-To jest wycieczka edukacyjna – oznajmia na samym początku pasażerom autobusu burmistrz Wołowa, Dariusz Chmura. – Nie podjęto jeszcze żadnej decyzji o budowie biogazowni w gminie Wołów – uspokaja. – Szukamy rozwiązań, ponieważ coraz droższy prąd obciąża budżet zarówno gminy, jak i mieszkańców – dodaje.
Ten artykuł znajduje się w najnowszym numerze Kuriera Gmin (wydanie na 28 listopada 2024 r.) - POBIERZ
Radni, przedstawiciele seniorów oraz pracownicy urzędu wyjechali do gminy Złotoryja, do miejscowości Łaźniki, by obejrzeć funkcjonującą od 2017 roku biogazownię. Instalacja ta wytwarza tanią energię z odpadów zielonych oraz przeterminowanej żywności.

fot. Burmistrz Dariusz Chmura wraz z urzędnikami, radnymi, przedstawicielami seniorów oglądali pracę biogazowni w Łaźnikach.
Czy biogazownia mogłaby powstać w Wołowie?
Radni oglądali instalację, zadawali pytania, a niektórzy już kalkulowali oszczędności, jakie mogłaby przynieść budowa podobnego obiektu w gminie Wołów. Jednocześnie jednak nie planują szybkich decyzji – obawiają się reakcji mieszkańców, którzy często niepokoją się potencjalnym smrodem i hałasem.
W Polsce dochodziło już do protestów przeciwko biogazowniom. Często wynikały one z braku konsultacji i zaskakiwania mieszkańców gotowymi projektami. Tymczasem w dobie rosnących cen energii biogazownie rosną jak grzyby po deszczu.

fot. Obecnie nowo budowane biogazownie są już w zamkniętych halach. Ta była pierwszej generacji, powstała w 2017 roku.
Czy naprawdę śmierdzi?
Autobus wjechał na teren biogazowni, oddalony o około 1 km od najbliższych zabudowań. Wokół pola. Pasażerowie rozglądają się i wąchają powietrze. -Gdzie ten smród? – pytają. Jakub Kłak, pracownik biogazowni, odpowiada: Nie ma smrodu, ponieważ wszystkie odpady są szczelnie przechowywane i odpowiednio utylizowane.
Podczas zwiedzania pracownicy pokazują działające silniki. Choć są głośne, hałas nie wydostaje się poza dźwiękoszczelne pomieszczenia. W hali magazynowej radni widzą palety przeterminowanej żywności, a poza halą stoją butelki z wodą, która nie nadaje się do spożycia – wszystko to jest wykorzystywane jako surowce do produkcji energii.
Biogazownia w Łaźnikach przetwarza rocznie około 30–40 tysięcy ton biomasy. - Najbardziej kaloryczne są kanapki z Żabki – żartują pracownicy, wyjaśniając, jak różnorodne odpady są przekształcane w prąd, ciepło, nawozy czy paliwa.

fot. Silniki zamknięte są w szczelnych pomieszczeniach.
Korzyści i zagrożenia z biogazowni – rozmowa z profesorem Grzegorzem Krzosem
Radni mieli również okazję spotkać się z profesorem Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu, Grzegorzem Krzosem, który przyjechał odpowiedzieć na pytania dotyczące biogazowni.

fot. prof. Grzegorz Krzos odpowiadał radnym na ich pytania.
- Jakie są korzyści i zagrożenia związane z biogazowniami?
Prof. Krzos: Korzyści jest bardzo wiele, a zagrożeń praktycznie żadnych – pod warunkiem, że inwestycja zostanie odpowiednio zaplanowana i wdrożona. Główne obawy mieszkańców dotyczą smrodu i hałasu, ale nowoczesne biogazownie trzeciej generacji eliminują te problemy. Są to instalacje bezodorowe, działające w zamkniętych halach, gdzie cały proces przeładunku i przetwarzania odbywa się w kontrolowanych warunkach.
- Jakie są największe korzyści z takich instalacji?
Prof. Krzos: Najmniejsza biogazownia działa jak multirafineria – może produkować biometan, który trafia do sieci gazowej, paliwa dla pojazdów, zielony prąd i ciepło, a także wysokiej jakości nawóz dla rolników. Dodatkowo produkuje się zielone CO₂, które jest wykorzystywane w przemyśle, np. przez zakłady takie jak PCC Rokita. Dzięki temu można uzyskać darmowe ciepło dla lokalnych społeczności – a jak wiemy, ceny ciepła gwałtownie rosną.
- Czy gminy chętnie inwestują w biogazownie?
Prof. Krzos: Widać coraz większe zainteresowanie. W Żmigrodzie i Zawoni, niedaleko Wołowa, budowane są trzy takie instalacje. Istnieją także programy wsparcia finansowego, które umożliwiają realizację takich inwestycji w każdej gminie.
- Jak długo trwa budowa biogazowni?
Prof. Krzos: Procedury decyzyjne zajmują około 3–4 miesięcy, a sama budowa trwa do roku. Gminy mogą liczyć na 85% dofinansowania. Ważne jest jednak przeprowadzenie konsultacji społecznych, aby uniknąć konfliktów i opóźnień.
- Jakie surowce można przetwarzać w biogazowni?
Prof. Krzos: Wszystkie odpady organiczne – zarówno zielone, jak i żywność. Kluczowe jest mieszanie różnych materiałów, aby uzyskać odpowiednią kaloryczność. Nawet przeterminowane kanapki czy skoszona trawa mogą być cennym surowcem.

fot. Przeterminowana żywność, którą wykorzystuje się do tworzenia zielonej energii.
- Jakie zyski można uzyskać z biogazowni?
Prof. Krzos: Zyski są wielowymiarowe – od energii elektrycznej i cieplnej, przez wysokiej jakości nawozy, po dodatkowe wpływy z podatków. Warto również rozważyć tworzenie spółdzielni energetycznych, gdzie mieszkańcy mogą korzystać z tańszej energii i wspólnie zarządzać produkcją.
- Ile kosztuje budowa instalacji?
- Prof. Krzos: Około 20 mln zł, minus dotacja i pożyczka referencyjna. Gminy otrzymują 85 proc. dofinansowania. Po wybudowaniu będziecie samowystarczalni energetycznie, nawet jak wyłączą prąd. Jego cena będzie zależeć od mieszkańców i ich zbieranych odpadów.
- Jaka odległość od budynków musi być zachowana?
- Prof. Krzos: Instalacje bezodorowe można budować bezpośrednio przy gospodarstwach. Nie ma tutaj żadnych przeciwwskazań. Oczywiście lepiej wszystko, wcześniej uzgodnić z mieszkańcami, aby czuli się pewnie i bezpiecznie.
- Zysk energetyczny? Jaki?
- Prof. Krzos: Zysk z energii, zysk z ciepła, zysk z nawozu dla rolników, który nie śmierdzi jak tradycyjny obornik czy gnojowica. Jeśli chcecie produkować paliwo, to super sprawa, bo macie swój zielony transport, swoje paliwo, z którego mogą korzystać mieszkańcy. Do gminy wpływają także gigantyczne podatki. Na Dolnym Śląsku powstaje coraz więcej biogazowni ze względu na bezpieczeństwo energetyczne.
- Po co budować tyle biogazowni?
- Prof. Krzos: Ze względu na sytuację na rynku i brak stabilizacji energetycznej. Wojna za granicą, u sąsiada, powoduje, że prąd staje się coraz droższy i taniej nie będzie. Każdy szuka oszczędności, a gminy chcą zabezpieczyć mieszkańców przed wysokimi cenami energii. Do tego biogazownie są źródłem odnawialnym.

fot. Jakub Kłak, pracownik biogazowni przekazał mieszkańcom, jak pracują instalacje.
Decyzja Wołowa – co dalej?
Radni wracają do autobusu pełni wrażeń. Burmistrz Dariusz Chmura podsumowuje: Najpierw edukacja, potem konsultacje społeczne, a dopiero na końcu decyzja. Radna opozycji Emilia Świątek oceniła pomysł pozytywnie, radny Marian Szpak zadawał mnóstwo pytań, a radny Krzysztof Rzeszowski wyraził obawy dotyczące przekonania mieszkańców do projektu, chociaż i jemu ceny prądu spędzają sen z powiek.
- Z takiego prądu, który wytworzyłaby biogazowania, mogłyby korzystać nasze gminne placówki oraz mieszkańcy - snuje plany burmistrz. - Korzyści byłyby też dla rolników, którzy sprzedawaliby zielone odpady. Wylicza, ale jak mówi już raz gmina oddawała dotację na budowę nowoczesnej segregacji odpadów po protestach mieszkańców. Dziś bylibyśmy w innym miejscu finansowym jeśli chodzi o odpady, jednak rozpowszechniane fake newsy wprowadziły w błąd mieszkańców i musieliśmy oddać 120 mln zł. Nie mam zamiaru popełniać takiego błędu. Jeśli mieszkańcy chcą mieć tańszy prąd, to niech sprawdzą biogazownie. Jeśli nie, nie będziemy nic wprowadzać na siłę - mówi do radnych, którzy razem z nim pojechali autobusem do Łaźnik.
Biogazownie stają się coraz bardziej popularne, zwłaszcza na terenach wiejskich. Przyszłość tego projektu zależy jednak od dialogu z mieszkańcami i przejrzystego procesu decyzyjnego.
W miejscowości Łaźniki koło Złotoryi zrealizowano inwestycję obejmującą budowę nowoczesnej biogazowni. W ramach projektu powstały budynki techniczne oraz socjalno-biurowe z przestrzenią sterowni, a także zaplecze gospodarcze przeznaczone do tymczasowego składowania płodów rolnych. Wybudowano także zespoły zbiorników, urządzenia oraz instalacje niezbędne do produkcji biogazu, a także systemy do wytwarzania i przesyłu energii elektrycznej i cieplnej.
Aby promować świadomość ekologiczną i zalety energii odnawialnej opartej na biogazie, w jednym z budynków zaaranżowano salę dydaktyczną. Odbywają się tam szkolenia i warsztaty dotyczące odnawialnych źródeł energii. Dodatkowo, wokół biogazowni wybudowano drogi i parkingi przystosowane do obsługi pojazdów ciężarowych.
Biogazownia w Łaźnikach jest jedynym w regionie producentem zielonej energii, przyczyniając się do zrównoważonego rozwoju oraz promocji odnawialnych źródeł energii. Produktem ubocznym pracy biogazowni jest poferment, który może być wykorzystywany jako ekologiczny nawóz. Zmniejsza to konieczność produkcji nawozów sztucznych, których wytwarzanie wiąże się z dużą emisją gazów cieplarnianych.
Marta Ringart-Orłowska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Jak radni i burmistrz są tacy zachwyceni proponuję by wybudowali to sobie przy własnej posesji a nie gdzieś na obrzeżach miasta tak by okoliczni mieszkańcy mieli potem smród i rój much... Wszystko ładnie pięknie wygląda na planach i gdy ktoś opowiada potem to będzie poza kontrolą jak jest w innych miejscach w Polsce... Mieszkańcy nie ma takiej opcji, że zgodzą się na takie coś, potem władza umyje rączki a właściciel będzie zwoził wszystko... W Wołowie porządnego lekarza nie ma a oni chcą jeszcze truć mieszkańców... Zajęli by się tym, że nie ma żadnej pomocy gminy do wymiany pieców... Inne gminy pomimo programu czyste powietrze mają jeszcze własne programy a u nas jak zwykle po 10 etatów dla znajomych w spółkach gminnych ale na pomoc dla mieszkańców nie ma.
Wolę zapłacić więcej za prąd niż mieć Biogazownie pod domem. Już postawili maszt BTS na samym wjeździe do Wołowa od strony Brzegu Dolnego, który szpeci całą okolicę i widać go już od ronda przy Biedronce. Zarządzanie przestrzenią w tym mieście to kpina. Amatorzy.
Jak radni i burmistrz są tacy zachwyceni proponuję by wybudowali to sobie przy własnej posesji a nie gdzieś na obrzeżach miasta tak by okoliczni mieszkańcy mieli potem smród i rój much... Wszystko ładnie pięknie wygląda na planach i gdy ktoś opowiada potem to będzie poza kontrolą jak jest w innych miejscach w Polsce... Mieszkańcy nie ma takiej opcji, że zgodzą się na takie coś, potem władza umyje rączki a właściciel będzie zwoził wszystko... W Wołowie porządnego lekarza nie ma a oni chcą jeszcze truć mieszkańców... Zajęli by się tym, że nie ma żadnej pomocy gminy do wymiany pieców... Inne gminy pomimo programu czyste powietrze mają jeszcze własne programy a u nas jak zwykle po 10 etatów dla znajomych w spółkach gminnych ale na pomoc dla mieszkańców nie ma.
Wolę zapłacić więcej za prąd niż mieć Biogazownie pod domem. Już postawili maszt BTS na samym wjeździe do Wołowa od strony Brzegu Dolnego, który szpeci całą okolicę i widać go już od ronda przy Biedronce. Zarządzanie przestrzenią w tym mieście to kpina. Amatorzy.