Petycja w sprawie parkingu przy ul. Wilczej trafiła na ręce burmistrza Ireneusz Fura, a jej złożenie stało się jednym z najbardziej emocjonujących momentów ostatniej sesji Rady Miejskiej w Brzeg Dolny. W imieniu mieszkańców wystąpiła radna powiatowa Katarzyna Uran, która po sesji przyznała, że opuściła salę "rozemocjonowana", ponieważ jak twierdzi nie usłyszała od burmistrza konkretnych deklaracji. Burmistrz odpowiada jednak jasno: temat parkingu nie jest zamknięty, a teren nie został wystawiony na sprzedaż, a dalsze decyzje zapadną po przygotowaniu koncepcji i rozmowach z mieszkańcami.
Punkt "sprawy różne" na sesji Rady Miejskiej w Brzegu Dolnym zamienił się w ostrą wymianę zdań. Na sali pojawili się mieszkańcy ulicy Wilczej, a wraz z nimi Katarzyna Uran – radna powiatu wołowskiego oraz Małgorzata Femlak – przedstawicielka społecznej rady osiedla. Przyszły, by złożyć na ręce burmistrza petycję dotyczącą wycofania ze sprzedaży działki gminnej, na której od lat funkcjonuje ogólnodostępny parking.
Już na początku było jasne, że sprawa wykracza poza zwykły "komunikat". Z jednej strony mieszkańcy, którzy mówią o realnym problemie z miejscami postojowymi. Z drugiej burmistrz, który odpowiada: "nie ma sprzedaży tej działki" i apeluje o spokój. Między nimi – radna Uran, która weszła w temat zdecydowanie i ostro, a momentami wprost konfrontacyjnie.
"Dziwi mnie, że pan nie znalazł czasu"
Katarzyna Uran zaczęła od przypomnienia, że sprawa parkingu wraca regularnie. Jak mówiła, temat "wybrzmiał" już wcześniej zarówno podczas protestu, jak i na sesji 18 grudnia, gdy przedstawiciel komitetu protestacyjnego zabierał głos. Przypomniała też, że pismo do burmistrza wpłynęło 16 grudnia – i tu padły pierwsze mocne słowa.
Radna nie kryła rozczarowania, że jak stwierdziła przez ponad 30 dni nie było odpowiedzi, a zapowiadane spotkania z mieszkańcami się nie odbyły. Padło przypomnienie: najpierw deklaracja spotkania "na początku stycznia", potem – jak mówiła Uran – kolejna obietnica dotycząca końca lutego. W jej ocenie było to przesuwanie sprawy w czasie.
Wprost powiedziała też, że choć działka jest atrakcyjna dla deweloperów i parking wymaga remontu, to najbardziej "dziwi" ją brak reakcji ze strony władz na głos mieszkańców.
Petycja: "sprzedaż wbrew woli mieszkańców, bez konsultacji"
Następnie Uran odczytała petycję, którą podpisali mieszkańcy (wskazywała, że w wersji elektronicznej zebrano ponad 300 podpisów; mówiła też o podpisach papierowych, ale zaznaczała, że część się powtarzała, więc nie chciano "robić zamieszania").
W treści petycji padały mocne argumenty: że decyzje dotyczące działki podjęto bez konsultacji, że teren był już w przeszłości "wycofywany" z podobnych planów pod presją sprzeciwu społecznego, że to jedyny duży ogólnodostępny parking w rejonie z deficytem miejsc.
Mieszkańcy wskazywali też na bezpieczeństwo: parkowanie wzdłuż ulicy ogranicza widoczność, a ulica i okoliczne drogi są obciążone ruchem. Podkreślano sąsiedztwo szkoły (LO) i obiektów sportowo-rekreacyjnych, a także to, że parking ma być używany intensywnie – według autorów petycji w ciągu dnia parkuje tam ok. 60 aut.
Pojawił się też wątek "betonowania" osiedla i ochrony drzew oraz zieleni. W petycji padała propozycja: zamiast likwidować parking – wyremontować go i wykonać nasadzenia, a ewentualną zabudowę wielorodzinną lokować gdzie indziej.
Komentarze mieszkańców: "to miejsce jest niezbędne do codziennego życia"
Uran przytoczyła fragmenty komentarzy do petycji. Wypowiedzi były emocjonalne i konkretne: o braku miejsc, o tym że parking jest potrzebny uczniom, nauczycielom, mieszkańcom i osobom korzystającym z basenu i hali. Padały obawy o chaos parkingowy, o "kurniki" i o to, że standard "jedno auto na lokal" kompletnie nie pasuje do realiów, gdzie wiele rodzin ma po dwa, trzy samochody.
W tej części było słychać, że na sali nie chodzi tylko o formalność. Wypowiedź radnej Uran miała charakter nacisku: "to głos mieszkańców, proszę się nad nim pochylić".
Burmistrz: "Jestem zaskoczony, że państwo przyszli. Ale dobrze, że tu jesteście"
Burmistrz Ireneusz Fura zaczął od powitania mieszkańców i przyznał, że ich obecność była dla niego zaskoczeniem, bo jak mówił "nic o tym nie wiedział". Zaproponował dyskusję, deklarował otwartość i dziękował za zainteresowanie sprawą.
Szybko jednak zmienił ton, bo odniósł się do atmosfery wokół tematu. Mówił, że sprawa "nabiera rozmiaru", pojawiają się informacje nieprawdziwe, które przeradzają się w hejt. Podkreślał, że "musi być szacunek dla mieszkańca", ale też dla władzy i osoby pełniącej funkcję burmistrza.
W odpowiedzi na zarzut braku reakcji powiedział, że odpowiedział już 12 grudnia na pismo przewodniczącej rady (Anny Michalskiej). Dodał, że sprawdzi, kiedy wpłynęło pismo komitetu i jeśli nie udzielono odpowiedzi, zostanie to uzupełnione.
"Nie ma sprzedaży tej działki. To był wykaz, a nie ogłoszenie"
Kluczowa część jego wypowiedzi dotyczyła rozróżnienia: burmistrz powtarzał, że "na chwilę obecną nie ma sprzedaży tej działki". Podkreślał, że mówienie o sprzedaży jest nadużyciem, bo – jak tłumaczył – wykaz nieruchomości to co innego niż sprzedaż.
Wplótł w to też wątek kompetencji burmistrza w zakresie gospodarowania mieniem komunalnym, powołując się na uchwały rady sprzed lat i tłumacząc, że to rada nadała burmistrzowi takie uprawnienia. Wskazywał też przykłady sprzedaży innych nieruchomości w mieście, które według niego nie budziły takiej mobilizacji jak parking na Wilczej.
W emocjach pojawiły się przerywania i przywoływanie do porządku. Burmistrz kilkukrotnie prosił o nieprzerywanie, a przewodnicząca próbowała utrzymać dyscyplinę wypowiedzi.
"To nie jest dziś priorytet. Spotkam się z państwem, ale mamy na to czas"
Kolejny zapalny fragment to stwierdzenie burmistrza, że sprawa Wilczej nie jest dziś priorytetem gminy, bo są "ważniejsze sprawy". To zdanie wywołało na sali wyraźne napięcie, bo dla mieszkańców temat jest priorytetowy tu i teraz.
Burmistrz deklarował jednak: spotka się z mieszkańcami, termin poda na piśmie. Zwracał uwagę, że w trakcie swojej kadencji spotykał się z różnymi grupami i rozwiązywano problemy z innych petycji, a liczba wniosków i zapytań rośnie.
Padł też mocny sygnał: jeśli wypowiedzi w internecie będą przekraczać granice, sprawy mogą trafić do sądu. Burmistrz apelował o rozsądek i spokój.
Michalska: "To mój okręg. Stoję za mieszkańcami murem"
Krótko, ale jednoznacznie, wypowiedziała się przewodnicząca rady Anna Michalska. Podkreśliła, że to jej okręg i "murem stoi za mieszkańcami". Zaznaczyła, że liczy na dotrzymanie deklaracji spotkania i że do tego czasu nie zapadną decyzje "poza mieszkańcami".
Czech: "Czy chociaż dziury da się załatać?"
Wątek praktyczny wprowadził radny Adrian Czech. Zapytał, czy niezależnie od sporów i przyszłych planów da się doraźnie poprawić stan nawierzchni – zasypać dziury, wyrównać, żeby można było normalnie wjechać i nie wysiadać w błocie i kałużach.
Burmistrz odpowiedział już konkretnie: zapowiedział, że dziury zostaną wyrównane, tak aby – jak padło – "nie urwać zawieszenia".
Petycja i spór: "mówimy o tym samym, ale jakby w dwóch różnych światach"
To, co zostaje po tej dyskusji, to obraz klasycznego zderzenia: mieszkańcy i część radnych mówią "sprzedaż parkingu", burmistrz odpowiada "nie ma sprzedaży, był wykaz"; mieszkańcy mówią "nie było dialogu", burmistrz mówi "odpowiadaliśmy, spotkamy się, ale są ważniejsze sprawy"; radna Uran zarzuca ignorowanie pism i obietnic, burmistrz punktuje kompetencje i porządek dyskusji, a emocje rosną.
Komentarz redakcyjny
Spór o parking na ul. Wilczej coraz mniej dotyczy samego parkingu, a coraz bardziej emocji, narracji i politycznego napięcia, które wylewa się poza salę obrad. W tej sprawie wyraźną rolę odegrała Katarzyna Uran, która po sesji przeniosła dyskusję na Facebooka, informując, że wyszła z obrad rozemocjonowana, bo "nie dostała odpowiedzi".
Tyle że odpowiedzi czy się z nimi zgadzamy, czy nie na sesji padły. Były długie, momentami chaotyczne, czasem irytujące, ale padły. Pojawia się więc pytanie nie o brak odpowiedzi, lecz o to, czy w emocjach była przestrzeń, by ich wysłuchać, czy raczej by wzmocnić własny przekaz.
Nie jest tajemnicą, że emocjonalny styl wypowiedzi Katarzyny Uran od lat jest jej znakiem rozpoznawczym w przestrzeni publicznej. Problem zaczyna się wtedy, gdy emocje zastępują analizę, a każda decyzja nawet formalna, jak wykaz nieruchomości staje się w narracji "sprzedażą", "zamachem na mieszkańców" i dowodem złej woli władzy.
Niepokojące jest też to, że ta sama emocjonalna logika przenosi się coraz częściej na media społecznościowe, gdzie od parkingu przy Wilczej łatwo przejść do zupełnie innych tematów: od PCM aż po sugestie dotyczące niezależnych mediów co "powinny pisać".
W momencie, gdy politycy bez zażenowania zaczynają publicznie mówić, jak media mają relacjonować rzeczywistość, zapala się czerwona lampka. Brzeg Dolny ma w tej materii trudne doświadczenia. Miasto pamięta czasy samorządowej gazety- Panorama Brzegu Dolnego i tekstów pisanych przez urzędników, po paszkwile, które trafiały do skrzynek przed wyborami, a dziś zmaga się z plagą fejkowych kont, z których regularnie obrażany jest burmistrz. To nie jest zdrowe tło dla jakiejkolwiek merytorycznej debaty, niezależnie od tego, kto akurat rządzi.
Oddanie władzy po 35 latach zawsze boli i rodzi napięcia. Szkoda tylko, że dziś ten proces – zamiast być rozmową o przyszłości miasta, coraz częściej przybiera formę krzyku, insynuacji i publicznego podważania instytucji, często rękami tych, którzy jeszcze kilka lat temu o podobne zmiany sami walczyli, a dziś występują w roli ich najgłośniejszych przeciwników. A jak bywa w przysłowiu: gdzie dwóch się bije, tam trzeci skorzysta.
Parking na Wilczej jest realnym problemem mieszkańców. Ale jeśli ma zostać rozwiązany, potrzebuje dialogu, faktów i spokoju, a nie kolejnej wojny przenoszonej z sali obrad na Facebooka.
*********
Burmistrz w wywiadzie dla Kuriera Gmin w wydaniu 19 stycznia 2026 r., tak odpowiada na pytanie w sprawie petycji, która trafiła już do niego.
Kurier Gmin: Zakończenie roku przyniosło też petycję i protesty dotyczące tzw. terenu na którym mieszkańcy mają parking w rejonie ul. Ossolińskiego. Czy temat jest zamknięty? Teren zostanie sprzedany?
Ireneusz Fura: Nie, temat nie jest zamknięty. Otrzymałem petycje od radnych i mieszkańców. W przestrzeni publicznej pojawiło się też wiele "koncepcji" mieszkańców na zagospodarowanie tego terenu. Cieszę się, że pobudzam do działania i rozmów zarówno radnych jak i mieszkańców. Tylko podkreślam: dyskutujmy z rozsądkiem i bez obrażania kogokolwiek. Zależy mi na tym, abyśmy dyskutowali merytorycznie, opierając się na rozsądku i wzajemnym szacunku. Przypomnę, że mówimy o gruncie stanowiącym własność gminy. W 2021 roku Rada Miejska podjęła uchwałę o zmianie przeznaczenia tego obszaru z usług komercyjnych na mieszkalnictwo. Uważam, że był to właściwy ruch, ponieważ rozwój budownictwa mieszkaniowego realnie przekłada się na demografię, co z kolei rzutuje na funkcjonowanie naszych szkół i przedszkoli, a w konsekwencji na przyszłość całego miasta. Wraz z Zespołem przygotuję uszczegółowioną koncepcję, spotkam się z mieszkańcami i radnymi. Tak jak przyszedł czas na konkretne rozwiązania komunikacyjne, tak przyjdzie czas na tę rozmowę i przedstawienie wariantów zagospodarowania tej części miasta, a ulica J.M. Ossolińskiego jest jedną z ważniejszych arterii miasta. Posiadamy kompletną dokumentację i złożyliśmy już wniosek do wojewody o dofinansowanie remontu. Czekamy na rozstrzygnięcie, ale zapewniam, że przebudowa tej ulicy zostanie zrealizowana jeszcze w trakcie mojej obecnej kadencji.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze