Wojciech Orłowski nie opowiada historii z książek. On je przeżył – podróżując po dawnych Kresach Wschodnich, odwiedzając miejsca, w których mordowano Polaków tylko dlatego, że byli Polakami. Berezne, Drohobycz, nieistniejąca dziś Huta Pieniacka – te nazwy wracają jak echo w jego opowieściach. To nie są suche fakty, to żywe wspomnienia ludzi, spotkań, a czasem łez.
– To były rozmowy, których nigdy się nie zapomni – mówi Orłowski. – Wspólne działania dla tych, którzy zginęli, zostali wymordowani, dla ich pamięci. Spotykaliśmy ludzi, którzy pomagali odnawiać zapomniane, zarośnięte polskie cmentarze. Byli też tacy, którzy pytali: „Po co wieziecie tę ziemię?” – wspomina pytania ukraińskich celników, gdy przewoził garści ziemi z miejsc zbrodni.
Wśród opowieści pojawia się także postać generała Mirosława Hermaszewskiego – pierwszego i jedynego polskiego kosmonauty. Pochodzący z Wołowa Hermaszewski urodził się na Kresach. Jego rodzina również doświadczyła tragedii ludobójstwa. Ta historia splata się z wieloma innymi losami repatriantów, którzy po wojnie trafili do powiatu wołowskiego.
To nie tylko wspomnienia. To dokumentowanie pamięci i przywracanie godności tym, których chciano wymazać z historii. A to dopiero początek – w kolejnych częściach cyklu „Wołowskie historie Kresowe” poznamy więcej miejsc, ludzi i zdarzeń, które na zawsze wpisały się w pamięć tych, którzy wrócili tam, skąd kiedyś musieli uciekać.
Materiał gminy Wołów
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze