Rozmowa z dr Piotrem Sebastianem Kozdrowickim, wicewojewodą dolnośląskim z Brzegu Dolnego.
Ten artykuł ukazał się w Kurierze Gmin z 15 lutego 2024 r., pobierz go TUTAJ.
- Jakim obszarem zajmuje się Pan w urzędzie wojewódzkim?
-Wojewoda zlecił mi w ramach urzędu wojewódzkiego obszar działania nad dwoma dużymi jednostkami. Pierwszy to Wydział Zdrowia i Polityki Społecznej, drugi to Wojewódzki Zespół ds. Orzekania o Niepełnosprawności. Zajęcia te są odzwierciedleniem podziału pracy w koalicji rządzącej - w jej ramach te działy przypadły Nowej Lewicy. Stąd takie połączenie naszej współpracy na poziomie regionu.
Obecnie w urzędzie wojewódzkim ma miejsce audyt. Po nim być może przekazywane mi zostaną kolejne obszary, do których wyraziłem gotowość pracy.
- A jaki miałby Pan plan na służbę zdrowia, tę szczególnie powiatową?
- Podstawowym problemem w służbie zdrowia są finanse, co było widać szczególnie w powiecie wołowskim. Pierwszą główną zmianą, która nadciąga to zwiększenie finansowania. W budżecie państwa wydatki zwiększyły się o 30 mld zł. Dużo, ale na pewno na wszystkie potrzeby nie wystarczy. Na Dolnym Śląsku mamy szczęście w nieszczęściu, posiadając bardzo dużo niewielkich szpitali powiatowych. Toczą się różne rozmowy, jak dobrze zorganizować tę sieć - w tym także koncepcje, aby powiatowe placówki likwidować. Ten pomysł absolutnie mi się nie podoba. Uważam, że to w szpitalach powiatowych powinna być zapewniona podstawowa opieka medyczna i profilaktyczna. Nie muszą to być wielkie centra specjalistyczne, bo na skomplikowane zabiegi pacjenci nadal wolą jeździć do ośrodków wojewódzkich, np. do Wrocławia czy Zagłębia. Takie szpitale jak nasz powinny oferować opiekę jednodniową z diagnostyką i odpowiednim skierowaniem do specjalistycznych szpitali, jeśli pacjent będzie wymagał dalszego leczenia.
- W Brzegu Dolnym był pan radnym przez dwie kadencje. Ale to Wrocław zobaczył w panu potencjał. Nigdy nie zaproponowano Panu jakiegoś stanowiska w gminie Brzeg Dolny, np. przewodniczącego Rady Miejskiej, albo wice? A może wiceburmistrza Brzegu Dolnego? I tak pozwolono Panu odejść? W małych miasteczkach brakuje młodych ludzi z potencjałem.
- Różne rozmowy i pomysły toczyły się przed wyborami, ale nie chcę zdradzać szczegółów ze względu na szacunek do ludzi, którzy te propozycje składali. Zresztą od nominacji na stanowisko wicewojewody te oferty i tak już są nieaktualne - zamieniłem administrację samorządową na rządową. Dodatkowo, moja pozycja w dolnobrzeskiej Radzie była zawsze specyficzna. Dwukrotnie kandydowałem na radnego w ramach własnego komitetu, zaczynałem z Januszem Jugaszkiem i Grześkiem Stichem.
- Był to Komitet "Radni niezależni", przypomnijmy.
- Tak, zgadza się. Dla mnie aspekt niezależności zawsze był bardzo istotny. Z tym wiązało się także to, że nie należałem do żadnego klubu radnych, w tym również do DiS-u, który rządzi gminą - stąd pozostawałem poza nominacjami. Kiedy mnie pytano jakie jest moje stanowisko wobec obecnego burmistrza, zawsze odpowiadałem: życzliwy krytycyzm. Dostrzegam różne mankamenty rządzenia Brzegiem Dolnym. Zawsze starałem się je punktować i zwracać uwagę na różne kwestie. Ale też przykładałem wagę, żeby była to konstruktywna krytyka z propozycją rozwiązania alternatywnego albo przynajmniej, aby skłoniła rządzących do publicznej dyskusji. Czasami to się udawało, czasami nie.
- Był Pan jedynym radnym, który się wypowiadał publicznie i medialnie - na przykład w kwestii spalarni. Jako jedyny radny z imienia i nazwiska sprzeciwiał się Pan tej inwestycji. Dziś ma Pan jeszcze większą siłę jako wicewojewoda. Podtrzyma Pan zdanie?
- Zdecydowanie nie zgadzam się z tą inwestycją. Przede wszystkim mam duże wątpliwości natury technologicznej. Nie jestem przekonany czy spalanie odpadów to konieczny kierunek w którym powinniśmy iść. To, co mnie jednak najmocniej uderzyło i wzbudziło sprzeciw to jednak sposób, w jaki ta spalarni została zaplanowana. Gdyby miała to być inwestycja samorządowa, gdyby np. gmina Brzeg Dolny, powiat czy województwo byliby udziałowcami tego przedsięwzięcia, sytuacja byłaby inna. Spalarnia byłaby wtedy przedsięwzięciem publicznym, a samorząd miałby wpływ na jej działanie oraz mógłby czerpać zyski z jej funkcjonowania. Tymczasem zaproponowano, że jedynym inwestorem ma być podmiot z grupy PCC Rokita. Z punktu widzenia gminy powstałby u nas kolejny kontrowersyjny, być może również uciążliwy dla mieszkańców i środowiska zakład, nad którym nie będziemy mieć żadnej kontroli. To nie do przyjęcia. Jeśli inwestycja w takim kształcie pojawi się w obszarze kompetencji urzędu wojewódzkiego, podtrzymuję swój sprzeciw i jako wicewojewoda mówię otwarcie, że będę ją blokował.
- A co z tzw. "betonozą"? Walczył Pan z nią we Wrocławiu. Mieszkańcy pytają czy pomoże im Pan w Brzegu Dolnym? Swojego czasu również był Pan bardzo aktywny, jako jedyny radny i przeciwstawiał się wycince drzew, a przynajmniej dociekał i pytał skąd taki pomysł, aby niszczyć naturalną ochronę pomiędzy osiedlem Fabrycznym a zakładami chemicznymi.
- Wszystko jest związane z kwestią planowania przestrzennego. Brzeg Dolny jest pozytywnym wyjątkiem w skali kraju, bo jest w 100 proc. pokryty planami zagospodarowania przestrzennego. Jednak wiele tych planów jest starych, nie były aktualizowane od 15-20 lat. Podejście i oczekiwania mieszkańców zdążyły się zmienić. Coś co 20 lat temu było atrakcyjne, bo pozwalało na maksymalną zabudowę terenu, dziś może być dogodne dla inwestora, ale niekoniecznie dla mieszkańców.
Z Brzegu Dolnego zgłosiła się do mnie grupa mieszkańców z okolic ul. Topolowej i Jaworowej z os. Fabrycznego, gdzie jeden z inwestorów chciał bardzo "kreatywnie" wykorzystać plan zagospodarowania przestrzennego i zbudować w bliskiej odległości od domów jednorodzinnych blok mieszkalny. Mieszkańcy zaczęli się temu przeciwstawiać, łącznie z drogą sądową. Pomagałam im konsultować różne kwestie. Dzięki ich uporowi na szczęście obecnie jest procedowany nowy plan zagospodarowania przestrzennego dla tego obszaru. I to jest najlepszy kierunek, aby rozwiązać podobne sprawy. Oczywiście gmina musi się rozwijać. Nie można zakazać nowych inwestycji, ale nie mogą one naruszać interesów mieszkańców. Każdy chce mieszkać w zielonym, miłym dla życia otoczeniu.
- Wróćmy do lokalnej polityki. Czy Lewica wystawi kandydata na burmistrza? Czy kogoś poprze?
- Jestem po spotkaniu Krajowej Rady Lewicy, gdzie ustalono strategię, że do sejmiku idziemy pod szyldem Lewicy, a na niższych szczeblach jak powiat czy gmina pozostawiamy dowolność naszym kandydatom. Mogą więc startować z innymi, lokalnymi komitetami.
- A Pan będzie kogoś popierał w powiecie wołowskim podczas wyborów samorządowych?
- Nie. Zdecydowałem, że nie będę publicznie afiszował się z żadnym z kandydatów i nie udzielę nikomu poparcia. Jestem już poza powiatem wołowskim. Byłoby zwyczajnie nieuczciwe, żebym mieszkańcom, którzy tu nadal pracują i żyją prezentował teraz "popieranego przeze mnie" kandydata.
- Jest Pan zadowolony z porządków w TVP i wyprowadzenia "neodziennikarzy" z siedziby stacji?
- Tak. Oczywiście jestem za.
- A co z gazetami samorządowymi jak Panorama Brzegu Dolnego? Jesteśmy zasypywani propagandą opłacaną w 100 proc. z pieniędzy publicznych i we Wrocławiu i w Brzegu Dolnym i innych miastach w Polsce. Nikomu to nie przeszkadza, że urzędnicy nazywają się dziennikarzami, dyrektor domu kultury redaktorem naczelnym i wydawcą, a w gazetach, na portalach samorządowych jednostronne wiadomości. Urzędnicy sami ze sobą robią wywiady. Czy to nie patologia?
- Zgadzam się, że od strony etycznej można mieć wątpliwości także i co do tych mediów. Czy urząd powinien wydawać gazetę? Gminy w całej Polsce je wydają i nazywają je "biuletynami informacyjnymi", ale widzimy, że w praktyce są to gazety w atrakcyjnej formie i jest to konkurencja dla prywatnych wydawców. Przy publicznych gazetach finansowanych z budżetu samorządu powinien funkcjonować nadzór w postaci np. kolegium redaktorskiego reprezentującego różne głosy chociażby z rady gminy. I byłoby to zdecydowanie bardziej pluralistyczne. Jeśli uznamy, że samorządy mogą wydawać gazety, to dobrze byłoby, żeby były tam przedstawiane różnorodne opinie wszystkich środowisk politycznych i żeby te gazety były otwarte na wszystkie grupy społeczne - nie tylko wybrane. Zapewne jednak nie może to być zrealizowane bez szerszych regulacji i sprecyzowania tych kwestii na szczeblu krajowym. Sama dobra wola ewidentnie tutaj nie wystarcza.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze