Reklama

MKP Wołów. Klątwa zdjęta

14/10/2025 09:22

 

Wratislavia Wrocław

- MKP WOŁÓW 1-3 (1-1)

Bramki: N. Walczak (22’), S. Supranionek (57’), G. Mazurek (68’);

Żółta kartka: O. Kur;

MKP: K. Słowik – O. Kur, B. Bojanowski, S. Supranionek, M. Kowaluk, M. Warpas (88’ P. Furdykoń), J. Mikuś, B. Gałecki, O. Minorczyk, G. Mazurek (90’ F. Nowak), N. Walczak.

 

W zasadzie zespół, mogący pochwalić się serią 7 spotkań bez porażki, na boisko rankingowego outsidera powinien jechać jak po swoje, ale kiedy z jednej strony jest wołowski MKP, a z drugiej Wratislavia - nie wszystko wydaje się tak oczywiste, jakby wynikało z tabeli. Wrocławianie poprzednie 3 okręgowe sezony rozegrali ze średnią skutecznością 44% i w poprzednich rozgrywkach właściwie spadli z ligi. W tym samym jednak czasie w starciach z naszym zespołem nie przegrali żadnego (skuteczność 89%) i tylko raz udało się wołowianom wyszarpać remis (bilans bramkowy: 5-14) - nie wszystko było więc tak oczywiste. Tym bardziej, że poprzedni tydzień dla klubu nie potoczył się najlepiej, gdyż jego szatnię w ostatniej chwili opuścił Robert Pikulicki, który może nie w każdym swoim występie prezentował maksimum futbolowego potencjału, ale był istotną siłą w formacji ofensywnej.

Reklama

W konfrontacji ze swoją Bestia Negra gracze MKP musieli sobie radzić bez niego, a już pierwsze minuty pokazały, że chociaż gospodarze do tej pory jeszcze nie wygrali, to jednak prezentują bardzo solidną piłkę. Ich akcje nie wyglądały na przypadkowe, piłkę umiejętnie rozgrywali od własnej bramki i potrafili z nią przechodzić w pozostałe rejony boiska - jak na zespół, który został sklejony na chwilę przed startem sezonu, wyglądało to bardzo solidnie. Nie była to jednak idealna futbolowa maszyna. Mimo przyzwoitej postawy to jednak przyjezdni wydawali się z każdą upływającą chwilą przejmować coraz większą kontrolę nad wydarzeniami na murawie i szybko mogli cieszyć się z prowadzenia, ale uderzenie z głowy Grzegorza Mazurka minimalnie minęło cel. Sportowy wyrok nie został odroczony na długo, gdyż chwilę później efektownym uderzeniem z rzutu wolnego popisał się Norbert Walczak i wołowianie mogli głębiej odetchnąć. Kolejne minuty pokazały, że zespół faktycznie zyskał na pewności, gdyż w pełni kontrolował przebieg wydarzeń na boisku, prezentując spokojną, przemyślaną grę i pewnie krocząc po kolejny korzystny rezultat. Jednak w końcówce 1.odsłony gospodarze potrafili zaskoczyć i ich szybkie wyjście przyniosło wyrównujące trafienie.

Przed przerwą na chwilę zrobiło się więc nerwowo, ale 2.połowa pokazała, że jednak osiągane przez obie ekipy wyniki nie są dziełem przypadku. Nasz zespół systematycznie dążył do celu, nie popełniając błędów w defensywie i cały czas licząc na brak doświadczenia rywali i taka taktyka okazała się skuteczna. Nie najlepsze ustawienie przeciwnika przy dośrodkowaniu z rzutu rożnego wykorzystał Sebastian Supranionek (na zdjęciu) i przyjezdni ponownie mogli cieszyć się z zasłużonego prowadzenia. Kolejne minuty przyniosły całą serię okazji, po których losy spotkania powinny zostać praktycznie rozstrzygnięte, ale tylko jedną z nich na bramkę zamienił G. Mazurek. Do samego końca konfrontacji na murawie niepodzielnie panowali wołowianie i na dobrą sprawę powinni swoje prowadzenie znacznie powiększyć, ale choć nie udało się zwiększyć rozmiarów tego tak długo wyczekiwanego zwycięstwa, to jednak wydaje się, że nie było ono już zagrożone ani przez moment. Nasz zespół bowiem w pełni kontrolował przebieg wydarzeń na murawie, wraz z upływem czasu zyskując coraz większą optyczną przewagę nad coraz wyraźniej pogodzonymi z kolejnym niepowodzeniem młodymi zawodnikami Wratislavii.

Reklama

- Oczywiście jesteśmy zadowoleni, tak z rezultatu, jak i z gry - powiedział po spotkaniu trener MKP Paweł Tronina. - Biorąc pod uwagę jedynie wyniki obu drużyn, to muszę przyznać, że poziom przeciwnika mógł zaskoczyć, gdyż ich umiejętności to co najmniej solidny poziom i widać, że ta drużyna ma potencjał na dużo wyższą pozycję w tabeli. My byliśmy bardzo zmotywowani i cieszę się, że zawodnikom udało się utrzymać należyty poziom koncentracji przez cały mecz. To było kluczowym elementem, ale o naszym zwycięstwie przesądziły proporcje, czyli odpowiednio zbilansowane boiskowe doświadczenie i młodzieńcza futbolowa fantazja. Na murawie drużyna funkcjonowała bez zarzutu. Nie popełniliśmy wielu błędów, a piłkarze potrafili znakomicie się asekurować i wspierać.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kuriergmin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości