Brzeg Dolny nie jest dziś miastem. Jest polem napięcia. Między referendum, emocjami i oczekiwaniem na zmiany. Jedni chcą wrócić do tego, co było, inni próbują budować coś nowego. A mieszkańcy? Coraz częściej chcą po prostu normalności. Brzeg Dolny od kilku tygodni przypomina planszę do gry. Tyle że zamiast pionków są ludzie, zamiast zasad są emocje, a zamiast celu, każdy ma swój interes.
Powstały plemiona. Pierwsze to wojenne. Najgłośniejsze. Najbardziej obrażone. Jeszcze niedawno „na górze", dziś, jak sami mówią, „rozrzuceni po świecie": trochę Trzebnica i Wołów, trochę Wińsko, trochę Wrocław... a trochę urząd pracy. Ich program jest prosty: wrócić. Niekoniecznie z pomysłem. Za to z pamięcią, gdzie stał ich fotel.
Drugie to rekonstrukcyjne. Ci od „budujemy od nowa". Mniej krzyczą, więcej robią, więc w tej wojnie na razie przegrywają. Bo tu nie chodzi o ciężką robotę. Tu chodzi o narrację. Najlepiej na Facebooku.
To jest tylko fragment tekstu - jeśli chcesz przeczytać całość i inne artykuły premium musisz wykupić dostęp.
Pozostało 84% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze