Już po świętach, i po urodzinach ... więc mogę. Przed świętami, w urodziny, nie chciałam psuć atmosfery w jednym z naszych urzędów. Ale teraz będzie felieton... o urodzinach. Nie u cioci. U pani wójt.
Bo wszyscy tam byliśmy. Widzieliśmy. Tylko nie piliśmy... kawy oczywiście. W urzędzie.
Kiedy zobaczyłam ten wpis na oficjalnym profilu gminy Wińsko, trzy razy sprawdzałam, czy dobrze widzę.
Dzień roboczy. Urząd. Oficjalny profil gminy. A na nim: zdjęcia z urodzin pani wójt. Są życzenia „sto lat".
Jest ciasto, owoce... Stoły. Uśmiechy. Klimat jak z rodzinnego spotkania.
I teraz pytanie, całkiem serio.
Czy to jeszcze informacja publiczna? Czy już prywatna uroczystość opublikowana za publiczne pieniądze, na publicznym profilu?
A może to było poza urzędem? Może ktoś przyniósł te ciasteczka prywatnie, z domu, zrobił zdjęcia i... wrzucił na oficjalny profil Gminy na Facebooku?
Nie wierzę. Urzędnicy stoją w szeregu, jak na odprawie, niby wesoło, a jednak smutno. Szukam logiki. Szukam odpowiedzi: po co i komu to jest potrzebne?
Czy mieszkańcy naprawdę muszą być informowani o urodzinach wójta? Czy to jest zadanie urzędu? Czy od tego są profile gminy?
Gdzie jest granica między prywatą a działaniem na rzecz mieszkańców?
Bo dziś tej granicy po prostu nie widać.
Ustawodawca jest jeszcze dla samorządów łaskawy. Nie wymaga oznaczania treści tworzonych przez gminy na publicznych profilach. Nie nakazuje jasno oddzielać informacji publicznych od ... urodzin włodarza.
I dlatego na profilach gmin mamy wszystko. To, co ważne. I to, co ktoś chce pokazać.
Ale urodziny włodarza? To już jest moment, w którym człowiek zatrzymuje się i myśli: czy naprawdę nikt tu nie widzi problemu?
No to ja, z lekkim dystansem, jednak powiem: Sto lat. Ale może... niekoniecznie na oficjalnym profilu gminy. Bo tam jest jakoś smutno.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze