W pewien mroźny wieczór wigilijny, kiedy śnieg cicho opadał na ulice Wołowa, Brzegu Dolnego i Wińska, mieszkańcy powiatu szykowali się do świętowania. Choinki w oknach mieniły się światłami, a zapach pierników i barszczu unosił się w powietrzu. Wśród tych przygotowań miał się wydarzyć cud, który zbliżył ludzi i przypomniał, co w święta jest najważniejsze.
Pan Kazimierz z Wołowa
W Wołowie, tuż przy rynku, mieszkał Pan Kazimierz, starszy, samotny rzemieślnik. Był znany w całym powiecie ze swoich niezwykłych drewnianych szopek, które co roku zdobiły domy mieszkańców. Ludzie podziwiali jego kunszt, ale niewielu wiedziało, że Kazimierz od lat spędzał święta samotnie. Jego żona i córka zginęły w wypadku wiele lat temu, a on sam zamknął się w swoim świecie pełnym drewna, narzędzi i wspomnień.
W wigilię, gdy miasto szykowało się do Pasterki, Kazimierz jak zwykle usiadł przy warsztacie. Trzymał w dłoni jedną z ręcznie rzeźbionych figurek Dzieciątka. Myślał o tym, jak to jest, gdy dom wypełnia radość i śmiech dzieci. Przerywał mu jedynie dźwięk dzwonów dobiegający z pobliskiego kościoła. Tego wieczoru jednak stało się coś niespodziewanego. Usłyszał ciche, niemal nieśmiałe pukanie do drzwi.
Zgubione dzieci
Gdy otworzył, zobaczył dwójkę zmarzniętych dzieci – chłopca i dziewczynkę. Oboje byli ubrani w grube, ale przemoczone od śniegu kurtki, a ich policzki były czerwone od mrozu. Jak się okazało, dzieci były w drodze z Brzegu Dolnego do swojej babci w Wińsku. Ich ojciec musiał zostać dłużej w pracy, więc matka zdecydowała, że dzieci pojadą wcześniejszym autobusem, ale pomyliły przystanek i zgubiły się w drodze do domu.
– Proszę, wejdźcie, ogrzejcie się – powiedział Kazimierz.
Dzieci usiadły przy piecu, gdzie stary rzemieślnik podał im kubki gorącej herbaty i kromki chleba z miodem. Opowiedziały mu o swojej rodzinie, o babci, która zawsze piecze najlepsze makowce, i o mamie, która czeka na nie z wigilijną kolacją.
Dzieci usiadły przy piecu, gdzie stary rzemieślnik podał im kubki gorącej herbaty i kromki chleba z miodem. Opowiedziały mu o swojej rodzinie, o babci, która zawsze piecze najlepsze makowce, i o mamie, która czeka na nie z wigilijną kolacją.
Wieści o poszukiwaniach
W tym czasie w Brzegu Dolnym ich matka, Pani Aniela, zorientowała się, że dzieci nie dotarły do babci. Zrozpaczona poprosiła sąsiadów o pomoc. Ludzie szybko się zebrali, a nawet burmistrz Brzegu Dolnego, który rozdawał świąteczne paczki na rynku, przerwał swoje obowiązki, by dołączyć do poszukiwań. Wieści o zaginionych dzieciach dotarły również do Wołowa, gdzie mieszkańcy zaczęli pytać przechodniów, czy ktoś ich nie widział.
Podróż do Wińska
Gdy dzieci poczuły się lepiej, Kazimierz postanowił je odprowadzić do babci w Wińsku. Zaprzęgł swój stary wóz, który ciągnął koń o imieniu Gwiazdor, i razem wyruszyli w drogę. Śnieg utrudniał podróż, ale Kazimierz znał te okolice jak własną kieszeń. Po drodze mijali ciche lasy, zamknięte na zimę pola, a w oddali widać było oświetlone okna domów, w których rodziny gromadziły się przy wigilijnych stołach.
Dzieci pytały Kazimierza o jego życie. Chciały wiedzieć, dlaczego spędza święta sam. Staruszek, choć na początku był oszczędny w słowach, w końcu opowiedział im o swojej rodzinie, o córce, która zawsze rysowała dla niego świąteczne kartki, i o żonie, która piekła pierniki.
– Tego już nie ma – zakończył cicho.
– Ale przecież my jesteśmy z panem! – zawołała dziewczynka.
Szczęśliwe zakończenie
Gdy dotarli do Wińska, babcia dzieci czekała na nich przed domem z zapalonym lampionem. Uściskała wnuki, a gdy dowiedziała się, co zrobił Kazimierz, zaprosiła go na kolację.
W międzyczasie ich matka, Pani Aniela, przyjechała z Brzegu Dolnego, by osobiście podziękować rzemieślnikowi.
– Nie ma pan rodziny, ale dzisiaj jest pan jednym z nas – powiedziała, obejmując go ciepło.
Przy stole wigilijnym Kazimierz po raz pierwszy od lat poczuł, jak to jest być częścią czegoś większego.
Nowa tradycja
Od tego czasu w powiecie wołowskim co roku organizowane są wspólne wigilie dla osób samotnych i potrzebujących. Pan Kazimierz już nigdy nie spędzał świąt w samotności, a jego drewniane figurki zdobią szopki w całym regionie, przypominając o tym, że czasem wystarczy drobny gest, by odmienić czyjeś życie. Bo w święta najważniejsze jest, by być razem.
*Zbieżność historii przypadkowa
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze