Ten artykuł ukazał się w Kurierze Gmin z 30 października 2025 r. - POBIERZ
|
Zenit Międzybórz - MKP WOŁÓW 1-4 (1-0) Bramki: M. Kowaluk (48’, 88’), G. Mazurek (84), J. Mikuś (+90’); Żółta kartka: S .Supranionek, M. Kowalik; MKP: O. Bednarz – O. Kur, B. Bojanowski, S. Supranionek, M. Kowaluk, K. Moskwa (+90’ A. Purcha), J. Mikuś, B. Gałecki (74’ P. Furdykoń), O. Minorczyk (46’ P. Robak), G. Mazurek (90’ F. Nowak), M. Warpas (+90’ M. Wiąckiewicz). |
Po porażce z marcinkowickim Sokołem (2-3) podopieczni trenera Pawła Troniny mierzyli się w Międzyborzu z dużo bardziej wymagającym rywalem, który bardzo szybko ustawił sobie zespół MKP i w 1.odsłonie niepodzielnie panował na murawie. W tym okresie ton wydarzeniom na murawie zdecydowanie nadawali gracze Zenitu, a chociaż na początku mocno w ich grze szwankowała skuteczność, to Oskar Bednarz musiał w końcu skapitulować. Nasz golkiper od początku konfrontacji znalazł się pod mocnym ostrzałem międzyborzan, a ponieważ w wykonywaniu pracy golkipera nie bardzo pomagała mu reszta zespołu, to wreszcie po rozegraniu rzutu wolnego i niemrawym zachowaniu defensorów gości we własnym polu karnym miejscowi dopięli swego i futbolówka zatrzepotała wreszcie w siatce wołowskiej bramki. Goście dziękować mogli Opatrzności, że w tym okresie stało się to tylko raz i na przerwę ekipa MKP schodziła jeszcze z nadzieją na korzystny rezultat, ale w takich sportowych okolicznościach zdecydowanie wypadało traktować ją, jako przysłowiową matkę głupich. W 1.odsłonie bowiem nasz zespół w niczym nie przypominał drużyny z ligowej czołówki. W poczynaniach naszych piłkarzy nie widać było ani świeżości, ani pomysłu, ani nawet wiary, że to wszystko ma sens. Każdy zawodnik rozgrywał własne spotkanie, nie przejmując się współpracą z resztą ekipy, co skutkowało jednym wielkim futbolowym koszmarem, który na szczęście zakończył się wraz z gwizdkiem arbitra oznajmiającym przerwę. W jej trakcie bowiem nasz zespół przeszedł przemianę i po zmianie stron kibice mogli tylko przecierać oczy.
Lilka taktyczny przesunięć sprawiło, że wołowianie odzyskali wigor i już w 48.minucie do wyrównania doprowadził Miłosz Kowaluk, będący po przerwie jednym z głównych bohaterów sportowej metamorfozy. Drugim okazał się Kamil Moskwa (na zdjęciu), który jednak rozpoczął od przestrzelonego rzutu karnego, ale potem posłał takie ciasteczka do Grzegorza Mazurka oraz M. Kowaluka, że zawodnicy MKP znaleźli się w sytuacji sam na sam z golkiperem rywali i obaj z pojedynków tych wyszli z trafieniami, a przejęcie inicjatywy przyniosło gościom w końcówce spotkania zasłużone prowadzenie. Piłkarze Zenitu niespodziewanie znaleźli się na futbolowych deskach, a losy konfrontacji ostatecznie zamknął Jakub Mikuś, kończąc celnym uderzeniem kolejne dynamiczne wyjście wołowian.
- Podsumowując ten mecz można mówić o dwóch, zupełnie różnych spotkaniach - powiedział po końcowym gwizdku arbitra trener P. Tronina. - Przed przerwą nasz zespół był tym, który oglądaliśmy w konfrontacji z Sokołem… może nawet gorszym. W zasadzie nic nam nie wychodziło. Nie tylko nie potrafiliśmy skonstruować własnego ataku, ale nie mieliśmy również metody na powstrzymanie rywali. W przewie wspólnie zdecydowaliśmy mocno zamieszać taktycznie i położyć wszystko na jedną kartę, ryzykując wysoką porażkę. Ruszyliśmy do ataku, szukając swoich przewag w grze skrzydłami i to okazał się pomysł trafiony. W 2.połowie z każdym udanym zagraniem zespół nabierał rozpędu i w końcówce meczu naprawdę odjechaliśmy przeciwnikowi. Tak, jak w 1.odsłonie nie mogłem patrzeć na nasze poczynania, tak po zmianie stron ręce same składały się do oklasków, na które zawodnicy zasłużyli. W konfrontacji z Zenitem pokazaliśmy, że stać nas na naprawdę świetną grę, a zespół ma potencjał na pokonanie każdego rywala. Wprawdzie widać już trudy wcześniejszych spotkań, ale bez wątpienia stać nas na efektowny finisz, który niech będzie ukoronowaniem udanej rundy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze