Reklama

Kolejki po pellet w Wołowie. Mieszkańcy boją się, że zabraknie opału

10/02/2026 16:55

W Wołowie widać to jak na dłoni: pellet znika błyskawicznie, a tam, gdzie jeszcze jest ustawiają się kolejki. W ostatnich dniach mieszkańcy pilnowali dostaw od rana. Gdy tylko towar dojechał, w kilka minut znikał z placu. Nie dlatego, że ktoś kupował „na zapas” hurtowo, ale dlatego, że jak mówią boją się, że za chwilę nie będzie już nic.

 

„Po 10 worków na osobę”

 

W Wołowie obowiązywały jasne zasady: limit 10 worków na osobę. I właśnie dlatego pod sklep podjeżdżały całe rodziny. – Skoro jest limit na osobę, to przyjeżdżamy razem. Każdy bierze swoje 10 worków – tłumaczyli mieszkańcy. Kolejka była pilnowana nie tylko przez kupujących, ale też przez właściciela sklepu, który sprawdzał, ile kto bierze. Nerwowo? Tak. Chaos? Nie.

 

– Tu przynajmniej jest porządek. Każdy wie, ile może wziąć i nikt się nie przepycha – mówili ludzie stojący w kolejce.

Reklama

 

Cena rośnie, ale… „i tak tanio”

 

W Wołowie worek pelletu kosztował 35 zł. Jeszcze w październiku jak przypominają mieszkańcy było 23 zł. Podwyżka boli, ale w porównaniu z tym, co dzieje się poza powiatem, wielu i tak mówi o „szczęściu”.

 

– Jeden sprzedawca poza powiatem zażądał 3 tys. zł za tonę. To już jest absurd. Albo ktoś zwariował, albo zwyczajnie oszukuje relacjonują mieszkańcy.

 

Dlaczego w całej Polsce zaczyna brakować pelletu?

Sytuacja w Wołowie nie jest wyjątkiem. W wielu miejscach w Polsce pellet znika z dnia na dzień. Przyczyn jest kilka:
• większy popyt zimą – wiele osób przeszło na pellet po zmianach cen węgla i gazu,
• ograniczone dostawy – część producentów nie nadąża z produkcją,
• spekulacje cenowe – tam, gdzie brakuje kontroli i limitów, ceny szybują w górę,
• strach przed brakami – ludzie kupują szybciej i więcej, bo pamiętają kryzysy z poprzednich sezonów.

Reklama

Efekt? Kolejki, nerwy i sytuacje, w których każdy pilnuje każdego.

„Tu przynajmniej jest uczciwie”

Mieszkańcy Wołowa podkreślają jedno: lepiej drożej, ale uczciwie i zorganizowanie, niż taniej tylko „na papierze”, a w praktyce bez towaru albo z ceną z kosmosu. – Tu jest porządek, jest limit i wiadomo, że każdy coś dostanie. I to jest najważniejsze – mówią zgodnie.

Pellet stał się dziś towarem strategicznym. A to, co wydarzyło się w Wołowie, pokazuje, że tam, gdzie są jasne zasady i kontrola sprzedaży, nawet w trudnych warunkach da się uniknąć chaosu. Ministerstwo zapowiada kontrole. Chcą sprawdzać ceny i dostępność pelletu Narastające problemy z dostępnością pelletu oraz gwałtowne podwyżki cen zwróciły uwagę rządu.

Reklama

Ministerstwo Klimatu i Środowiska zapowiada działania kontrolne na rynku opału, w tym pelletu. Chodzi przede wszystkim o sprawdzanie praktyk sprzedażowych, cen oraz realnej dostępności towaru.

Resort nie ukrywa, że docierają do niego sygnały o:
• sztucznym zawyżaniu cen,
• sprzedaży „spod lady” lub tylko dla wybranych klientów,
• braku jasnych zasad dystrybucji, które powodują chaos i konflikty wśród mieszkańców. Według zapowiedzi, kontrole mają objąć zarówno pośredników, jak i większych sprzedawców, a w przypadku wykrycia nieprawidłowości możliwe będą kary finansowe.

Reklama

Ministerstwo podkreśla, że opał – podobnie jak w poprzednich sezonach kryzysowych – nie powinien być przedmiotem spekulacji, zwłaszcza w środku sezonu grzewczego. Na tle tych zapowiedzi sytuacja w Wołowie jest przez mieszkańców oceniana pozytywnie. Jasne limity, pilnowanie kolejki i jedna cena dla wszystkich sprawiają, że – mimo nerwów i wyższych kosztów – ludzie mają poczucie uczciwego traktowania. Jak mówią: lepiej stać w kolejce i zapłacić 35 zł za worek, niż słyszeć, że tona kosztuje 3 tysiące i „jak się nie podoba, to nie kupuj”.

 

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kuriergmin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości