Reklama

Opowieść Wigilijna z Powiatu Wołowskiego

24/12/2024 19:00

W pewien mroźny wieczór wigilijny, kiedy śnieg cicho opadał na ulice Wołowa, Brzegu Dolnego i Wińska, mieszkańcy powiatu szykowali się do świętowania. Choinki w oknach mieniły się światłami, a zapach pierników i barszczu unosił się w powietrzu. Wśród tych przygotowań miał się wydarzyć cud, który zbliżył ludzi i przypomniał, co w święta jest najważniejsze.

 

Pan Kazimierz z Wołowa 

 

W Wołowie, tuż przy rynku, mieszkał Pan Kazimierz, starszy, samotny rzemieślnik. Był znany w całym powiecie ze swoich niezwykłych drewnianych szopek, które co roku zdobiły domy mieszkańców. Ludzie podziwiali jego kunszt, ale niewielu wiedziało, że Kazimierz od lat spędzał święta samotnie. Jego żona i córka zginęły w wypadku wiele lat temu, a on sam zamknął się w swoim świecie pełnym drewna, narzędzi i wspomnień.

 

W wigilię, gdy miasto szykowało się do Pasterki, Kazimierz jak zwykle usiadł przy warsztacie. Trzymał w dłoni jedną z ręcznie rzeźbionych figurek Dzieciątka. Myślał o tym, jak to jest, gdy dom wypełnia radość i śmiech dzieci. Przerywał mu jedynie dźwięk dzwonów dobiegający z pobliskiego kościoła. Tego wieczoru jednak stało się coś niespodziewanego. Usłyszał ciche, niemal nieśmiałe pukanie do drzwi.

Reklama

 

Zgubione dzieci

 

Gdy otworzył, zobaczył dwójkę zmarzniętych dzieci – chłopca i dziewczynkę. Oboje byli ubrani w grube, ale przemoczone od śniegu kurtki, a ich policzki były czerwone od mrozu. Jak się okazało, dzieci były w drodze z Brzegu Dolnego do swojej babci w Wińsku. Ich ojciec musiał zostać dłużej w pracy, więc matka zdecydowała, że dzieci pojadą wcześniejszym autobusem, ale pomyliły przystanek i zgubiły się w drodze do domu.

 

– Proszę, wejdźcie, ogrzejcie się – powiedział Kazimierz.

 

Dzieci usiadły przy piecu, gdzie stary rzemieślnik podał im kubki gorącej herbaty i kromki chleba z miodem. Opowiedziały mu o swojej rodzinie, o babci, która zawsze piecze najlepsze makowce, i o mamie, która czeka na nie z wigilijną kolacją. 

Reklama

 

Dzieci usiadły przy piecu, gdzie stary rzemieślnik podał im kubki gorącej herbaty i kromki chleba z miodem. Opowiedziały mu o swojej rodzinie, o babci, która zawsze piecze najlepsze makowce, i o mamie, która czeka na nie z wigilijną kolacją.

 

Wieści o poszukiwaniach

 

W tym czasie w Brzegu Dolnym ich matka, Pani Aniela, zorientowała się, że dzieci nie dotarły do babci. Zrozpaczona poprosiła sąsiadów o pomoc. Ludzie szybko się zebrali, a nawet burmistrz Brzegu Dolnego, który rozdawał świąteczne paczki na rynku, przerwał swoje obowiązki, by dołączyć do poszukiwań. Wieści o zaginionych dzieciach dotarły również do Wołowa, gdzie mieszkańcy zaczęli pytać przechodniów, czy ktoś ich nie widział.

Reklama

 

Podróż do Wińska

 

Gdy dzieci poczuły się lepiej, Kazimierz postanowił je odprowadzić do babci w Wińsku. Zaprzęgł swój stary wóz, który ciągnął koń o imieniu Gwiazdor, i razem wyruszyli w drogę. Śnieg utrudniał podróż, ale Kazimierz znał te okolice jak własną kieszeń. Po drodze mijali ciche lasy, zamknięte na zimę pola, a w oddali widać było oświetlone okna domów, w których rodziny gromadziły się przy wigilijnych stołach.

 

Dzieci pytały Kazimierza o jego życie. Chciały wiedzieć, dlaczego spędza święta sam. Staruszek, choć na początku był oszczędny w słowach, w końcu opowiedział im o swojej rodzinie, o córce, która zawsze rysowała dla niego świąteczne kartki, i o żonie, która piekła pierniki.

Reklama

 

– Tego już nie ma – zakończył cicho.

 

– Ale przecież my jesteśmy z panem! – zawołała dziewczynka.

 

Szczęśliwe zakończenie

 

Gdy dotarli do Wińska, babcia dzieci czekała na nich przed domem z zapalonym lampionem. Uściskała wnuki, a gdy dowiedziała się, co zrobił Kazimierz, zaprosiła go na kolację.

 

W międzyczasie ich matka, Pani Aniela, przyjechała z Brzegu Dolnego, by osobiście podziękować rzemieślnikowi. 

 

– Nie ma pan rodziny, ale dzisiaj jest pan jednym z nas – powiedziała, obejmując go ciepło.

 

Przy stole wigilijnym Kazimierz po raz pierwszy od lat poczuł, jak to jest być częścią czegoś większego.

Reklama

 

Nowa tradycja

 

Od tego czasu w powiecie wołowskim co roku organizowane są wspólne wigilie dla osób samotnych i potrzebujących. Pan Kazimierz już nigdy nie spędzał świąt w samotności, a jego drewniane figurki zdobią szopki w całym regionie, przypominając o tym, że czasem wystarczy drobny gest, by odmienić czyjeś życie. Bo w święta najważniejsze jest, by być razem.

*Zbieżność historii przypadkowa

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kuriergmin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości