnictwem. Razem z mężem prowadzą szkółkę roślin. Wie jak ważna jest Matka - Ziemia, klimat, owady, zwierzęta.... - Bez nich nie byłoby życia. A, aby to życie było, trzeba dbać o planetę - mówi, kiedy spotkaliśmy się, by porozmawiać o jej "bąbelkowej rewolucji", którą zrobiła w domu i zaraża innych swoim przykładem.
- Nie ratuję wielorybów - śmieje się Małgorzata. - Dbam o to, aby w naszym domu było zdrowo i ekologicznie.
Takim pozytywnym działaniem, które przekłada się na liczby jest wyeliminowanie przez nią z domowego gospodarstwa plastikowych butelek.

-Lubię to swoje ekożycie - mówi Pani Małgorzata.
- Dużo pijemy wody gazowanej. Sporo jej kupowałam i nosiłam te plastikowe butelki. Po wypiciu zaczynał się problem, co zrobić z tą górą plastiku, która nie mieściła się w przydomowym koszu. Trzeba było odpad składować w komórce, podobnie jak te napełnione butelki. Brakowało miejsca i jeszcze ten wyrzut sumienia, kiedy patrzyłam ile zużywamy tego plastiku rocznie. Szukałam rozwiązania i... dowiedziałam się, że można kupić urządzenie do gazowania wody.
Kranówka i swoje bąbelki - to jak odkrycie Ameryki
- Kiedy policzyłam, okazało się, że rocznie kupowaliśmy 1200 plastikowych butelek z gazowaną wodą. Przez 3 lata nazbierało się aż 3600. Urządzenie okazało się strzałem w dziesiątkę. Od kiedy je kupiłam, w domu zero plastikowych butelek. Nalewamy wodę z kranu, do butelki wielokrotnego użytku, która nie zawiera szkodliwego związku chemicznego. Uzupełniamy wodę gazem z urządzenia. Okazało się, że zwykła kranówka, nasycona dwutlenkiem węgla, smakuje lepiej niż ta ze sklepu. Redukcję odpadów odczuła nie tylko planeta, ale i nasz portfel i zdrowie - noszenie zgrzewek butelek, to nie lada wyczyn - wylicza korzyści pani Małgorzata.
Dzieci były zachwycone, bo okazało się, że można jeszcze dokupić i włożyć podczas gazowania do urządzenia syropy bez cukru np. o smaku coli czy sprita. Zrobiło się ekologicznie i zdrowiej - podsumowuje mama dwóch córek, które razem z nią dbają, aby w domu kwitło naturalne życie.
- Byłam tak zadowolona z zakupu "bąbelkowego urządzenia", że namówiłam znajomego, aby też je sobie go kupił. Koszt, to około 300 zł, ale szybko zwraca się, można też poszukać w promocjach.

W ogrodowej fontannie czeka na owady i ptaki woda z deszczówki. Ułożone w niej kamienie mają ułatwić im dostęp do wodopoju.
Pani Małgorzata nie tylko zrobiła "bąbelkową rewolucję". Zaczęła zwracać uwagę na tzw. reklamówki jednorazowego użytku. - Plastik i folia zaczęły mnie, jakby uwierać - mówi. - Dostaję gęsiej skórki, jak pani w sklepie proponuje mi tzw. zrywkę. Uszyłam na zakupy torbę wielorazowego użytku. Taką małą, że mieści się w torebce. Gdybym tak biegała z tą folią po domu, to córka, która też zwraca uwagę na ekologię, zapłakałby się - dodaje pokazując jak całą rodziną myślą o klimacie.
"Mam też swoje zapylacze"
Kiedy siedzimy i rozmawiamy o gazowanej wodzie własnej produkcji, oko ucieka do przepięknego ogrodu Pani Małgorzaty. Oprócz zielonych nasadzeń, krzewów, drzew, kwiatów, widać umieszczone pojemniki z wodą dla pszczół, motyli, ptaków. Stoi też specjalna fontanna z deszczówką przystosowana do pojenia owadów. - Obserwuję jak przylatują, piją wodę, a później lecą zapylić kwiaty - zdradza tajemnice ze swojego ogrodu gospodyni. - Bez nich mój ogród umarłby. Dbam o nie bardzo, bo dzięki nim mam życie. Jeżeli konieczny jest oprysk w ogrodzie, robimy to wczesnym rankiem lub późnym wieczorem, aby nie zaszkodzić owadom, czyli zapylaczom. Nowoczesne środki ochrony roślin są coraz bardziej przyjazne przyrodzie.
Owady, ptaki mają u nas bardzo dobrze, więc wracają. Długo nie widziałam wróbli, gdy ponownie wróciły, to moja radość była wielka. Dzięki temu, że gniazdują w naszych krzakach zmniejszają ilość niepożądanych szkodników, w tym komarów. Cały świat roślinny, zwierzęcy jest ze sobą połączony. Co roku kupujemy spore ilości nasion słonecznika, aby ściągać do naszego ogrodu ptaki, które mają specjalne drzewo z setkami gniazd. Wczesną wiosną słychać jak śpiewają, hałasują, latają, a my nie mamy w domu ani much, ani komarów. Jak będziemy dobrze traktować przyrodę, to ona nam odda to co najlepsze.

Pszczoły murarki wylecą na wiosnę i będą pylić w ogrodzie kwiaty i warzywa.
- Nie pryskam swoich posadzonych w ogrodzie warzyw, robię sama też nawozy - dodaje pani Małgorzata.- Mogę jeden polecić do samodzielnego zrobienia: skrzyp z pokrzywą zalewa się wodą. Mieszanka buzuje robiąc naturalny nawóz. Dzięki niemu mam wielkie, zdrowe i soczyste pomidory, a ziemia nie wchłania toksyn ze sztucznych nawozów. Dbam nie tylko o rodzinę i jej zdrowie, ale i o zdrową ziemię i zapylacze, między innymi osy. Jak ich nie będzie, to nic nam nie urośnie naturalnie, na słońcu.
Stąd kolejnym, nowym nabytkiem w ogrodzie państwa Śliwińskich są pszczoły murarki. - Na razie jestem na etapie testowania - śmieje się Pani Małgorzata. Zapisałam się do grupy facebookowej i uczę się ich hodowli. To takie małe, dzikie pszczoły. Kupiłam dwie budki, które zamontowałam na domu, specjalnie przy różach, aby chciały u mnie zamieszkać, czując zapach kwiatów. W budkach są już młode larwy, które zamurowała pszczoła, a dorosły osobnik wykluje się na wiosnę. Czekam z niecierpliwością. Będę miała swoje zapylacze!

Przy domu suszą się zioła i trawy. Z jednych powstanie naturalny nawóz dla ziemi, a z drugich zdrowe napary na zimowe wieczory.
" Lubię swoje ekożycie"
Deszczówka w fontannie, w ogrodzie fotowoltaika, woda do picia z kranu, na drzewach budki dla ptaków i małe ule na domu, a w torebce - torba wielokrotnego użytku. - Tak żyję i lubię swoje życie - podsumowuje pani Małgorzata. - Uczę się, czytam, rozmawiam z innymi co można jeszcze wprowadzić ekologicznego do gospodarstwa. Jak słyszę, od kogoś, że zapomniał zabrać torby i bierze ze sklepu reklamówki, to od razu mam w głowie: A nie zapomniałeś portfela? Nie musimy od razu jechać w świat i ratować wieloryby. Wystarczy, że zaczniemy ratować Ziemię na skrawku swojego podwórka. W brudnej glebie nic nam zdrowego nie wyrośnie. A bez owadów, które nas tak często denerwują, bo gryzą, nie zjedlibyśmy przykładowego pomidora. Czasami warto zatrzymać się, zastanowić co robimy dla siebie i swojej rodziny. Tyle i aż tyle.

Małgorzata Śliwińska swoją "bąbelkową rewolucją" zaraża innych.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze