Ten tekst ukazał się w Kurierze Gmin z 23 października 2025 r. - POBIERZ
|
MKP WOŁÓW - Sokół Marcinkowice 2-3 (2-0) Bramki: G. Mazurek (9’), N. Walczak (+45’-karny); Żółta kartka: J. Mikuś; MKP: K. Słowik – O. Kur, B. Bojanowski, S. Supranionek, M. Kowaluk, M. Warpas, J. Mikuś, K. Moskwa, O. Minorczyk (55’ B. Gałecki), G. Mazurek (79’ P. Janus), N. Walczak. |
Po koncertowym występie przeciwko trzebnickiej Polonii (3-0) trudno było przypuszczać, że wizyta 14.drużyny ligi zakończy passę spotkań bez porażki (9) piłkarskiej ekipy z Wołowa. Tym bardziej, że przed sobotnim spotkaniem zespół Sokoła Marcinkowice mógł pochwalić się ledwie 24% skutecznością, niema najgorszym atakiem w stawce (średnia zdobytych goli 1,36), a ze wszystkich wcześniejszych delegacji marcinkowicki beniaminek wracał z okrągłym 0 (4 porażki, bilans bramkowy: 2-8). W takiej sytuacji zdecydowanym faworytem pojedynku był MKP, ale futbol lubi płatać figle - nie zawsze o pozytywnym zabarwieniu.
W zasadzie wszystko rozpoczęło się zgodnie z przypuszczeniami. Bez żadnego pardonu od samego początku zdecydowanie zaatakowali gospodarze i szybko udało się wołowianom otworzyć rezultat konfrontacji. W polu karnym rywali znakomicie odnalazł się Grzegorz Mazurek, ubiegł obrońców Sokoła i precyzyjnym uderzeniem posłał futbolówkę do siatki. Wszystko układało sięna tyle sprawnie, że po tym wydarzeniu gospodarze najwyraźniej uznali, że sprawa jest rozstrzygnięta i nie trzeba nawet forsować tempa, aby przedłużyć punktową serię zespołu. Tymczasem stracony gol w żaden sposób nie odebrał nadziei przyjezdnym, którzy niespodziewanie zaczęli sprawiać dużo lepsze wrażenie, choć cały czas znacznie więcej swoich sił tracili na obronę własnego przedpola. Ich sprawna gra w defensywie pokryła się w 25.minucie z pechowym rozegraniem stałego fragmentu gry przez zawodników MKP, a szybka kontra marcinkowiczan przyniosła ostatecznie gościom rzut karny i wyrównanie. Utrata prowadzenia sprawiła, że nasz zespół zdecydowanie stracił rytm, a zawodnicy wydawali się mocno zaskoczeni takim obrotem sprawy. Na tyle znacząco, że długo nie potrafili odnaleźć swojego stylu, więc ich gra wyraźnie straciła nie tylko na atrakcyjności, ale i na efektywności. W tym okresie bowiem gospodarze długo nie potrafili stworzyć zagrożenia pod bramką Sokoła, zaś tuż przed przerwą goście po raz kolejny wykorzystali błąd w rozegraniu, przejęli piłkę i ku zaskoczeniu miejscowych kibiców objęli prowadzenie. Nie utrzymali go jednak nawet do przerwy, gdyż w chwilę po wznowieniu rywalizacji w polu karnym przyjezdnych w sposób nieprzepisowy powstrzymany został Miłosz Kowaluk (na zdjęciu) i po raz drugi w tej części gry arbiter wskazał na wapno. Z 11.metra piłkarską sprawiedliwość wymierzył Norbert Walczak, ale losy meczu miały rozstrzygnąć się dopiero po przerwie.
Druga połowa okazała się totalnym rozczarowaniem, co w dużej mierze było zasługą naszego zespołu. Wołowianie bowiem długimi momentami w niczym nie przypominali drużyny, która wcześniej tak dobrze zagrała przeciwko dużo bardziej wymagającym konkurentom z Trzebnicy. Wprawdzie bliżej zwycięskiego gola wydawali się być gospodarze, a dokładnie G. Mazurek, który jednak swoje uderzenie przeniósł nieco ponad poprzeczką sokolej bramki. Kiedy wydawało się, że obie ekipy podzielą się punktami goście przechylili szalę zwycięstwa na swoją stronę. Po rozegraniu rzutu rożnego na przedpolu bramki MKP powstało spore zamieszanie, które swój finał miało w dokładnym dośrodkowaniu i precyzyjnym uderzeniu jednego z marcinkowiczan, po którym nasz golkiper zmuszony był sięgnąć po futbolówkę do siatki własnej bramki po raz 3. W ostatnich sekundach gracze MKP nie mieli już tyle szczęścia, co na zakończenie 1.połowy i tym razem nie wystarczyło już czasu na skuteczną odpowiedź i uratowanie co najmniej remisu.
- Takiego meczu można się było prędzej czy później spodziewać - podsumował spotkanie z Sokołem trener Paweł Tronina. - Zagraliśmy zdecydowanie poniżej oczekiwań i swoich możliwości, nie udało nam się zachować należytej koncentracji, a rywale pokazali charakter i w pełni zasłużyli na to zwycięstwo. W przekroju całego meczu popełniliśmy zbyt dużo błędów, a te okazały się tym razem rozstrzygać o wyniku. Mogę być trochę zły na zawodników, że widząc, że wyraźnie nie idzie w końcówce nie zdecydowali się na dużo ostrożniejszą grę według porzekadła, że jeśli nie daje się wygrać, to gramy tak, aby nie przegrać. Tym razem zabrakło trochę doświadczenia, a może raczej cwaniactwa. Trudno, teraz wyzerowaliśmy licznik i na zakończenie rundy - którą generalnie uważam za dobrą, jeśli nawet nie bardzo dobrą w naszym wykonaniu, trzeba jeszcze podjąć walkę i ostatnimi występami potwierdzić swoją wartość.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze