Podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej w Brzegu Dolnym z ust radnego Krzysztofa Strzałkowskiego padło pytanie: kiedy burmistrz wyda gazetę gminną? Pytanie z pozoru niewinne, ale mające ciężar gatunkowy większy, niż mogłoby się wydawać. Bo przecież nie chodzi tylko o papier, druk i skład. Chodzi o to, kto będzie pisał, a kto recenzował.
Rada – w większości opozycyjna wobec burmistrza – oczekuje, że to właśnie burmistrz za publiczne pieniądze wyda... "jej" gazetę. Czyli czyją? I według jakiej linii redakcyjnej? Kto decydowałby o treści?
Czytelnik ma prawo zapytać: czy w tej gazecie znajdzie się więcej miejsca dla opozycyjnych radnych, czy dla gospodarza miasta? Bo jeśli jedno i drugie – to już nie gazeta, tylko ring.
A przecież – z całym szacunkiem do każdej władzy – jeszcze się taki nie urodził, co by sobie słowem dogodził. A co dopiero gazeta! Samorządowy tytuł prędzej czy później staje się albo tubą chwały, albo celem krytyki. I nie zmienią tego najlepiej napisane leady ani nagłówki.
Skoro już o pieniądzach mowa – jeśli rada pyta burmistrza, kiedy za pieniądze wszystkich mieszkańców wyda bezpłatną gazetę, to może warto zadać też inne pytanie: kiedy radni – za swoje diety – kupią i rozdadzą co miesiąc 3 tysiące darmowych obiadów dla potrzebujących mieszkańców? Ot, taka sama logika: coś "za darmo", tyle że nie z budżetu gminy, a z własnej kieszeni.
Bo skoro darmowa gazeta jest obowiązkiem burmistrza, to może darmowy posiłek – jeszcze bardziej namacalny – powinien być obowiązkiem radnego?
W przeszłości Brzeg Dolny miał już "darmową" gazetę. Kosztowała gminę około 1 miliona złotych rocznie – i to bez wynajmu lokalu, bez zakupu sprzętu, bez pełnych etatów. Dziś nikt nie pyta o koszty, transparentność, o cel. Pytają tylko: kiedy gazeta? Choć przecież w Brzegu Dolnym nie brakuje źródeł informacji – działa portal samorządowy, gmina ma aktywny profil na Facebooku, są lokalne media, dziennikarze i społeczność obywatelska. Nie jesteśmy informacyjną pustynią.
A jeśli komuś się wydaje, że wszystko trzeba drukować, to może warto zainwestować w książki. Albo w lokalne biblioteki.
Na tej samej sesji radna Maria Wabińska słusznie zauważyła, że burmistrz powinien sięgać po środki zewnętrzne, zamiast drenować budżet. Zgoda. Tylko czy propozycja wydawania gminnej gazety idzie w tym samym kierunku?
Nie wygląda na to. Gazeta to nie inwestycja. To koszt stały, regularny, wieloletni. I, jak pokazuje historia – bardzo podatny na wpływy polityczne. Na tyle duży, że władza sama może się pogrążyć. I o to może radnym chodzi?
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze