Warsztaty kulinarne dla dzieci w Pogalewie Wielkim przyciągają coraz więcej uczestników. Projekt „Pomieszajmy Razem” pokazuje, że gotowanie to nie tylko nauka przepisów, ale także budowanie relacji, rozwój samodzielności i integracja międzypokoleniowa. O kulisach inicjatywy, pracy z młodzieżą i codzienności w kuchni Pałacu Mojęcice opowiada Krzysztof Porada.
Gotowanie może być językiem porozumienia. W Pogalewie Wielkim stało się narzędziem pracy z dziećmi, młodzieżą i osobami z niepełnosprawnościami. Projekt „Pomieszajmy Razem” rozwija się dynamicznie, a jego twórca, na co dzień kucharz w Pałacu Mojęcice, udowadnia, że kuchnia nie zna barier – ani tych kulturowych, ani społecznych.
- Kiedy i dlaczego zacząłeś gotować? Czy od zawsze wiedziałeś, że Twoje życie będzie kręcić się wokół kuchni?
- Moje wejście do świata gastronomii było czystym przypadkiem. Po liceum kształciłem się na opiekuna w Domu Pomocy Społecznej, a później na pracownika socjalnego. Czułem w sobie powołanie społecznika, ale gdzieś w tle zawsze towarzyszyło mi gotowanie. Zaraziła mnie nim mama – nigdy nie wyganiała mnie z kuchni, wręcz przeciwnie, z ciekawością patrzyła, jak „kombinuję” po swojemu. W końcu, za namową mojej ówczesnej dziewczyny, a dzisiejszej żony, postanowiłem pójść do szkoły gastronomicznej.
To był strzał w dziesiątkę. Już w trakcie nauki zacząłem pracować jako kucharz i terapeuta w Środowiskowym Domu Samopomocy w Brzegu Dolnym. Ta praca dawała mi ogromną frajdę, bo łączyła wszystkie moje umiejętności: te kulinarne i te społeczne. Po ukończeniu szkoły poczuliśmy jednak z żoną, że czas spróbować sił za granicą.
- Wyjechaliście do Belfastu. Jak wspominasz ten „irlandzki” rozdział swojej kariery?
- W Irlandii Północnej przeszedłem długą drogę. Pracowałem na różnych stanowiskach, ale serce zawsze ciągnęło mnie do kuchni. Jako jedyny Polak w zespole rodowitych Irlandczyków uczyłem się od mistrzów nowoczesnych technik i poznawałem tradycyjne smaki wyspiarskie. Muszę przyznać, że mity o niesmacznej kuchni brytyjskiej są bardzo krzywdzące – to kuchnia bogata i fascynująca, jeśli pozna się ją od podszewki.
- W pewnym momencie zostałeś tam Chef Managerem, a później trafiłeś do prestiżowego hotelu Fitzwilliam.
- Tak, prowadzenie własnej kuchni w Belfaście było dla mnie potężną lekcją odpowiedzialności. Chciałem sprawdzić, czy podołam – i udało się. Potem przyszła oferta z pięciogwiazdkowego hotelu Fitzwilliam. Czułem się, jakbym wygrał na loterii. Do dziś rozpiera mnie duma na wspomnienie osób, dla których gotowałem.
- Lista twoich gości robi wrażenie...
- To prawda. Przygotowywałem posiłki dla Billa Clintona, aktorów z „Gry o tron”, Charlize Theron czy Toma Jonesa. Szczególnie zapamiętałem Morgana Freemana, który osobiście podziękował mi za posiłek. To są chwile, których kucharz nie zapomina do końca życia.
- Mimo tak spektakularnych sukcesów, wróciłeś do kraju. Czy w domu to ty głównie „rządzisz” w kuchni?
- Nie ukrywam, że tak! Nie wynika to z tego, że moja żona, Magda, nie potrafi gotować. Ja po prostu uwielbiam włączyć muzykę i po całym dniu pracy zrelaksować się przy garnkach. W domu stawiam na tradycję, choć jako rodzic staram się dbać o urozmaiconą dietę dzieci. Wiadomo, że najchętniej jadłyby codziennie spaghetti, pomidorową lub rosół, ale pilnuję, by na ich talerzach lądowały też inne, zdrowe posiłki.
- Skąd wziął się pomysł na warsztaty kulinarne dla dzieci w Pogalewie Wielkim?
- Z obserwacji. Podczas kiermaszu świątecznego w szkole moich dzieci zauważyłem, że brakuje takich zajęć. Zaproponowałem dyrektorowi, panu Romanowi Wolskiemu, poprowadzenie warsztatów. Nazwa „Pomieszajmy Razem” nie jest przypadkowa – słowo „RAZEM” jest tu kluczowe. Wspólne gotowanie to najlepszy sposób na budowanie relacji.
- Praca z dziećmi, młodzieżą, może być niełatwa. Jak udaje ci się ich przekonać do wspólnej pracy?
- Stawiam na partnerstwo i szacunek. Dzieciaki naprawdę chcą pomagać i być sprawcze, tylko my, dorośli, często je wyręczamy. U mnie same przygotowują posiłki od A do Z. Największą nagrodą jest dla nich moment degustacji własnego dzieła. Co ciekawe, na warsztatach chętniej próbują nowych smaków, których nie znają z domów. Kuchnia uczy ich też dyscypliny i porządku, ale bez przymusu – po prostu o to proszę, a oni to akceptują.
- Prowadzisz też zajęcia integrujące pokolenia i grupy społeczne.
- To daje mi największą satysfakcję. Niedawno połączyliśmy siły z drugoklasistami i osobami ze Środowiskowego Domu Samopomocy. Widok dzieci wręczających własnoręcznie zrobione desery osobom z niepełnosprawnościami był niezwykle wzruszający. To dowód na to, że przy wspólnym stole nie ma żadnych barier. Obecnie kończę kurs z ciastoterapii i bardzo chciałbym zaprosić do współpracy seniorów – ich doświadczenie i tradycyjne przepisy to skarb, z którego my, zawodowi kucharze, powinniśmy czerpać garściami.
- Na co dzień można Cię spotkać w kuchni Pałacu Mojęcice. To miejsce wydaje się idealnie pasować do Twojej filozofii.
- Pałac Mojęcice to miejsce magiczne. Pracujemy na lokalnych, świeżych produktach: mamy własną serowarnię, pieczemy chleb, tłoczymy oleje. Korzystamy z warzyw z własnego przypałacowego ogródka. Właściciele, państwo Tracz, dają mi ogromną swobodę twórczą. Kiedy widzę uśmiech gości wychodzących z restauracji, wiem, że to, co robię, ma sens.
- Na koniec – co poradziłbyś komuś, kto dopiero chce zacząć swoją przygodę z gotowaniem?
- Nie bójcie się próbować! Na start polecam proste, sprawdzone dania: domowe sosy do makaronów, faszerowanego kurczaka czy tortille z ulubionymi dodatkami. Kuchnia to przestrzeń do zabawy i spotkania z drugim człowiekiem. Zapraszam wszystkich do wspólnego gotowania i na moje warsztaty!
O projekcie:
„Pomieszajmy Razem” to inicjatywa łącząca edukację kulinarną z integracją społeczną. Jeśli chcesz zorganizować warsztaty w swojej szkole, świetlicy lub stowarzyszeniu – zapraszamy do kontaktu!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze