W opactwie pocysterskim w Lubiążu pochowano 16 członków z dynastii Śląskich Piastów. Dziś można podziwiać ich niezwykłe nagrobki, ale samych szczątków książąt już tam nie ma. W niedostępnej dla turystów krypcie znajduje się natomiast 98 zmumifikowanych ciał opatów i zakonników. Dlaczego nie można jej zwiedzać? Co stało się ze szczątkami Piastów? Jakie tajemnice nadal kryje klasztor i co może wkrótce wrócić do Lubiąża? O tym z Magdaleną Moskal, z Zarządu Fundacji Lubiąż, rozmawia Marta Ringart - Orłowska.
- Lubiąż fascynuje turystów. Jednym z najczęstszych pytań jest to o krypty. Co właściwie znajduje się pod kościołem?
- Przede wszystkim trzeba pamiętać, że to nie są tylko Piastowie. Oczywiście o Piastach mówi się najczęściej, bo to oni budzą największe zainteresowanie. Lubiąski kościół bywa nazywany śląskim Wawelem, ponieważ spoczęło tu aż 16 członków śląskiej linii Piastów. Ale krypty to także miejsce pochówku osób duchownych, opatów, najważniejszych zakonników, fundatorów i donatorów klasztoru. W średniowieczu i później chowano tutaj osoby, które były szczególnie zasłużone dla opactwa.
W XVII wieku, kiedy kościół został zbarokizowany, powstała barokowa krypta. I właśnie tam zaczęto chować najważniejsze osoby duchowne, przede wszystkim opatów. Ich ciała były specjalnie przygotowywane, ale ogromną rolę odegrał też mikroklimat krypty. Dzięki odpowiedniej wentylacji, temperaturze i wilgotności ciała naturalnie się zasuszały, mumifikowały. Do dnia dzisiejszego w krypcie lubiąskiego kościoła znajduje się 98 zmumifikowanych zwłok.
- Dlaczego Lubiąż jest dla historii Piastów Śląskich tak ważnym miejscem?
- To nie byli przypadkowi ludzie. To byli fundatorzy, donatorzy, książęta, którzy przez wieki wspierali klasztor, przekazywali ziemie, przywileje i majątek. Najważniejszą postacią na początku tej historii jest książę Bolesław Wysoki, wnuk Bolesława Krzywoustego. To on sprowadził cystersów do Lubiąża i nadał im ziemię. Bez niego nie byłoby tego opactwa w takim kształcie, w jakim je znamy.
- Co otrzymali cystersi od Bolesława Wysokiego?
- Otrzymali Lubiąż oraz czternaście okolicznych wsi. To był ogromny dar. Później kolejne pokolenia Piastów także wspierały opactwo. Przekazywali ziemię, przywileje, prawa, które pozwalały klasztorowi się rozwijać. W pewnym momencie klasztor był prawdziwą potęgą. Należało do niego 65 wsi i 15 folwarków, a posiadłości sięgały od Nakła nad Notecią aż po okolice Oświęcimia. To pokazuje skalę tego przedsięwzięcia.
- Czyli można powiedzieć, że Piastowie dali początek potędze Lubiąża?
- Tak. To wszystko zaczęło się od Piastów. Oczywiście później klasztor rozwijał się dzięki pracy cystersów, ich organizacji i gospodarności, ale fundamentem były piastowskie nadania. Cystersi byli świetnymi gospodarzami, ale nie zbudowaliby tej potęgi bez darowizn książąt. To były tysiące hektarów, wsie, folwarki, przywileje. Dzięki temu klasztor mógł działać jak państwo w państwie.
- Bolesław Wysoki został pochowany w Lubiążu?
- Tak. Zmarł w 1201 roku i został pochowany w lubiąskim kościele, jeszcze w kościele romańskim. Obecny kościół gotycki powstał później. Na początku XIV wieku cystersi byli już tak bogaci, że rozebrali wcześniejszy kościół romański praktycznie do fundamentów i wznieśli nowy, gotycki. Właśnie wtedy ufundowano wspaniałe nagrobki dla najważniejszych fundatorów i donatorów, w tym dla Bolesława Wysokiego.
- Te płyty nagrobne zachowały się do dziś?
- W kościele można zobaczyć trzy płyty nagrobne Piastów: Bolesława Wysokiego, Konrada Żagańskiego i Przemka Głogowskiego. Są wyjątkowe, bo wykonano je z piaskowca i z metalowych aplikacji. To bardzo rzadka technika. W Polsce takich płyt zachowało się zaledwie kilka, a w Lubiążu mamy aż cztery, jeśli doliczymy odnalezioną płytę rycerza Martina Bożywoja.
- Jak to odnalezioną? Kiedy?
- Tak, odnaleziono ją podczas prac prowadzonych na terenie klasztoru, gdzie została wtórnie wykorzystana jako element budowlany. Dziś jest przygotowywana do ponownego wmurowania w ścianę kościoła.
- Na co zwrócić uwagę przy tych płytach, które widzimy w kościele w podłodze?
- Przede wszystkim na to, że one pierwotnie były częścią posadzki. Dziś wydaje nam się to dziwne, bo mówimy o bezcennych zabytkach i oczywiście nie wolno po nich chodzić. Ale w średniowieczu taki był zamysł. Osoba pochowana pod płytą miała być symbolicznie zrównana ze wszystkimi. Przed Bogiem należało okazać pokorę. Dlatego po tych płytach chodzono. One nie miały wystawać ponad posadzkę. Dziś mają ponad 600 lat, są po konserwacji i musimy je chronić. Nie można podchodzić zbyt blisko ani po nich stąpać, ale można je oglądać i fotografować.
- Czy pod tymi płytami nadal znajdują się szczątki książąt?
- Niestety nie. I to jest jedna z najsmutniejszych historii Lubiąża. Po wojnie, w okresie gdy klasztor był właściwie bez opieki, płyty zostały wykute z posadzki. Miały trafić do muzeum we Wrocławiu. Ostatecznie same płyty zostały w Lubiążu, ale zabrano z nich większość metalowych aplikacji, żeby je zabezpieczyć. Te aplikacje przez wiele lat znajdowały się w magazynach muzealnych. Dopiero w ostatnich latach udało nam się je odzyskać. Wróciły na swoje miejsce i płyty zostały odnowione. Natomiast szczątki spod płyt zabrano do badań antropologicznych we Wrocławiu. Były przechowywane w Instytucie Antropologii przy ulicy Kuźniczej. Później przyszła powódź (1997r) i zalała magazyny. Część materiału została uznana za zagrożenie epidemiologiczne i według przekazów wywieziono je i pochowana gdzieś na obrzeżach Wrocławia. Wśród tych szczątków mogły być szczątki Piastów. Dlatego dziś mamy ich nagrobki, ale samych książąt już pod nimi nie ma.
- To historia bardzo symboliczna. Piastowie wrócili w nagrobkach, ale nie w szczątkach.
- Dokładnie tak. Udało się uratować i odnowić płyty, odzyskać aplikacje metalowe, przywrócić im godny wygląd. Ale szczątki prawdopodobnie zostały utracone. To pokazuje, jak trudna była powojenna historia Lubiąża. Ten obiekt był plądrowany, niszczony, pozbawiony opiekuna. Różni ludzie próbowali ratować zabytki, ale czasem skutki tych działań były bardzo skomplikowane.
- W Lubiążu mamy płyty trzech Piastów. Zacznijmy od Bolesława Wysokiego.
- Książę Bolesław Wysoki to postać absolutnie fundamentalna. Był wnukiem Bolesława Krzywoustego, człowiekiem światowym, walecznym rycerzem, fundatorem wielu zamków i klasztorów na Śląsku. To on sprowadził cystersów do Lubiąża. Według przekazów wcześniej mogli tu działać benedyktyni, prowadzący działalność bardziej misyjną i duszpasterską. Bolesław Wysoki miał ich stąd usunąć i sprowadzić zakon dużo bardziej gospodarczy, przedsiębiorczy, cystersów. Dzięki temu Lubiąż bardzo szybko zaczął się rozwijać.
- Drugi nagrobek należy do Konrada Żagańskiego. Kim był?
- Konrad Żagański był bardzo ciekawą postacią, bo był osobą duchowną. Dlatego na płycie nie przedstawiono go w zbroi, z mieczem i tarczą, tylko w szatach liturgicznych. Był proboszczem prepozytury wrocławskiej, a później przejął również zwierzchnictwo nad księstwem żagańskim. Prawdopodobnie w wyniku wypadku w dzieciństwie miał duży garb, dlatego nazywano go Garbatym. Został pochowany w Lubiążu w 1304 roku. Co ciekawe, prawdopodobnie jego płytę wykonano z wcześniejszej płyty Bolesława Wysokiego. Usunięto aplikacje, zmieniono przedstawienie, a dla Bolesława wykonano nową, większą i bardziej okazałą płytę.
- A Przemko Głogowski?
- Przemko Głogowski został pochowany w Lubiążu w 1331 roku. Zmarł młodo, miał około 30 lat. Prawdopodobnie został otruty, ponieważ nie chciał uznać zwierzchnictwa Korony Czeskiej. Jest taki przekaz, że powiedział, iż woli opuścić Głogów na jednym koniu, niż uznać zwierzchnictwo jakiegokolwiek innego władcy. To bardzo mocno pokazuje jego charakter i polityczną sytuację Śląska w tamtym czasie. Na płycie przedstawiono go jako księcia-rycerza: z mieczem, tarczą i symbolami piastowskimi.
- W Lubiążu jest jeszcze historia Bolesława III Rozrzutnego. To już gotowy scenariusz filmowy.
- Zdecydowanie. Bolesław III Legnicki, nazywany Rozrzutnym, był jedną z najbarwniejszych postaci wśród Piastów związanych z Lubiążem. Był hulaką, trwonił pieniądze, zadłużał się, organizował turnieje i zabawy. Był kilkukrotnie obłożony klątwą kościelną. Jego przydomek nie wziął się znikąd. Jest z nim związana legenda, która świetnie pokazuje też przedsiębiorczość cystersów. Podobno po długim poście zjadł dziewięć kur i tak się rozchorował, że był przekonany, iż umrze. Wezwał do siebie opata lubiąskiego, aby się wyspowiadać. Opat przybył, udzielił spowiedzi, ale w ramach pokuty zażądał dwóch bogatych wsi. Książę, bojąc się śmierci, oddał te wsie cystersom. Potem jednak wyzdrowiał i bardzo żałował tej decyzji. Wtedy opat pozwolił mu jeszcze ufundować kaplicę przy kościele, w której książę mógłby zostać pochowany.
- I tak powstała Kaplica Książęca?
- Tak. Bolesław III Rozrzutny ufundował ją jeszcze za życia, w latach 1311–1313. To jedna z najstarszych części obiektu. Kaplica ma bardzo ciekawy plan, przypominający koniczynę albo krzyż z trzema ołtarzami. Książę nie został pochowany pod płytą, jak wcześniejsi Piastowie. Dla niego przygotowano kamienną tumbę, czyli sarkofag, który stał w centralnym miejscu kaplicy.
Niestety po wojnie tumba została zniszczona. Prawdopodobnie żołnierze Armii Czerwonej próbowali dostać się do środka i ją rozbili. Fragmenty pozbierano, a najważniejszą część, górną płytę z trójwymiarową postacią księcia, udało się scalić. Dziś znajduje się w Muzeum Narodowym we Wrocławiu jako depozyt.
- Czy jest szansa, że ta tumba wróci do Lubiąża?
- Bardzo na to liczymy. Kaplica Książęca została już wyremontowana. Mamy plany, aby stworzyć w niej salę wystawową z najstarszymi kamiennymi rzeźbami i elementami, które przechowujemy w magazynach. Gdyby tumba Bolesława Rozrzutnego wróciła, byłoby to idealne dopełnienie tej przestrzeni. To jest właśnie miejsce, w którym powinna być opowiadana historia Piastów.
- W Kaplicy Książęcej pojawiają się też piastowskie symbole namalowane przez Michaela Willmanna.
- Tak, i to jest niezwykle ciekawe. W XVII wieku, kiedy klasztor działał już w zupełnie innym kontekście politycznym, opat zlecił Michaelowi Willmannowi wykonanie fresków z symbolami piastowskimi. To ważne, bo właśnie wtedy umierał ostatni z książąt piastowskich. W Polsce często mówi się, że dynastia wygasła na Kazimierzu Wielkim, ale istniała przecież śląska linia Piastów. Ostatni książę piastowski, Jerzy Wilhelm, zmarł dopiero w 1675 roku i został pochowany w Legnicy. Cystersi w Lubiążu pamiętali o Piastach i chcieli to pokazać. Nawet niemiecki opat i niemiecki artysta oddawali w ten sposób hołd książętom, dzięki którym zakon znalazł się w Lubiążu.
- Podobny hołd widać w Sali Książęcej.
- Tak. Sala Książęca to jedno z najważniejszych miejsc w całym opactwie. Została nazwana na cześć księcia Bolesława Wysokiego. Na plafonie główną postacią jest właśnie on. Co ciekawe, sala powstała w czasach habsburskich, więc mamy tam Habsburgów, cesarzy, cnoty, symbole władzy. A jednak w centrum tej opowieści znajduje się Bolesław Wysoki. Cystersi pokazali w ten sposób, że pamiętają, komu zawdzięczają początki Lubiąża. Nie musieli tego robić, a zrobili. To bardzo piękny gest.
- Czyli Piastowie są obecni w Lubiążu nie tylko w grobach, ale też w symbolach.
- Dokładnie. Mamy płyty nagrobne, Kaplicę Książęcą, Salę Książęcą, freski Willmanna, orzełki piastowskie. Historia Piastów jest tu wpisana w architekturę i sztukę.
I to jest bardzo ważne, bo często o Lubiążu mówi się przez pryzmat niemieckich opatów, niemieckich artystów, barokowej historii. Oczywiście to też jest prawda. Ale początek tego miejsca jest piastowski.
To dzięki Piastom cystersi tu przybyli, dzięki ich nadaniom stworzyli potęgę i dzięki ich wsparciu Lubiąż stał się jednym z najważniejszych klasztorów w tej części Europy.
- Dlaczego dziś tak mocno podkreślacie tę piastowską historię?
- Bo ona pokazuje, że Lubiąż jest miejscem wyjątkowym nie tylko dla Dolnego Śląska, ale dla historii Polski. Początki klasztoru sięgają czasów wczesnego państwa polskiego, rozbicia dzielnicowego, Piastów Śląskich. Chcemy, żeby turyści rozumieli, że to nie jest tylko ogromny barokowy obiekt. To miejsce, w którym można opowiadać o początkach państwa, o dynastii Piastów, o gospodarce średniowiecznej, o polityce, o kulturze, o pamięci.
- Co w najbliższym czasie może się wydarzyć w kontekście tej piastowskiej opowieści?
- Najważniejsze jest zakończenie prac przy odnalezionej płycie Martina Bożywoja i przywrócenie jej na miejsce, które już na niego czeka w kościele. To będzie kolejny element tej opowieści o średniowiecznym Lubiążu. Bardzo chcielibyśmy też rozwijać Kaplicę Książęcą jako miejsce ekspozycji. Jeśli kiedyś uda się sprowadzić tumbę Bolesława Rozrzutnego z Muzeum Narodowego we Wrocławiu, byłoby to ogromne wydarzenie. Wtedy historia Piastów w Lubiążu odzyskałaby kolejny bardzo ważny element.
- Co powinni zobaczyć turyści, którzy przyjeżdżają do Lubiąża właśnie śladami Piastów?
- Przede wszystkim płyty nagrobne w prezbiterium kościoła. Potem Kaplicę Książęcą i Salę Książęcą. Warto patrzeć na symbole: tarcze, miecze, orły piastowskie, postać Bolesława Wysokiego na plafonie. Trzeba też pamiętać, że choć szczątków książąt już pod płytami nie ma, ich historia nadal jest tutaj bardzo obecna. Lubiąż opowiada ją przez kamień, malarstwo, architekturę i pamięć.
- I chyba właśnie dlatego ta historia wciąż działa na wyobraźnię.
- Tak. Bo to nie jest zamknięta opowieść. Lubiąż wciąż coś ujawnia. Odkrywamy płyty, odzyskujemy elementy, przywracamy pamięć. A Piastowie są jednym z najważniejszych kluczy do zrozumienia tego miejsca.
Rozmawiała Marta Ringart-Orłowska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze