Ani ówcześni radni, których kadencja zakończyła się w kwietniu tego roku, ani starosta Janusz Dziarski nie informowali, że ich skarbnik ma wyrok. Kiedy go przyjmowali, a radni głosowali za jego kandydaturą, toczyła się już jego sprawa w sądzie karnym w Szczecinie. Czy wiedzieli, że naszymi finansami publicznymi zajmuje się osoba z ciężkimi zarzutami prokuratorskimi, a w konsekwencji z wyrokiem karnym?
Sprawa ma swój początek w 2017 roku. Wówczas Polską wstrząsnęła afera o odwołaniu przez premier Beatę Szydło, wójta Rewala. Rząd musiał ratować gminę przed długami, które narobił ówczesny wójt i jego trzech skarbników. Prokuratura wójtowi oraz skarbnikom w 2019 roku postawiła zarzuty. Chodziło między innymi o sporządzanie nierzetelnej dokumentacji finansowej, podpisywanie się pod umowami kredytowymi zaciąganymi w parabankach. Rewal został zadłużony na ponad 130 mln zł. Jednym z podejrzanych, a dalej oskarżonych i skazanych był skarbnik Rewala Artur M. Ten trafił w 2022 roku, kiedy już toczyła się jego sprawa w sądzie karnym w Szczecinie, do Wołowa. Wygrał konkurs na skarbnika, po czym radni przyjęli jego kandydaturę. Czy zatrudniający go starosta Janusz Dziarski wiedział o jego przeszłości? Czy sprawdził człowieka, któremu powierzył finanse publiczne? W świetle prawa Artur M. był niewinny. Miał zarzuty, a jego sprawa toczyła się w Sądzie. W styczniu 2024 roku zapadł wyrok w pierwszej instancji. Artur M. zapowiada odwołanie się od niego. Nie przyznaje się do zarzucanych mu czynów. Ze starostwa powiatowego w Wołowie odszedł wraz z końcem poprzedniej kadencji. Znalazł nową pracę w Lądku-Zdroju.
Lądek-Zdrój jak cała Polska żyje sprawą skarbnika
I pewnie nie byłoby tematu, gdyby nie czujność samorządowców w Lądku-Zdroju. To tamtejszy były burmistrz ujawnił na sesji gminy, że obecna władza zatrudniła na stanowisku skarbnika, człowieka skazanego za przestępstwa finansowe w gminie Rewal.
- Wyroki są bardzo surowe, od 8 miesięcy do 1,5 roku więzienia, w tym dla byłego wójta Rewala i jego 3 skarbników. Chodzi o zaciąganie pożyczek w parabankach i przywłaszczenie pieniędzy przez wójta, a w konsekwencji zadłużenie gminy Rewal - podaje PAP.
- To moja prywatna sprawa - mówił do radnych Lądka-Zdroju na sesji skarbnik Artur M. I jak przyznał, wierzy w drugą instancję, gdzie liczy na uniewinnienie.
Radni Lądka-Zdroju chcieli jego odwołania, ale i tu burmistrz stanął w jego obronie, mówiąc, że w świetle prawa jest on niewinny, bo wyrok jest nieprawomocny.
Starosta wołowski milczał
W starostwie w Wołowie nikt nie chwalił się przeszłością skarbnika. Sprawę ujawnił, w ubiegłym tygodniu, w mediach społecznościowych, radny Bohdan Stawiski pytając, czy były starosta Janusz Dziarski, wiedział kogo zatrudnia? Wcześniej w wywiadach zarzucał mu otaczanie się niekompetentnymi ludźmi.
Czy wiedział? Były starosta jak zawsze milczy. Dowodem tego, kim się otaczał był brak działań. Przez ponad 5 lat starostwo wydawało jeden komunikat, że nie ma pieniędzy. Oszczędzali na wszystkim, na pracownikach, sprzęcie, a inwestycji właściwie nie było. Można się tylko domyślać, że skarbnik z tak poważnymi zarzutami miał inne problemy na głowie, które musiał rozwiązywać. Rozwój powiatu wołowskiego został zatrzymany i chyba już wiadomo dlaczego? Skarbnik miał ciepłą posadę ze stałą pensją, a starosta święty spokój. Teraz pozostał tylko wstyd i niesmak.
Komentarz od Redakcji
Artur M. był niewinny, miał "tylko" zarzuty, odezwali się w komentarzach na Facebooku ci, którzy powinni bronić, ale etyki działania w samorządzie, a nie przestępców. Miał prawo pracować, bo nie ma prawomocnego wyroku - komentowali. Oczywiście, że ma, ale czy oni poszliby do księgowego, mając swoją firmę, który ma postawione zarzuty? Czy chcieliby pożyczyć i dać dostęp do swoich finansów osobie, która została skazana w pierwszej instancji za przestępstwa finansowe? Każdy powie: nie. Jeśli sprawa dotyczy urzędników tzw. przestępców w białych kołnierzykach, jakoś tak łatwiej przychodzi innym urzędnikom dalej im ufać, nie wierzyć sądom, prokuraturze. Koledzy z urzędu przymykają oko, bo przecież skazani nie zarządzają ich pieniędzmi, tylko publicznymi? Czy powiatowi wołowskiemu zaszkodziło zatrudnienie Artura M.? Można powiedzieć nie. Nie zaciągnął już żadnego kredytu na budowę czy rozwój powiatu. Nawet nie ma się do czego doczepić. Były starosta dalej może spać spokojnie. Za nic nie robienie, nic mu nie grozi.
Artykuł ukazał się w ostatnim wydaniu Kuriera Gmin, 14 sierpnia
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze