Reklama

"Ludzie na mydło. Mit, w który uwierzyliśmy"

17/02/2024 09:07

Rozmowa z pisarzem pochodzącym z Wołowa Tomaszem Bonkiem, który w swojej najnowszej książce odpowiada na pytanie, czy faktycznie Niemcy w Gdańsku i obozach koncentracyjnych przerabiali ludzi na mydło na przemysłową skalę. - "Ludzie na mydło. Mit, w który uwierzyliśmy" to prequel i zarazem ciąg dalszy "Medalionów" Zofii Nałkowskiej – przekonuje autor. To także opowieść o ogromnie wojennych zbrodni popełnionych podczas II wojny światowej.

- Pana najnowsza książka to reportaż historyczny o niemieckich lekarzach-anatomach, którzy prowadzili upiorne instytuty w Gdańsku, Poznaniu i we Wrocławiu.

- Ale to także opowieść o Zofii Nałkowskiej i jej wizycie w rzekomej fabryce mydła z ludzkiego tłuszczu, jaką w Gdańsku miał zorganizować profesor Spanner, znany z jej słynnych "Medalionów", które przez kilkadziesiąt lat były lekturą szkolną. Prezentuję w niej również nieznane kulisy pracy pierwszej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich, zapiski z pamiętników, rekonstrukcje wydarzeń, portrety ofiar i ich oprawców.

Reklama

- Książka już przed premierą uplasowała się na liście 100 najlepiej sprzedających się książek historycznych Empiku. Tuż po niej długo gościła na jej pierwszym miejscu. Z czego wynika tak wielkie zainteresowanie tą książką i tak mroczną tematyką?

- Myślę, że napaść Rosji na Ukrainę i tamtejsze ludobójstwo sprawiły, że również młode pokolenia zaczęły się interesować naszą historią i tym, jak bardzo nasze rodziny doświadczyła ostatnia wojna. Uświadamiamy sobie, że ludobójstwo się na świecie powtarza, dzieje się wciąż i może się wydarzyć zawsze, wszędzie. Z drugiej strony coraz popularniejsza staje się literatura faktu a czytelnicy kochają kryminały. Moja książka łączy cechy obu tych gatunków.

Reklama

- O czym jest książka "Ludzie na mydło"?

- W Gdańsku profesor Rudolf Spanner - tytułowy bohater jednego z "Medalionów" Zofii Nałkowskiej - przerabia zwłoki więźniów zamordowanych w więzieniach Gestapo na preparaty anatomiczne. Jego pracownicy do instytutu anatomicznego przywożą też ciała więźniów zgładzonych przez SS-manów w KL Stutthof oraz ze szpitala psychiatrycznego w Kocborowie. Gotują je z ługiem sodowym w specjalnych kotłach maceracyjnych, aby uzyskać czyste kości.

W Lasach Piaśnickich Niemcy mordują tysiące Polaków i grzebią ich w zbiorowych mogiłach. W szpitalach psychiatrycznych rozpoczyna się akcja T4 - ich pacjenci giną od zbrodniczych zastrzyków lub w komorach gazowych. Tak zaczyna się książka pt.: "Ludzie na mydło".

Reklama

- Pisze Pan, że do podobnych zdarzeń dochodziło też w Poznaniu.

- W Poznaniu profesor Hermann Voss ze zwłok Polaków i Żydów straconych przez niemieckie sądy wypreparowywał czaszki i sprzedawał je do Muzeum Historii Naturalnej we Wiedniu. Prowadził przy tym pamiętnik, w którym opisywał m.in. jak bardzo nienawidził Polaków.

 Natomiast asystent Vossa, dr Robert Herrlinger pobierał w poznańskim więzieniu krew ze zwłok skazańców zaledwie 40 sekund po wykonaniu egzekucji.

- Tymczasem alianci nie wierzyli w Holokaust....

Reklama

- W międzyczasie Jan Karski spotykał się w Waszyngtonie z prezydentem Stanów Zjednoczonych Franklinem Delano Rooseveltem i opowiadał mu o Holokauście. Roosevelt najwyraźniej nie wierzył w to, co słyszał. Nie wierzyli też amerykańscy Żydzi, których tam spotkał.

 W ludobójstwo nie chcieli też uwierzyć Brytyjczycy. Pamiętali jeszcze, że już podczas I wojny światowej ich dyplomaci rozpuścili w światowych mediach plotkę o tym, że Niemcy przerabiali ludzi na mydło. Musieli się z tego długo tłumaczyć i ją zdementować.

Reklama

- I dopiero po zakończeniu II wojny światowej sprawa mydła z ludzi znów zagościła na łamach gazet.

- Kiedy skończyła się wojna do instytutu anatomicznego w Gdańsku profesora Spannera weszła specjalna komisja. Jej członkiem był Stanisław Strąbski, dziennikarz agencji prasowej Polpress, który napisał depeszę informującą o odnalezieniu tam "fabryki mydła z tłuszczu ludzkiego".

 Po lekturze tego artykułu do Gdańska poleciała Zofia Nałkowska, pisarka i lewicowa publicystka, niedawno nominowana przez Bieruta posłanka do Krajowej Rady Narodowej i zarazem członkini pierwszej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich. Z innymi posłami, którzy jej towarzyszyli oglądała trupiarnię instytutu anatomicznego Spannera. Wraz z Sowietami członkowie komisji przygotowali raport z oględzin placówki, napisali w nim o tym, że odkryli "fabrykę mydła z ludzkiego tłuszczu".

Reklama

- Po powrocie do Warszawy i Łodzi Nałkowska napisała "Medaliony", które podbiły serca Polaków.

- Na bazarach Gdańska handlarze zaczęli wówczas sprzedawać mydło RIF - twierdzili, że to skrót od słów Reines Jüdisches Fett – "prawdziwy żydowski tłuszcz". Do akcji wkroczyła milicja i specjalne komisje. Mydło RIF trafiło na czołówki gazet na całym świecie. Podobne kostki odnajdowane były w wielu państwach, także za oceanem. Organizowane były więc pogrzeby, podczas których mydło RIF składano do grobów.

Reklama

- A co naprawdę wydarzyło się w Gdańsku podczas wojny? Czy w "Medalionach" Nałkowska przeinaczyła fakty?

- Przed i w czasie wojny Instytutem Anatomicznym Akademii Medycznej w niemieckim Danzig przez kilka lat kierował niejaki profesor Rudolf Spanner. Był naukowcem nominowanym już w 1939 roku do Nagrody Nobla. Marzył o sławie i dużych pieniądzach. Kiedy wybuchła wojna mógł rozwinąć skrzydła. Hitler chciał wykształcenia jak największej liczby studentów, aby już jako lekarze leczyli żołnierzy rannych na frontach. Do tego potrzebne były zwłoki i przygotowane z nich preparaty anatomiczne. W III Rzeszy pojawiły się więc niezwykłe możliwości. Eksperymentowano na zwłokach więźniów obozów koncentracyjnych, pacjentów szpitali psychiatrycznych, ofiar egzekucji dokonanych przez gestapo. Takie ciała trafiały do instytutu profesora Spannera. Kiedy Spanner uciekł z Gdańska, a w jego laboratorium Polacy i Sowieci odnaleźli setki poćwiartowanych ciał oraz kuwetę z dziwną substancją, ktoś im powiedział, że jest to fabryka mydła z ludzi, a oni w to uwierzyli.

Reklama

- A jaka była prawda?

- Przez lata wierzyliśmy, że Niemcy w obozach koncentracyjnych na masową skalę produkowali mydło z tłuszczu ludzkiego. Do popularyzowania tego przekonania przyczynili się dziennikarze i literaci, zwłaszcza Zofia Nałkowska w swoich "Medalionach", które do 1991 roku były lekturą obowiązkową w liceach. Ten wątek podchwycili też inni autorzy. Na przykład Tadeusz Borowski w "Pożegnaniu z Marią". A była to "kaczka dziennikarska" Strąbskiego. Niemcy są winni niewyobrażalnego ludobójstwa, popełnionego podczas wojny, wielu okrucieństw, ale akurat produkcji mydła z ludzkiego tłuszczu w obozach koncentracyjnych zarzucić im nie można, co potwierdziło także śledztwo IPN. Spanner nie mordował. Profanował natomiast i możliwe, że przyspieszał mordowanie pacjentów w szpitalu psychiatrycznym w Kocborowie. W jego instytucie, w procesie produkcji preparatów anatomicznych z ludzkich zwłok, faktycznie powstawało mydło podczas gotowania ciał w ługu potasowym, ale nie było to celem tych zabiegów. Był to produkt uboczny. Chcę jednak podkreślić, że ta sprawa w żaden sposób nie umniejsza ogromowi niemieckich zbrodni i ich nie neguje. Neguje tylko ten mit o produkcji mydła z ludzi w Auschwitz.

Reklama

O autorze:

 

Tomasza Bonek jest reporterem o dokumentalistą rozwiązującym w swoich książkach tajemnice z czasów II wojny światowej i PRL. Przez niemal dwadzieścia lat zarządzał największymi redakcjami biznesowymi w Polsce (Money.pl. Business Insider Polska, Forbes.pl Biznes.Onet) i jest współautorem ich sukcesów.

 

Nakładem Wydawnictwa Znak Horyzont ukazały się następujące książki jego autorstwa:

 

"Zaginione złoto Hitlera. Bezpieka PRL na tropie skarbu Festung Breslau" (2020)

"Chemia śmierci. Zbrodnie w najtajniejszym obozie III Rzeszy" (2021)

Reklama

"Demony śmierci. Zbrodniarze z Gross-Rosen" (2022)

"Komando śmierci. Ostatnia tajemnica KL Gross-Rosen i Kloster Leubus" (2023)

"Ludzie na mydło. Mit, w który uwierzyliśmy" (2023)

 

Marta Ringart-Orłowska

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 17/02/2024 13:57
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kuriergmin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości