Agnieszka Szydło- Szczur wraz z bratem otworzyła cudowne, klimatyczne miejsce, w którym stawia się na relacje, smak i prawdziwość. Witamy w Tuli Cafe- Cofee & Friends, na ulicy Leśmiana.
- Tuli Cafe — "Coffee Bar & Friends" — co oznacza dla was ten dodatek "& Friends"? Czy to relacje, współpraca z lokalnymi dostawcami, czy może coś jeszcze?
- Dodatek "& Friends" w nazwie Tuli Cafe — Coffee Bar & Friends to coś więcej niż tylko słowa. Chcieliśmy stworzyć miejsce, w którym można spotkać się z przyjaciółmi, znajomymi, po prostu miło spędzić czas przy dobrej kawie. Ale też takie, które w ciągu dnia sprzyja spotkaniom biznesowym i współpracy. "Friends" to dla nas również nawiązanie do relacji, jakie mamy z naszymi partnerami — wielu z naszych dostawców i kontrahentów to nasi znajomi, przyjaciele, a często nawet rodzina.
- W opisie wspominacie, że wierzycie w smaki "rodzące się z bliskości i troski". Jak przekładacie to motto na konkret — w wyborze dostawców, w obsłudze, w wystroju lokalu? Co macie w ofercie?
- Wierzymy, że smak rodzi się z bliskości i troski — i staramy się przekładać to przekonanie na każdy element naszej pracy. Współpracujemy z lokalnymi dostawcami, wszędzie tam, gdzie jest to możliwe. Jednocześnie sięgamy też po produkty od sprawdzonych producentów spoza regionu, m.in. z Wrocławia, aby dostarczyć mieszkańcom Brzegu Dolnego wyjątkowe smaki, do których na co dzień trudno byłoby dotrzeć.
- Jak wygląda dobry dzień w Tuli Cafe — od momentu otwarcia do zamknięcia? Jakie momenty uważacie za kluczowe (np. poranna fala, wieczorne spokoje)?
- Każdy dzień w Tuli Cafe wygląda trochę inaczej — i właśnie to w tym lubimy. Zdarzają się ranki, kiedy wszystko dzieje się bardzo szybko, a wieczory są spokojniejsze, ale bywa też odwrotnie. Początek naszej działalności bardzo nas pozytywnie zaskoczył — od rana mamy sporo gości, bo śniadania cieszą się dużym zainteresowaniem. Poranki to też czas intensywnych przygotowań: odbieramy dostawy, przygotowujemy lokal i dbamy o każdy szczegół, żeby od pierwszych chwil dnia wszystko było gotowe na przyjęcie gości.
Wychowaliśmy się w gastronomii — od najmłodszych lat obserwowaliśmy rodziców, którzy nauczyli nas, jak ogromne znaczenie ma dbałość o czystość, świeżość i jakość. Te wartości są dziś fundamentem Tuli Cafe — od sposobu, w jaki wybieramy składniki, po atmosferę, jaką tworzymy dla naszych gości. Nasza oferta jest naprawdę obszerna. Mamy sporo pozycji śniadaniowych, sałatki, przekąski, wiele słodkości i — oczywiście — przepyszną kawę. Z czasem chcemy jeszcze bardziej poszerzać nasze horyzonty, bo mamy wiele pomysłów i planów na rozwój. Obecnie jesteśmy na etapie testowania menu jesiennego, więc to dla nas bardzo ekscytujący moment — sprawdzamy nowe smaki i obserwujemy, co najbardziej smakuje naszym gościom.
- Czy macie jakąś historię (klienta, wydarzenia) albo moment, który najlepiej oddaje ducha tego miejsca — coś, co opowiadacie, gdy ktoś pyta "Dlaczego Tuli?"
- Kiedy tworzyliśmy Tuli, marzyliśmy o miejscu, do którego chce się wracać nie tylko po kawę, ale po spokój i ciepło. Wzięliśmy nazwę od słowa "tulić", bo to właśnie chcemy robić — otulać ludzi dobrą kawą, zapachem ciasta i uśmiechem. Dlatego Tuli.
- Jak dobieracie produkty, które trafiają na Wasze stoły? Czy szukacie rzemieślników z okolicy, eksperymentujecie, testujecie?
- Zawsze testujemy wszystko sami — wybieramy tylko to, co sami chcielibyśmy postawić na stole u siebie w domu.
Szukamy małych rzemieślników z okolicy, bo wierzymy, że w lokalnych produktach jest najwięcej serca.
A jeśli czegoś nie znajdziemy blisko, szukamy dalej — ale nigdy nie rezygnujemy z jakości i smaku, który czujemy naprawdę.
- Wasza kawiarnia już pełni ważną rolę w lokalnej społeczności. Na otwarciu ciężko było dostać się do środka. Czy macie wielu stałych klientów? Co najczęściej jest zamawiane?
- Tak, mamy wielu stałych gości – i to dla nas ogromna radość. Mamy na przykład pana, który odwiedza nas codziennie. Wieczorem, dzień wcześniej, przegląda nasze menu i wybiera, co zje następnego dnia. Ma swoje ulubione miejsce, a rozmowy o codzienności z nim stały się częścią naszego dnia. Wielu naszych gości ma też swoje stoliki i rytuały – to cudowne, bo dzięki nim Tuli naprawdę żyje. Samo otwarcie było dla nas ogromnym zaskoczeniem – i trochę przerażeniem. Nie spodziewaliśmy się aż tylu ludzi! To były trzy intensywne dni pełne emocji, stresu, drobnych błędów i nauki. Dla nas to był zupełnie nowy świat: nowy lokal, nowy zespół, pierwsze doświadczenie w roli gospodarzy. Ale właśnie dzięki temu wiemy, jak bardzo nam zależy. Bo mimo zmęczenia czuliśmy jedno – że ludzie naprawdę chcą tu być. I to dla nas najważniejsze.
- Co macie w planach na przyszłość — nowe smaki, rozszerzenie menu, może współpraca z artystami, wydarzenia kulturalne?
- Mamy naprawdę dużo planów! Chcemy dopieścić nasze menu, wprowadzać nowe smaki i pomysły, a także rozwijać współpracę z lokalnymi twórcami i organizować wydarzenia.
Pomysłów jest wiele — potrzebujemy tylko trochę czasu, żeby wszystko dobrze poukładać.
Już teraz planujemy pierwsze pop-upy, prawdopodobnie w styczniu lub lutym. Jesteśmy na etapie dopinania szczegółów z Pałacem w Mojęcicach i Winnicą Materia, żeby nasi goście mogli nie tylko spróbować wyjątkowych win i serów, ale też po prostu spędzić razem miły, muzyczny wieczór. Marzy nam się też wieczór ze stand-upem — taki lekki, pełen śmiechu i dobrej energii. A jeszcze w grudniu planujemy ugościć uczestników charytatywnego turnieju gwiazd organizowanego przez Klub Sportowy Rokita 1946. Dużo się dzieje — i to nas bardzo cieszy. Najważniejsze dla nas to rozwijać się w swoim rytmie, ale zawsze z sercem i w duchu Tuli.
- Tego ja, oraz zapewne reszta waszych fanów wam życzymy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze