Reklama

Od wystaw psów do własnej stajni - niezwykła historia miłości do koni

16/08/2025 09:00

Miłość do zwierząt towarzyszy jej od najmłodszych lat – od wystaw psów, przez pierwsze wakacje w siodle, aż po uratowanie własnej kobyły i odkrycie fascynującego świata motyli. W rozmowie opowiada o tym, czego nauczyły ją zwierzęta, jak wygląda codzienna opieka nad koniem, dlaczego zbiera informacje o paziu żeglarzu i w jaki sposób każdy z nas – niezależnie od wykształcenia – może mądrze pomagać przyrodzie. Zapraszamy do przeczytania rozmowy z Karoliną Gacke z Brzegu Dolnego.

– Skąd wzięła się Twoja pasja do zwierząt, a zwłaszcza koni? Czy pamiętasz moment, kiedy po raz pierwszy poczułaś, że to coś więcej niż tylko hobby?

– Ze zwierzętami byłam związana odkąd pamiętam. W domu, u dziadków na wsi czy nawet podczas rodzinnych wyjazdów – one zawsze były obecne w moim życiu. Konie pojawiły się jednak stosunkowo późno. Przez pierwsze lata byłam bardziej związana z psami, i to w dość ciekawy sposób – sporą część dzieciństwa spędziłam, jeżdżąc z rodzicami na wystawy psów. Dopiero w wieku około 10 lat, podczas wakacji u babci, wymarudziłam, że chcę jeździć konno. Pamiętam, że wtedy całe wakacje spędziłam w siodle i, jak to się mówi, "złapałam bakcyla". I tak już zostało.

Reklama

– Opowiedz o swojej codziennej pracy z końmi. Czy masz swojego ulubieńca lub wyjątkową historię związaną z którymś z nich?

– Jeżdżę konno od około 16 lat, a od mniej więcej 12 lat pomagam przy codziennych pracach w stajni – sprzątaniu boksów, karmieniu, ogólnej opiece nad zwierzętami. Od 8 lat jestem właścicielką własnego konia. To chyba jedna z najpiękniejszych historii w moim życiu związanych ze zwierzętami. Swoją kobyłę poznałam jeszcze w poprzedniej stajni. Można powiedzieć, że to historia z cyklu "enemies to lovers", bo początkowo wcale się nie lubiłyśmy.

Reklama

W świecie jeździeckim jest takie powiedzenie: "Jeździectwo to krew, pot i łzy" – i moja kobyła chyba postanowiła w pewnym momencie wycisnąć ze mnie to wszystko naraz. Mimo to mój ówczesny trener widział w naszej relacji potencjał i regularnie przydzielał mi ją do jazd. Słusznie – w końcu stałam się jedną z nielicznych osób, które sobie z nią radziły. Jednak, by się rozwijać, musiałam zmienić stajnię.

Wydawało się, że to koniec naszej historii. Ale każda dobra opowieść ma swój niespodziewany zwrot akcji. Pewnego dnia dostałam wiadomość od znajomej, która została w tamtej stajni – koń był na sprzedaż. Powiedziałam rodzicom, podali mi kwotę, którą mogą przeznaczyć, i zaczęły się negocjacje. Po tygodniu trener przystał na naszą cenę. Razem z Magdaleną, u której koń miał ostatecznie zamieszkać, pojechałyśmy po nią.

Reklama

W tamtym czasie była tak chuda, że można było się na niej uczyć anatomii. Prawdopodobnie tylko dlatego udało się ją zapakować do przyczepy – była głodna, a w środku było siano. I tak zaczęła się najtrudniejsza część naszej wspólnej drogi – doprowadzenie jej do obecnego stanu. W tym miejscu muszę podziękować Madzi, bo to w dużej mierze jej zasługa.

– Czego uczą Cię zwierzęta? Co daje Ci kontakt z nimi?

– Uczą mnie obserwacji, zrozumienia, cierpliwości, wytrwałości, empatii, ale przede wszystkim podstaw człowieczeństwa. Tak naprawdę nie różnimy się od zwierząt tak bardzo, jak chcielibyśmy wierzyć. Mamy te same potrzeby – przetrwanie jako jednostki i jako gatunku, to samo środowisko życia i tę samą zależność od niego. Choć w naszej świadomości kulturowej, społecznej czy religijnej próbujemy się od tego odcinać, człowiek również jest zwierzęciem. I nie powinniśmy o tym zapominać.

Reklama

– Pasjonujesz się także paziem żeglarzem. Od kilku lat prosisz na Facebooku o informacje, gdzie i kiedy widziano tego pięknego motyla. Dlaczego? Czy paź żeglarz jest często spotykany na naszym terenie?

– "Pasjonuję się" to może zbyt duże słowo – raczej się interesuję. To zainteresowanie w pewnym stopniu wynika z moich studiów. Podczas licencjatu z Zarządzania Środowiskiem Przyrodniczym pisałam pracę dyplomową w Zakładzie Biologii, Ewolucji i Ochrony Bezkręgowców na Uniwersytecie Wrocławskim. Sama praca nie była związana bezpośrednio z entomologią, ale mój promotor już tak – i muszę przyznać, że trochę zaraził mnie swoją pasją. Rok później zaczęłam pisać u niego pracę magisterską właśnie o motylach.

Reklama

Zainteresowanie paziem żeglarzem zaczęło się od pierwszego spotkania z tym gatunkiem. Jako jedyny przyrodnik w rodzinie, czasem dostawałam od bliskich zdjęcia roślin czy zwierząt z pytaniem "Co to?". Kiedyś trafiło do mnie zdjęcie motyla podobnego do pazia królowej, ale nim niebędącego. Wysłałam je do promotora – i okazało się, że to paź żeglarz.

Później, podczas pracy magisterskiej, pojawił się pomysł, aby zbierać dane o jego występowaniu z wykorzystaniem tzw. citizen science i napisać na tej podstawie artykuł naukowy, m.in. o rozmieszczeniu gatunku w naszym regionie. Paź żeglarz ma w Polsce północną granicę zasięgu, dlatego nie jest u nas tak pospolity jak na południu Europy. W ostatnich latach obserwuje się go jednak coraz częściej. Dorosłe osobniki najłatwiej spotkać na kwiatach, np. budlei, lub na ziemi, gdy poszukują wody.

Reklama

– Czym zajmujesz się na co dzień? Czy Twoja praca jest związana ze zwierzętami? Co poradziłabyś osobom, które chciałyby pomagać zwierzętom, ale nie mają wykształcenia w tym kierunku?

– Obecnie pracuję jako specjalista ds. środowiska w firmie zajmującej się projektowaniem inwestycji liniowych. Niewiele ma to wspólnego ze zwierzętami – poza tym, że trzeba je uwzględniać w dokumentacji środowiskowej i projektach. Sporadycznie prowadzę też warsztaty lepidopterologiczne, czyli zajęcia edukacyjne o motylach. To również forma pomocy zwierzętom.

Reklama

Prawda jest taka, że jeśli ktoś chce pomagać, może to robić na wiele sposobów – niezależnie od wykształcenia. Wszystko zależy od możliwości i chęci, a najważniejsze, by robić to mądrze i z serca. Możemy pomagać lokalnie – zostawiając wodę dla zwierząt w upalne dni, opóźniając koszenie trawników, sprzątając śmieci w czasie spacerów czy po prostu nie niepokojąc zwierząt. Czasem największą pomocą jest brak ingerencji.

Z większych działań można brać udział w wolontariatach, np. przy monitoringu chomika europejskiego, susła moręgowanego czy niepylaka apolla. Można też wspierać poprzez udostępnianie rzetelnych treści edukacyjnych lub przekazywanie danych do projektów naukowych opartych na citizen science.

Reklama

Pomoc może być też bezpośrednia – kiedy znajdziemy ranne zwierzę po kolizji z pojazdem czy możemy przygarnąć bezdomnego kota lub psa. Trzeba jednak pamiętać, by nie robić tego na siłę. Dobrym przykładem są działania pary, którą od kilku lat można spotkać na działkach przy ul. Małopolskiej w Brzegu Dolnym – opiekują się tam lokalnymi kotami, karmią je, odławiają i sterylizują. To duże przedsięwzięcie, na które nie każdy może sobie pozwolić, ale można takich lokalnych bohaterów wspierać.

Najprościej mówiąc: pomagajmy tak, jak możemy – z głową i z dobroci serca.

Reklama

Kalina Wesołowska

 

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kuriergmin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości