W Wołowie widać to jak na dłoni: pellet znika błyskawicznie, a tam, gdzie jeszcze jest ustawiają się kolejki. W ostatnich dniach mieszkańcy pilnowali dostaw od rana. Gdy tylko towar dojechał, w kilka minut znikał z placu. Nie dlatego, że ktoś kupował „na zapas” hurtowo, ale dlatego, że jak mówią boją się, że za chwilę nie będzie już nic.
„Po 10 worków na osobę”
W Wołowie obowiązywały jasne zasady: limit 10 worków na osobę. I właśnie dlatego pod sklep podjeżdżały całe rodziny. – Skoro jest limit na osobę, to przyjeżdżamy razem. Każdy bierze swoje 10 worków – tłumaczyli mieszkańcy. Kolejka była pilnowana nie tylko przez kupujących, ale też przez właściciela sklepu, który sprawdzał, ile kto bierze. Nerwowo? Tak. Chaos? Nie.
– Tu przynajmniej jest porządek. Każdy wie, ile może wziąć i nikt się nie przepycha – mówili ludzie stojący w kolejce.
Cena rośnie, ale… „i tak tanio”
W Wołowie worek pelletu kosztował 35 zł. Jeszcze w październiku jak przypominają mieszkańcy było 23 zł. Podwyżka boli, ale w porównaniu z tym, co dzieje się poza powiatem, wielu i tak mówi o „szczęściu”.
– Jeden sprzedawca poza powiatem zażądał 3 tys. zł za tonę. To już jest absurd. Albo ktoś zwariował, albo zwyczajnie oszukuje relacjonują mieszkańcy.
Dlaczego w całej Polsce zaczyna brakować pelletu?
Sytuacja w Wołowie nie jest wyjątkiem. W wielu miejscach w Polsce pellet znika z dnia na dzień. Przyczyn jest kilka:
• większy popyt zimą – wiele osób przeszło na pellet po zmianach cen węgla i gazu,
• ograniczone dostawy – część producentów nie nadąża z produkcją,
• spekulacje cenowe – tam, gdzie brakuje kontroli i limitów, ceny szybują w górę,
• strach przed brakami – ludzie kupują szybciej i więcej, bo pamiętają kryzysy z poprzednich sezonów.
Efekt? Kolejki, nerwy i sytuacje, w których każdy pilnuje każdego.
„Tu przynajmniej jest uczciwie”
Mieszkańcy Wołowa podkreślają jedno: lepiej drożej, ale uczciwie i zorganizowanie, niż taniej tylko „na papierze”, a w praktyce bez towaru albo z ceną z kosmosu. – Tu jest porządek, jest limit i wiadomo, że każdy coś dostanie. I to jest najważniejsze – mówią zgodnie.
Pellet stał się dziś towarem strategicznym. A to, co wydarzyło się w Wołowie, pokazuje, że tam, gdzie są jasne zasady i kontrola sprzedaży, nawet w trudnych warunkach da się uniknąć chaosu. Ministerstwo zapowiada kontrole. Chcą sprawdzać ceny i dostępność pelletu Narastające problemy z dostępnością pelletu oraz gwałtowne podwyżki cen zwróciły uwagę rządu.
Ministerstwo Klimatu i Środowiska zapowiada działania kontrolne na rynku opału, w tym pelletu. Chodzi przede wszystkim o sprawdzanie praktyk sprzedażowych, cen oraz realnej dostępności towaru.
Resort nie ukrywa, że docierają do niego sygnały o:
• sztucznym zawyżaniu cen,
• sprzedaży „spod lady” lub tylko dla wybranych klientów,
• braku jasnych zasad dystrybucji, które powodują chaos i konflikty wśród mieszkańców. Według zapowiedzi, kontrole mają objąć zarówno pośredników, jak i większych sprzedawców, a w przypadku wykrycia nieprawidłowości możliwe będą kary finansowe.
Ministerstwo podkreśla, że opał – podobnie jak w poprzednich sezonach kryzysowych – nie powinien być przedmiotem spekulacji, zwłaszcza w środku sezonu grzewczego. Na tle tych zapowiedzi sytuacja w Wołowie jest przez mieszkańców oceniana pozytywnie. Jasne limity, pilnowanie kolejki i jedna cena dla wszystkich sprawiają, że – mimo nerwów i wyższych kosztów – ludzie mają poczucie uczciwego traktowania. Jak mówią: lepiej stać w kolejce i zapłacić 35 zł za worek, niż słyszeć, że tona kosztuje 3 tysiące i „jak się nie podoba, to nie kupuj”.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze