Reklama

"Przeszła katastrofa i nikt jej nawet nie zauważył"

18/07/2024 14:34

Minął rok od naszej rozmowy. Michał Zygmunt muzyk, artysta z Brzegu Dolnego, ratujący życie Odrze, stał się bohaterem filmu "Przynoszę ci dzikość". Zaraził wielu innych swoją pasją, ale... nie urzędników. Ci odwracają wzrok od Odry, martwych ryb i alg. Jak w cyklu, wszystko się zmieniło, tylko nie nasza rzeka. Ona nadal umiera. Wróciliśmy razem z Michałem nad Odrę, do której nie tylko zabytki stoją odwrócone tyłem, ale i ludzie. Dlaczego?

Katastrofa na Odrze i kolejne, które będą się wydarzać, powoli zabierają nam rzekę. A rzeka to życie, rzeka może być receptą na zmianę klimatu. Od lat obserwujemy z jednej strony susze z drugiej lokalne podtopienia. Słyszymy też "nie kąp się w rzece, jest zanieczyszczona". To skutki zmian klimatu i działalności człowieka, które moglibyśmy zatrzymać dbając o naturalny rytm rzeki. Oddając ją naturze. Naturalne rzeki, którym nie przeszkadza człowiek, mogą się same oczyszczać. Pełnią rolę filtra, chronią przed utratą wody, oczyszczają ją i transportują tam gdzie jest potrzebna. W oczywisty sposób zapobiegając suszy i łagodzą skutki zmiany klimatu. Niestety nasza Odra umiera na naszych oczach. Jest zatruwana, na siłę się ją reguluje. Przypomina bardziej ściek niż zdrową rzekę. I nikt z tym nic nie robi? O rzekę walczą ludzie, tacy jak Michał Zygmunt. Czy jest jeszcze nadzieja? Zapytaliśmy.

- Rok temu rozmawialiśmy o tym, że rzeka umiera. Mieliśmy do czynienia z katastrofą ekologiczną i algami, które zatruły Odrę i wszystko, co było w niej żywe. Coś się zmieniło od tamtego roku? Widać światełko w tunelu? 

Reklama

- Światełko w tunelu zapewne jakieś jest, bo widać zainteresowanie tematem, zaczęto sprawy traktować poważnie. Natomiast wciąż nie widać realnych zmian, które mogłyby powodować jakieś polepszenie tej sytuacji. Sytuacja, de facto nie zmieniła się od tej w 2022 roku. A katastrofa na Odrze trwa, w czerwcu widzieliśmy to dość wyraźnie. Oczywiście nie w tak dużym wymiarze, nie było tak dużo martwych ryb. Ale tak to teraz będzie wyglądać. Ciąg mniejszych katastrof, nawet kilka razy w roku, które wyrzucają martwe ryby w różnych miejscach na Odrze.

 - Martwe ryby wyławiano już w tym roku na Kanale Gliwickim. Czy w naszym rejonie mieliśmy podobną sytuację?

Reklama

 - Mówię o tym, co działo się w czerwcu poniżej Malczyc, poniżej Wrocławia, czyli w lubuskim i zachodniopomorskim odcinku Odry. Po przejściu fali wezbraniowej, w wielu miejscach wypłynęły martwe ryby. Akurat odcinek Odry w powiecie wołowskim jest dość specyficzny, tu nie będziemy widzieli martwych ryb, bo te umierają w połączonych z głównym nurtem starorzeczach. Ten odcinek ma inny charakter. Na całej rzece jest złota alga i jest ona odnotowywana przez punkty pomiarowe. KGHM i śląskie spółki górnicze wypuszczają bardzo potężne, nieustanne zrzuty solanki. Do tego dochodzi też regulacja rzeki i zniszczone możliwości samoczyszczające. Wisła mimo podobnie złych parametrów radzi sobie znakomicie, bo pozostaje dzika w większości swego biegu. 

- Jest gorzej niż dwa lata temu? 

Reklama

- Wydaje mi się, że już jesteśmy w ciężkiej sytuacji i właśnie ta czerwcowa mikrokatastrofa to pokazała, z mniejszą ilością ryb, ale nie było upałów, więc nie było też płynącej i gnijącej materii organicznej, która wtedy w 2022 zabiła wiele organizmów wodnych. Złota alga nie zabijała w zachodniopomorskim, gdzie zginęło najwięcej ryb, tylko zabijała gnijąca woda, spływająca z góry gdzie ryby umierały. Teraz jest też inaczej, bo ryb jest znacznie mniej. Trochę też pogoda, ale jednocześnie okazuje się, że nie potrzebujemy wielkich upałów, aby to się zadziało. Przeszła katastrofa i nikt jej nawet nie zauważył. 

- Katastrofa powtórzyła się, a nikt nas nie informował?

Reklama

- Przypominam, jestem muzykiem, artystą, a to są sprawy, które powinni tłumaczyć fachowcy. Minęły dwa lata od pierwszej katastrofy. Widzę, że jest jakaś chęć zmian, natomiast sytuacja jest bardzo skomplikowana. Sytuacja prawna, sytuacja podzielenia kompetencji albo braku tych kompetencji w wielu instytucjach nie pomaga. To znów zawiodło. Wielu ludziom umyka też coś, czego nie słychać w telewizji. A w połowie czerwca przetoczyła się kolejna fala śmierci, popłynęło w sumie nawet 2 tony martwych ryb, to tylko szacunkowa liczba. Przypominam, że rzeka dwa lata temu straciła 60 procent ryb i najgorsze 90 procent małż więc teraz rzeka kwitnie na potęgę, bo nie ma tych naturalnych filtrów w postaci małż, które oczyszczają wodę. A koordynacja i zachowanie służb jak zwykle słabe, złota alga rozkłada to państwo na łopatki. Strach pomyśleć o wojnie. 

- A nasi specjaliści z Polski? Co robią? 

Reklama

- Ministerstwu Środowiska wydaje, że prowadzą skuteczną kampanię informacyjną, a okazuje się, że kampania nie trafia tutaj nad rzekę. Mamy też Wody Polskie, ale oni nic nie widzieli wtedy, nic nie widzą teraz. Nikt nie bierze realnej odpowiedzialności, wszystko jest rozmyte, choć każda z tych instytucji jest na naszym utrzymaniu. 

- Dlaczego dochodzi do takich sytuacji? 

- Myśląc o Odrze, musimy bardzo szybko wprowadzić olbrzymie zmiany. Przysłuchuje się temu, co mówią politycy i ta sytuacja jest po prostu bardzo trudna na wielu poziomach. Wszystkie ekipy rządzące do tej pory bardzo komplikowały prawo, rozwlekły kompetencje, nigdy nie było tu porządku. Nie mamy uwagi skierowanej na ochronę środowiska, na ochronę rzek i dziś właściwie nawet trudno jest kierować pretensje do kogoś, bo chory jest po prostu cały system i dlatego chora jest cała rzeka. I niemal wszystkie inne rzeki i jeziora. Politycy to lustro, które odbija nasz społeczny stosunek do spraw. Jednocześnie, skoro nie podziałała na nas w żaden sposób katastrofa sprzed dwóch lat, kiedy widzieliśmy naprawdę przerażające sceny związane ze śmiercią tak ogromnej ilości ryb i innych organizmów wodnych, to teraz już takich widoków nie zobaczymy. Nie ma już tego, co było. Jeszcze chwila i nic nie będzie wypływać i będzie już tylko kanał ściekowy. To jest chyba najbardziej przerażające. To znów ludzie znad rzeki, wędkarze społecznicy krzyczą. A kiedy przychodzi oficjalny komunikat, to są jakieś opowieści, o tym, że to od uderzenia pioruna te ryby umarły, albo - jak w Głogowie, że "od zawodów wędkarskich". Nikt nie lubi lekceważenia. 

Reklama

fot. Kadr z filmu "Przynoszę Ci dzikość". Na zdjęciu drewniana łódź, którą Michał Zygmunt wyruszył w podróż po rzekach.

- Da się nad tym zapanować? Ktoś bada rzekę, pilnuje jej? 

- Zrobiono monitoring rzeki, ale on nie załatwi sprawy. On tylko pozwala pobierać dane. I bez monitoringu widać, że martwe ryby płyną. Wierze w to, że jesteśmy w stanie sobie z tym poradzić, natomiast ta opieszałość jest przerażająca. Każdy wojewoda patrzy na swój odcinek i to zawodzi. Nikt tego nie widzi z góry, a jeśli Ministerstwo Środowiska twierdzi, że widzi, to w spóźniony sposób reaguje. Z Warszawy słabo widać Odrę. W ludziach rośnie zdenerwowanie, bo widzą, że państwo znowu klęka, że ich nie widzi, że ich zbywa. 

Reklama

- Czy służby w ogóle działają? 

- Raport NIK po tamtej katastrofie mówi, że mamy niesprawne służby, kompletnie rozłożone procedurami, niesprawnością, niechęcią, brakiem motywacji. Wody Polskie są nieobecne. Utrzymujemy potężny system ludzi, którzy w żaden sposób nie obserwują realnie rzeki, nie mają możliwości działania albo nawet tego nie widzą, bo są w zupełnie innych miejscach. Ludzie znowu dowiadują się o tym między innymi od artysty-muzyka, a to nie ja powinienem o tym wszystkim mówić. Dwa tygodnie temu, kiedy profesor Agnieszka Szlauer-Łukaszewska (osoba bardzo zasłużona, jeżeli chodzi o badania katastrofy odrzańskiej i jej skutków) w Szczecinie miała kłopot z wezwaniem służb do martwych ryb, bo zawodzą procedury, nikt nie łączy faktów. Każdy patrzy tylko na swój odcinek, a bardzo trudno jest rozwiązać tę katastrofę, patrząc na to tylko lokalnie. Stan rzeki Odry w inny sposób wpływa na mieszkańców Brzegu Dolnego czy powiatu wołowskiego i w inny dla mieszkańców Szczecina, a jeszcze inaczej Śląska. Każdy ma trochę inną rzekę przed oczami. Sama złota alga jest tylko skutkiem. Jeśli widzimy na festiwalach filmowych Indian, którzy przyjeżdżają z Amazonii i opowiadają o wielkich koncernach naftowych, które odbierały im rzekę, to koncerny górnicze też przekładają koszty wydobycia na nas, w taki sposób, że zatruwają rzeki, degradując nasze zasoby wody. 

Reklama

- Nie da się zmniejszyć zasolenia? 

- To, co zatruwa Kanał Gliwicki, pochodzi z kopalni węglowych. One z kolei są w stanie upadłości, nie mogą inwestować w aparatury odsalające wodę. Nawet jeśli zamkniemy te kopalnie, to będziemy odpompowywali wodę jeszcze przez wiele lat i nie ma procedury, żeby zainwestować w to odsalanie. Z drugiej strony jest KGHM, któremu mówienie o Kanale Gliwickim jest bardzo na rękę, bo wtedy nie mówi się o tym, ile oni tej zasolonej wody wpuszczają do Odry. A to akurat jest bardzo bogata firma, która wydawałoby się, że potrafiłaby zainwestować w system odsalający wodę. Wiem, że oni się zadeklarują, że to zrobią, tylko nim do tego dojdzie, minie realnie wiele lat, rzeka zostanie martwa. 

Reklama

- Skoro nie zmniejszymy zasolenia, to czy rzeka będzie umierać jeszcze szybciej? 

- Degradacja będzie przyspieszać. To nie jest tak, że będziemy czekać na coroczną katastrofę i za chwilę znów będziemy w punkcie wyjścia, tylko to się będzie nakręcać. Za chwilę się może okazać, że złota alga to tylko mały Miki i to, co przyjdzie, już nie będzie wtedy dotyczyć tylko ryb i małży a być może bezpośrednio nas. Nikt tego nie wie.

- W naszym powiecie zaczęto aktywnie inwestować w rozwój turystyki przy i na Odrze. Ostatnio w Lubiążu pojawiła się np. łódź turystyczna "Odrzanka". To ma sens, na tle katastrofy?

Reklama

 - Jaki ma sens inwestowanie w turystykę nad Odrą, skoro nie widzimy wyjścia z kryzysu? Nikt nie będzie przyjeżdżał nad zatrutą rzekę, już przestają. Płynął niedawno flis z Brzegu Dolnego. Flisacy płynęli równolegle z falą martwych ryb. A w Szczecinie przygotowano zapory po to, żeby na święto żaglowców trupy martwych ryb nie wpłynęły do miasta. Żeby tego nie zobaczyć.

- Angażuje się Pan w powstanie Parku Narodowego Doliny Dolnej Odry. Czy to jeden ze sposobów na ratowanie rzeki? 

-  Jestem jednym ze współinicjatorów odświeżenia tego pomysłu. To inicjatywa społeczna, grupy przyjaciół znad rzeki. Park Narodowy nad Odrą powstanie, pierwszy od 24 lat. Są mocne deklaracje, powstał specjalny zespół. Pytanie, czy to jest ta kolejność, zakładanie Parku Narodowego na płynącej martwymi rybami rzece? Samo utworzenie parku nie zmieni sytuacji ani w Kanale Gliwickim, ani tego, co się dzieje w linii Malczyce-Głogów. Utworzymy ten park, tylko czy to nie będzie park na zabitej i martwej rzece? Poświęciłem tej idei dwa lata życia i jest to uśmiech przez łzy, bo widzę też, że nie potrafimy rozwiązać podstawowych problemów, które decydują o dobrostanie tej rzeki.

- Jak możemy poprawić sytuację na Odrze? Trzeba chyba zacząć od reorganizacji służb zajmujących się rzekami?

- Przede wszystkim warto pamiętać, że dziś rzekami tak naprawdę zarządza Ministerstwo Infrastruktury, czyli ministerstwo odpowiedzialne bardziej za przemysł niż za nasz zasób przyrody i mimo mocnych deklaracji władza nie potrafi tego zmienić. Ciągle się tylko deklarują. Dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane. Kosztuje to nas olbrzymie pieniądze, a jest nieskuteczne, niesprawne, niedające poczucia bezpieczeństwa. 99 procent polskich rzek i jezior jest w złym stanie.

- Ludzie w końcu obudzą się z letargu i wyruszą na pomoc rzece? 

-  Bunt rośnie i jeśli władza nie pochyli się nad tym problemem, to otrzyma bardzo srogą karę, bo ludzie spodziewali się jednak jakiś realnych zmian. Wydaje mi się, że zyska na tym ten, kto będzie liderem tych zmian. Ekologiczna bomba, mocno tyka nad Odrą, w jej dorzeczu mieszka 11 mln ludzi, są trzy państwa, są wielkie miasta i setki mniejszych miejscowości, to jest potężna siła. Jeśli Polska sobie z tym nie radzi, być może trzeba poszukać jakiejś unijnej koalicji państw. Wszyscy jesteśmy jako obywatele tej części Europy winni to Odrze. Ludzie mieszkający tutaj przed nami uregulowali tę rzekę i to również jest skutkiem tego, w jakim ona jest stanie. Oczekujemy konkretów, jeśli nie to będziemy szukali takiej możliwości. Ten sprzeciw jest, ja go czuje. W przeciwieństwie do polityków i służb. Słyszę, co ludzie mówią. Widzę, co się dzieje. A bunt rośnie.

- Bunt dotrze do przeciętnego Polaka? Dostrzegą, co się dzieje na Odrze? 

- Właśnie myślę, że to w tym wywiadzie robimy. Myślę, że to taki telefon, który próbuje odnaleźć prawdę, a nie pójść tylko do tych oficjalnych głów, gadających w kółko to samo, a na rzece jest, jak jest. To próba poszukiwania prawdy i poinformowania innych o tym. Ja wykorzystuję moją pracę zawodową, artystyczną do tego, żeby mówić o tym. Takich jak ja jest wielu, którzy na wiele różnych sposobów próbują coś zmienić. Nie ma tygodnia, żebym gdzieś nie stał przed ludźmi i nie opowiadał. I ludzie przychodzą, słuchają.

- Za Panem liczne wydarzenia związane z premierą filmu dokumentalnego, którego jest Pan bohaterem pt. "Przynoszę ci dzikość". Co teraz ma Pan w planach? Kolejną podróż na wodzie, czy działania na lądzie? 

- Robię bardzo dużo rzeczy, projektów większych i mniejszych, w których na różne sposoby próbuję po prostu wplatać tę rzekę. Dzieje się dużo i pewnie jest to taki moment, który mnie uspokaja, bo widzę, że czas rzek nadchodzi. 

fot. Plakat filmu "Przynoszę Ci dzikość".

- Doszło do symbolicznej zmiany władzy w Pana rodzinnym mieście. Czy pomoże to połączyć z powrotem Brzeg Dolny z Odrą? 

- Ciągle trzymam kciuki za Brzeg Dolny, zresztą stoi tam jedna z naszych dźwiękoławek, które budujemy z Krainą Łęgów Odrzańskich, w różnych miejscach nad Odrą. W samym mieście potrzeba jednak większych zmian, odwagi w kreowaniu nowego, na pewno, jeśli chodzi o działania społeczne czy kulturalne, bo to najłatwiejsza droga, by przywrócić rzekę miastu. Potrzeba zupełnie nowego otwarcia i nowej wizji. Trzymam kciuki, aby nowy burmistrz ją miał, żeby dobrze potrafił sobie wyobrazić przyszłość tego miasta. Warto zobaczyć też przeszłość, czyli to z czego to miasto wyrosło, a więc z Odry. Tam właśnie są jego korzenie i nawet jeżeli dla mieszkańców, którzy się tam osiedli nie jest to takie czytelne i widoczne, to jednak tam bije serce Brzegu Dolnego.

Michał Zygmunt to pochodzący z Brzegu Dolnego - muzyk, gitarzysta i łowca dźwięków, który od wielu lat z pasją tworzy i żyje nad Odrą. Jego działania łączą sztukę i społeczne zaangażowanie. Jest orędownikiem czystych i wolnych rzek oraz aktywnie działa na rzecz ich ochrony. Współtworzy inicjatywy, takie jak np. Odra Sound Design, Rzeczny Uniwersytet Ludowy czy Dźwiękowy Szlak Odry. Jego pasja do rzeki manifestuje się także w praktyce, poprzez pływanie drewnianą pychówką, tradycyjną łódką rzeczną.

Katastrofa ekologiczna na Odrze.

Doszło do niej latem 2022 roku. W tym czasie masowo wymierały ryby i inne zwierzęta żyjące w i przy rzece. Na przełomie lipca i sierpnia wyłowiono około 9 ton martwych ryb. Ówczesna Minister Klimatu i Środowiska Anna Moskwa ogłosiła, że przyczyną katastrofy były halofilne, czyli złote algi. Przypomnijmy, że złote algi (Prymnesium parvum) to inwazyjny glon rozwijający się w zasolonej wodzie. Pod wpływem zasolenia wytwarza groźną dla ryb toksynę.

"Przynoszę Ci dzikość" - to pełnometrażowy film dokumentalny autorstwa Dyby Lach i Adama Lacha o symbolicznej podróży Michała Zygmunta od Bugu do Odry. To dokument o rzece, o wodzie, o córce i ojcu, który wyruszył w wielokilometrową podróż przez polskie rzeki ukochaną, tradycyjną drewnianą łodzią. Podróż trwała 40-dni, bohater dokumentu przebył w sumie 1 300 kilometrów rzek. Wyruszył, bo był przytłoczony degradacją jaka dokonała się na Odrze, którą kocha. Film znalazł się w tegorocznej oficjalnej selekcji Millenium Docs Against Gravity. Seanse odbywały się m.in. w Warszawie, Poznaniu, Gdyni, Katowicach, Wrocławiu, a ostatnio w Lubiążu podczas Slot Art Festivalu.

Źródło: Dagmara Zielińska
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kuriergmin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości