Rozmowa z posłanką RP Jolantą Niezgodzką
- Pani Poseł, co łączy Panią z powiatem wołowskim?
- Jestem tu obecna, ponieważ mieszkańcy powiatu wołowskiego również wybrali mnie do Sejmu jako swoją reprezentantkę. To dla mnie zobowiązanie, by utrzymywać stały kontakt z mieszkańcami i samorządowcami. Choć mój okręg to Wrocław i powiaty wokół niego, powiat wołowski – z Wołowem, Brzegiem Dolnym i Wińskiem – jest mi szczególnie bliski. Regularnie spotykam się z mieszkańcami, burmistrzami: Dariuszem Chmurą i Ireneuszem Furą, a także ze starostą Janem Janasem i wicestarostą Beatą Grygą. Jesteśmy w stałym kontakcie i wspólnie realizujemy różne inicjatywy.
- A konkretnie? Co udało się już zrobić wspólnie z samorządami?
- Jednym z konkretnych działań było rozwiązanie wieloletniego problemu na stacji PKP w Wołowie. Osoby z niepełnosprawnością, seniorzy czy rodzice z wózkami mieli ogromne trudności z przechodzeniem przez tory. Dzięki naszej współpracy z PKP udało się zainstalować elektryczną bramkę otwieraną przez dyżurnego ruchu - to rozwiązanie prostsze i bezpieczniejsze, monitorowane, które realnie poprawiło dostępność do czasu kompleksowego remontu.
- A inne sprawy kolejowe?
- Wspieram burmistrzów w działaniach mających na celu pozyskiwanie terenów kolejowych niewykorzystywanych już przez PKP - m.in. na potrzeby ścieżek rowerowych czy nowych parkingów. Przykład: trasa rowerowa Wołów-Lubiąż w śladzie dawnej linii 311. Bez przekazania terenu przez PKP takie inwestycje nie są możliwe.
- A co z głośną sprawą remontu kładki nad torami w Brzegu Dolnym? Jest znana Pani ta sprawa?
- To trudna sprawa, ponieważ występuje tu konflikt własnościowy. Nadal nie jest rozstrzygnięte, kto powinien ponieść koszty remontu. Wspieram burmistrza Ireneusza Furę w tej sprawie i podejmuję rozmowy z instytucjami. Potrzebna będzie dobra wola wszystkich stron.
- Zapytam jeszcze w sprawie mostu kolejowego na Odrze. Wraz z radnym powiatu i członkiem zarządu, Bohdanem Stawiskim i nasza redakcja zbierała podpisy pod petycją do ministra infrastruktury o remont tego obiektu. Czy sprawa jest Pani znana? Czy coś się w tej kwestii dzieje?
- Oczywiście, że znam sprawę - jeszcze w 2024 r. poruszałam ten temat na spotkaniu z Ministrem Piotrem Malepszakiem i monitoruję postępy. Remont linii 273 czyli tzw. Nadorzanki jest zaplanowany wraz z mostem i drugim torem. Kolejny raz w tej sprawie będę rozmawiała z Ministrem w przyszłym tygodniu i mam nadzieję, że po spotkaniu będę miała dla mieszkańców kolejne konkrety.
- I jeszcze jedna kolejowa sprawa. Co z remontem przejść na dworcach PKP w Brzegu Dolnym i Wołowie? Dworce kolejowe są wyremontowane, ale przejścia nie spełniają współczesnych standardów dostępności. Czy planowane są jakieś działania?
- Przejścia wymagają remontów, zabiegam o to jako członkini sejmowej Komisji Infrastruktury. Do czasu remontów PKP dba o poprawę dostępności, tak jak to zrobiliśmy w Wołowie, o czym wspomniałam wcześniej.
- Jest Pani zaangażowana w działania dotyczące zdrowia kobiet. Co udało się w tej kwestii osiągnąć?
- To dla mnie bardzo ważny temat, bo obiecałam Dolnoślązaczkom skuteczną walkę o lepszą profilaktykę i ochronę zdrowia. Dziś śmiało mogę powiedzieć, że dotrzymujemy słowa. Dzięki działaniom naszego rządu i byłej minister zdrowia Izabeli Leszczyny zmieniliśmy podejście do profilaktyki raka szyjki macicy. Zamiast mało skutecznej cytologii płytkowej, kobiety mogą teraz wykonać test na obecność wirusa HPV - refundowany przez NFZ. Jeśli wynik jest pozytywny, wykonywana jest od razu cytologia płynna. To ogromny krok naprzód, który może uratować życie wielu kobietom.
-Jak często będą kobiety mogły w ramach NFZ wykonywać takie badania?
- Test HPV – co 5 lat, jeśli wynik jest negatywny. W razie dodatniego wyniku - kontrolne cytologie częściej. Chodzi o to, by wykryć nowotwór zanim się rozwinie. Musimy przełamywać bariery i zachęcać kobiety – zwłaszcza w mniejszych miejscowościach - do badań.
- Czy planowane są kampanie edukacyjne w tej sprawie?
- Tak, Ministerstwo Zdrowia nad tym pracuje. Chcemy dotrzeć także do małych miejscowości, by kobiety nie były pomijane. Profilaktyka to nie tylko zdrowie, ale też oszczędność dla systemu – w dłuższej perspektywie jest tańsza niż leczenie nowotworów w zaawansowanym stadium.
- Od kiedy władzę objęła Państwa koalicja, rząd nie przeznaczył ani złotówki na płatne kampanie społeczne w mediach lokalnych (i mówię to jako członek Rady Wydawców w imieniu całej grupy prywatnych wydawców należących do Stowarzyszenia Gazet Lokalnych). Cała komunikacja prowadzona jest przez duże ogólnopolskie gazety, portale i telewizje. Nasi mieszkańcy czytają jednak media lokalne, to z nich czerpią informacje. Dlaczego ministrowie nie schodzą ze swoim przekazem do gmin i powiatów?
- Ministrowie pracują na co dzień w Warszawie, ale są też aktywni w regionie. Nasz dolnośląski Minister Michał Jaros mimo zobowiązań w Ministerstwie jest ciągle aktywny i widoczny w regionie, również na spotkaniach w gminach, powiatach, na konferencjach prasowych.
- W powiecie wołowskim trwają protesty przeciwko farmom OZE. Jak Pani ocenia te nastroje? Tu też brakuje w terenie informacji z rządu, od posłów.
- Zmiany w tzw. ustawie wiatrakowej pozwalają na lokalizację wiatraków w odległości 500 metrów od zabudowań. Ale decyzja zawsze należy do gminy - po konsultacjach z mieszkańcami. Rząd nie narzuca niczego siłą. Jako posłanka jestem otwarta na rozmowę, na przyjazd do każdej gminy, by wyjaśniać, czym naprawdę są te regulacje i jak mogą pomóc w budowaniu niezależności energetycznej i tańszej energii.
- I tych rozmów z posłami brakuje w terenie. Samorządy często unikają tematu.
- Zgadzam się - i uważam, że posłowie powinni być bardziej obecni w gminach, by wspierać samorządy w procesie wdrażania przepisów. Dezinformacja i strach rozchodzą się szybciej niż rzetelna informacja. Musimy temu przeciwdziałać. Dlatego od września planuje kolejne spotkania z samorządowcami i mieszkańcami.
- W przestrzeni publicznej pojawiają się informacje o imigrantach. Nasza granica zachodnia leży tylko 150 km od powiatu wołowskiego. Nasi mieszkańcy czują niepokój, a radni wszczynają dyskusje o budowie ośrodków dla imigrantów. Co Pani na to?
- Migracje były, są i będą. Polska, jak wiele państw, mierzy się dziś z wyzwaniami migracyjnymi, ale rząd działa odpowiedzialnie – skuteczność zapory na granicy z Białorusią wzrosła z 30% do 98%. Nie ma też żadnego masowego przerzutu na granicy zachodniej – sytuacja jest pod pełną kontrolą.
Jednocześnie to nie same migracje są dziś największym zagrożeniem, lecz sposób, w jaki skrajna prawica wykorzystuje ten temat do budowania kapitału politycznego, wzniecania paniki i legitymizowania przemocy. Tymczasem to właśnie za rządów PiS Polska wydała rekordowe 6,5 miliona wiz (2018–2022), często bez należytego nadzoru. Migracja była wtedy wykorzystywana instrumentalnie, a nie zarządzana.
Prawda jest taka, że potrzebujemy legalnej migracji – ze względów demograficznych i gospodarczych. Tymczasem skrajna prawica podsyca lęki, sieje dezinformację. Nie możemy dzielić ludzi ze względu na kolor skóry, religię czy pochodzenie. To nie tylko nieetyczne, ale i niezgodne z prawem. Rząd robi swoje – zapewnia bezpieczeństwo, ale i broni wartości: godności, równości i wspólnoty.
- A co z lokalnymi lękami? W powiecie krążą plotki o ośrodkach dla cudzoziemców.
- Centra integracji cudzoziemców powstały za czasów rządu PiS - wtedy ich posłowie przecinali wstęgi pod centrami, a dziś robią tam konferencje prasowe szerzące dezinformacje o migracjach. Centra integracji cudzoziemców to nie "ośrodki dla imigrantów", lecz punkty wsparcia dla osób LEGALNIE przebywających w Polsce. Ich celem jest m.in. nauka języka, pomoc prawna, wsparcie w adaptacji i integracji. Takie działania budują bezpieczeństwo i zapobiegają napięciom społecznym. Jeśli jest potrzeba - jestem gotowa przyjechać na sesję rady gminy czy powiatu, spotkać się z mieszkańcami, odpowiedzieć na pytania. Musimy razem rozbrajać fake newsy, nie pozwolić na podsycanie lęku czy szczucie ludzi na siebie nawzajem.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze