Z pozoru zwykły spacer mógł zakończyć się tragedią. Czytelniczka z Wołowa zgłosiła naszej redakcji niebezpieczną sytuację, do której doszło przy jednej ze ścieżek rowerowych w mieście. Jak relacjonuje, jej pies wpadł do głębokiej, niezabezpieczonej studni ukrytej w zaroślach – tuż obok trasy często uczęszczanej przez mieszkańców, także dzieci.
Oto pełna relacja Czytelniczki:
„Witam!
W zeszłym tygodniu razem z mężem wybraliśmy się na spacer na ścieżkę rowerową (wejście niedaleko szkoły społecznej). Byliśmy razem z psem. Zawsze wieczorkiem spuszczamy go ze smyczy, aby troszeczkę pobiegał.
Nagle pies zniknął nam z oczu. W pierwszym momencie pomyśleliśmy, że uciekł nam kawałek. Dodam, że niekiedy tak robił, ale najdłużej nie było go z 15 minut i zawsze wracał.
Gdy nie było go już pół godziny, zaczęliśmy się martwić. Szukaliśmy go 1,5 godziny, aż zrobiło się już ciemno.
Po wejściu ponownie na ścieżkę – w tym samym miejscu, co zaczynaliśmy spacer – usłyszeliśmy szczekanie. Byliśmy niemal pewni, że to Bat, gdyż było już ciemno i nikt już nie spacerował.
Doszliśmy do tego szczekania. Wołaliśmy psa, ale nie wychodził z tzw. krzaków. Baliśmy się wejść, bo było ciemno, a wcześniej długo padało i nie wiedzieliśmy, co nas tam spotka.
Myśleliśmy na początku, że nasz pies po prostu boi się wyjść, bo wie, że źle zrobił. Ale gdy zaczął już piszczeć, mąż znalazł dużego kija, zaczął rozbijać tą zarośniętą przestrzeń, a ja mu świeciłam latarką.
W końcu – przy samej ścieżce, nie wiem, może to było 10 m – znaleźliśmy naszą zgubę, która znajdowała się w głębokiej studni, która nie była niczym zabezpieczona. Biedak trzymał się tylko przednimi łapami i ostatkiem sił nas wołał swoim piszczeniem.
Zmierzam tylko do tego, że następnego dnia została o tym fakcie poinformowana policja, która przyjechała na miejsce i obiecała, że się tym zajmie. Minął tydzień i dalej nic.
...
My już o tym miejscu wiemy, ale boimy się o innych.”
Z informacji przekazanych przez właścicieli psa wynika, że studnia znajduje się tuż przy ścieżce rowerowej, w miejscu porośniętym krzewami i wysoką trawą, co czyni ją praktycznie niewidoczną po zmroku.
Sprawa została zgłoszona na policję, która – jak relacjonują właściciele – obiecała zająć się tematem. Po tygodniu miejsce nadal pozostaje niezabezpieczone.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze